facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"— A potem stwierdził: Odbiorę jej to, co dla niej najważniejsze. 
Zapytałem go, co to znaczy, a on skinął głową w stronę witryny smażalni. 
Zapytałem: Co, dzieci? Odpowiedział: Tak. Ja na to: Czyli co zrobisz? 
Wywieziesz je czy jak? A on po prostu spojrzał mi w oczy i powiedział: 
Zabiję je.
"


Później twierdził, że stracił przytomność po ataku kaszlu. Musiał jednak obudzić się w wodzie i kiedy ich auto szło na dno, skutecznie wydostać się, wypłynąć i przebiec spory kawał drogi. Musiał powiedzieć swojej byłej żonie, że ich dzieci nie żyją. Przecież musiał. Teraz Robert Farquharson stoi w sądzie i z boleścią znosi każdy etap wyczerpującego procesu, który w rezultacie doprowadzi go do skazania. Tak naprawdę tylko on wie, co wydarzyło się we wrześniu 2005 roku między Geelong a Winchelsea w Australii w stanie Wiktoria. Tylko on zna ostatnie chwile z życia swoich trzech synów (najmłodszy miał zaledwie dwa lata), których wiózł do domu ich matki po spędzonym razem Dniu Ojca. Jednak ten ostateczny rodzinny moment, w którym prawdopodobnie świadomie porzucał żyjących jeszcze chłopców w zamkniętym, tonącym samochodzie, zostanie odarty ze swojej makabrycznej intymności, a wydarzenie to będzie rozkładane na czynniki pierwsze przed niedowierzającą, raczej wrogą publicznością. Co tak naprawdę zdarzyło się tamtego wieczoru w okolicy przydrożnego zbiornika wodnego? Czy można było uniknąć trzech niezawinionych śmierci? A najważniejsze: czy to był wypadek, czy może... zabójstwo? 

Helen Garner w niesamowicie emocjonującym, ale również bardzo skrupulatnym reportażu przedstawia szczegóły procesu Roberta Farquharsona. Co ciekawe, jej relacja jest wyjątkowo osobista. Autorka nie ukrywa własnych przeżyć związanych z uczestnictwem w procesie, jednak bardzo umiejętnie wplata je między rzetelne i wyczerpujące opisy przesłuchań. Zgłębia tło wydarzeń, rozpatruje zachowanie oraz psychikę świadków i samego oskarżonego, rozmawia o sprawie z osobami postronnymi. Z każdym rozdziałem odsłania przed nami coraz większy dramat jednego człowieka, który doprowadził do tragedii. Jednak coraz wyraźniejszy obraz sytuacji często mętnieje i czernieje, niemal jak woda tamtego felernego wieczoru. 

Pytania o celowe działanie zdesperowanego ojca, mężczyzny, którego porzuciła żona, który nie czuł satysfakcji ze swojego życia i być może dopuścił się najstraszliwszej formy zemsty, prawdopodobnie jeszcze długo pozostaną bez odpowiedzi. Proces się kończy, ale sprawa wciąż rezonuje, zaś Farquharson twierdzi, że jest niewinny. Helen Garner stworzyła żywy, pulsujący reportaż, który czyta się jak powieść kryminalno-sensacyjną, ale i poruszający sądowy dramat, z bohaterami z krwi i kości, wywołujący mieszane, skrajne odczucia. Reportaż, o którym z pewnością długo nie zapomnę. 

***
Garner Helen, Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, s. 288.

10:38 No comments
"Ważne jest ciepło w domu. 
I to, by po nocy polarnej wróciły ptaki."


To niewiarygodne, że przez niemal sto stron Hjem po prostu... czekałam na mewę. I u stóp setnej strony aż mnie zagryzło w gardle z emocji. Taką moc mają słowa Ilony Wiśniewskiej, a ja wracam do jej pięknej reporterskiej prozy jak do domu. Znów jestem na Północy. Znów jest zimno i poruszająco, ale tym razem, w odróżnieniu do przeszywająco smutnego Migotu, tu można wyłapać słoneczne promienie — choćby w żółtym wystroju domu Bjørg, czy... w sercu autorki. Chłonęłam Hjem jak zaczarowana, bo nawet jeśli Wiśniewska wciąż pisze o bolączkach północy, trudnych początkach życia cudzoziemców w norweskim Tromsø, przykrym losie morskich ptaków, to jednak przebijają się przez to wszystko dobro, czułość, akceptacja. Kolejny raz urzekło mnie jej wyjątkowe podejście do ludzi i do ich historii. Jednak Hjem. Na północnych wyspach to również niespodziewana opowieść o niej samej oraz o tym wszystkim, co składa się na słowo hjem. A hejm to bezpieczna przystań. To dom. Czekanie z przyjaciółką na mewę, która przylatuje raz w roku. Poczucie przynależności. 

"Gdyby zima była miejscem..." — te zasłyszane przez autorkę słowa zdają się doskonale pasować do Tromsø. Kiedyś niepozorne arktyczne miasto w północnej Norwegii, aktualnie cieszy się wielką popularnością wśród turystów, obserwatorów zórz polarnych, jak i imigrantów rozmaitych narodowości, którym jednak nie zawsze łatwo odnaleźć się w surowej mentalności północy. To właśnie tutaj mieszka Ilona Wiśniewska i stąd podróżuje na pobliską wyspę Kvaløya, do zaprzyjaźnionej kobiety o imieniu Bjørg, która stała się bohaterką jej reportażu. Jednak Hjem jest zlepkiem wielu przeplatających się historii, a ich głównym mianownikiem okazują się... ptaki. Ale również pory roku, samo Tromsø, poczucie odrzucenia, potrzeba posiadania własnego hjem. Ptasie hotele, skrzeczące krysie, przypadkowi ludzie, którym zależy na losie mew. Samotność okryta grubym swetrem, kiedy kończy się jasne, krótkie lato. 

