Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne | Paweł Piotr Reszka

"Motywem, dla którego zabiłam własne dziecko,
był strach przed dalszym życiem."

Jakie to było przykre i wstrząsające. Czytałam już wiele podobnych reportaży, ale po Białych płatkach zwyczajnie mam dość. Wystarczy. Może nie wszystkie historie poruszają tak samo, jednak niektórych chciałoby się nigdy nie poznać. Może styl Reszki nie do końca trafił w mój gust, a może to u mnie nie był najlepszy moment na taką chłodną relację z często potwornych wydarzeń. Co nadenerwowałam się, to moje. Czy żałuję lektury Białych płatków? Poniekąd tak. Wyszłam z niej poturbowana i wymęczona. Patologicznymi historiami, pewną chaotycznością wypowiedzi, ilością imion, ogromem smutku. Zła na znieczulicę i na... ludzi. Tych, którzy mogli coś zrobić, ale nie zrobili. Albo tych, którzy bali się prosić o pomoc. Przy okazji dowiedziałam się o sobie pewnej ważnej prawdy jako matce, jeszcze trudniej mi czytać o krzywdzie, jaka spotyka dzieci. Chyba to mnie pokonało, chociaż tematów w książce Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne Pawła Piotra Reszki jest dużo więcej.

Od anektowania pustych lokali komunalnych, okradania staruszków metodą "na wnuczka", przez standardową (jasne, nie jest to dobre słowo) przemoc w rodzinie, problemy z alkoholem, po skrajnie patologiczny styl życia pary, która doprowadza do wygłodzenia i śmierci własnego dziecka. Wybebeszone rodzinne historie ociekają krwią. Poza rodzinnymi, są i te sąsiedzkie, bo to często właśnie sąsiedzi nie słyszą i nie widzą. Wiele osób też nie chce być usłyszanych. Straszne, straszne, straszne. A jednak coś mi tu nie zagrało. Kiedy czytałam jakiś czas temu reportaże Justyny Kopińskiej, czułam, że one naprawdę mają sens, że TA cała interwencja ma sens, że celuje w czułe miejsca i daje do myślenia. Kiedy czytałam o molestowanych dzieciach w zakonie siostry Bernadetty, byłam przerażona, ale wiedziałam, że o tym trzeba mówić. Jednak przy reportażach Pawła Reszki częściej pojawiało się zniesmaczenie, wzburzenie, ale i przytłoczenie sposobem przekazu, szybko zmieniającą się scenerią, jak i formą (ta ilość podtytułów ogromnie mnie irytowała!). Już pal licho te emocje, których też mi zabrakło. Wiadomo, że dobry reportaż często pozbawiony jest autorskich emocji (tych przekazanych wprost sztuką jest ująć je pomiędzy wierszami), a każdy szczegół bywa na wagę złota. Dlatego podziwiam zaangażowanie, rzetelność i ogrom pracy. Dla mnie jednak tych tematów w jednej książce było trochę za dużo. Tu warto wspomnieć, że Białe płatki to zbiór publikowanych już wcześniej tekstów autora.

Myślę sobie, czy to aby nie przesyt. Tak dużo już czytałam podobnych historii. Nie obojętnieję. Nadal mnie poruszają (może nawet silniej niż kiedyś, odkąd zostałam mamą), jednak to całe zło, zagubienie, głupota, bezsilność, niesprawiedliwość... tak okrutnie polskie historie... to wszystko aż wylewa się z Białych płatków. Nie będzie to moja ulubiona reporterska pozycja, ale pewnych obrazów nie wyrzucę już z głowy (choć bardzo bym chciała). Ciężka, ale warta uwagi. Niewygodna. I bardzo ważna.


Książkę przeczytałam w ramach
Wyzwania czytelniczego 2020/2021 na Przestrzeniach tekstu  

(kategoria: min. 5 reportaży 4/5)

***
Reszta Paweł Piotr, Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne
, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021, s. 304, u mnie ebook.

Zajrzyj również tu:

0 komentarze

POLECAM SERIĘ KSIĄŻEK:


Strachociny