Hjem. Na północnych wyspach to kolejny piękny literacko, doskonale skonstruowany oraz zwyczajnie poruszający reportaż z zimnych północnych stron. Uwrażliwia na los ptaków i ludzi. Jestem zachwycona lekkością i jasnością, jakie przebijają się przez Hjem. Tego jeszcze nie doświadczyłam w książkach Ilony Wiśniewskiej, której twórczość jest mi bliska od samego początku, od Białego. Mam wrażenie, że autorka rzeczywiście (przynajmniej na ten moment) znalazła to swoje miejsce (nie tylko w pojęciu przestrzennym), stąd tak jej tam dużo. I tak tam jasno. I ciepło, mimo zimna. 

***
Wiśniewska Ilona, Hjem. Na północnych wyspach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 240.
10:05 No comments

"Żeby przeżyć lata dziewięćdziesiąte w Korei,
trzeba było stłumić w sobie odruch dzielenia się jedzeniem."
 
Korea Północna. Czarna dziura na mapie świata. Dosłownie — czarna, ponieważ po tym, jak podupadły elektrownie (od rozpadu Związku Radzieckiego, który wspierał swoją komunistyczną przyjaciółkę tańszą ropą naftową) w nocy nie palą się światła. Może poza Pjongjangiem, dzielnicą pokazową, gdzie przebywała Barbara Demick w czasie swojej podróży do Korei. Światu nie mamy czego zazdrościć, reportaż o tytule będącym zarazem jednym z haseł propagandowych, został wydany w 2010 roku, jednak można wierzyć (i wynieść z posłowia autorki), że od tamtych lat niewiele się zmienia. Demick zakreśla w nim historię Korei Północnej od momentu jej założenia przez Kim Ir Sena (łączącego stalinizm z wybiórczo pojmowanym konfucjanizmem), przez panowanie jego syna Kim Dzongila, aż do lat współczesnych, koncentrując się jednak głównie na okresie upiornych lat dziewięćdziesiątych, kiedy to w tym najbardziej zmilitaryzowanym kraju, o najmocniej represyjnym reżimie na świecie panował najgorszy głód.

Nocne schadzki zakochanych, bo tylko w ciemności można było chwycić wybrankę za rękę. Szkolenia ideologiczne, wszechobecna propaganda i donosicielstwo. Zakaz posiadania prywatnych aut, dotowana żywność, narzucone fryzury i ubiór. W domu obowiązkowy portret władcy na pustej ścianie. Komunizm pełną gębą. Najgorzej było w latach dziewięćdziesiątych, gdy zaczęły upadać zakłady produkcyjne, zaczęło brakować żywności i pojawił się głód. To właśnie o nim jest tu najwięcej. Ale i o sytuacji chorych, edukacji, podziałach klasowych, obozach pracy, czarnym rynku, śmierciach głodowych oraz o... ucieczkach. To one stają się kwintesencją walki z tym krajem. Moment przejrzenia na oczy bywa trudny. Zwłaszcza dla kogoś, kto przez całe życie wierzył w propagandowy obrazek idyllicznej Korei, jak i w "boski status wodza", nie zdając sobie sprawy, że to złudna otoczka, a obok istnieje zupełnie inny świat.

Reportaż autorki znakomitego Zjadania Buddy to splot opowieści o kilku mieszkańcach Korei Północnej, ludziach, którzy bardzo różnie podchodzili do życia, władzy, czy do wizerunku ich rodzinnej republiki. Mi-ran, Jun-sang, pani Song oraz inni, którzy zdecydowali się opowiedzieć Barbarze Demick swoje historie. Jednak przelanie ich na papier, wtłoczenie w kontekst historyczny, żywe zobrazowanie panujących tam realiów, to olbrzymie pokłady pracy i zaangażowania autorki. Światu nie mamy czego zazdrościć to wybitny, poruszający oraz znakomity literacko reportaż, o którym raczej szybko nie zapomnę.

***
Demick Barbara, Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej
, tłum. Agnieszka Nowakowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, s. 368.

07:54 No comments

"O ile bardziej adekwatnym wyborem dla bohaterskiego
filozofa nadczłowieka był odległy archipelag Galapagos
ze specyficzną fauną, zamglonym krajobrazem wulkanicznym
i skojarzeniami z Charlesem Darwinem."


Jest rok 1929. Para zakochanych (nazwą ich potem "Adamem i Ewą z Floreany") postanawia porzucić wygody wielkiego miasta, jak i własne rodziny, by wieść życie na odludnej, dzikiej wyspie. Raj, który zamierzają stworzyć sobie na jednej z wysp archipelagu Galapagos odbiega jednak od ich pierwotnych, romantycznych wyobrażeń. Na początek nie pasuje tu choćby to "zakochanie". Doktor Friedrich Ritter nie do końca odwzajemnia uczucia, jakimi darzy go Dore Strauch. Dore z kolei staje się niejako wyznawczynią Friedricha (swoją drogą miłośnika Nietzschego), zafascynowaną jego intelektem oraz filozoficznymi zapędami. Kiedy osiadają na Floreanie, kosztując uroków i trudów samotniczego życia w dziczy, nie spodziewają się, że wkrótce na wyspę zaczną przybywać obcy, a oni sami oraz ich dom Friedo staną się obiektem światowego zainteresowania.

John Treherne napisał ten porywający reportaż kryminalny w 1983 roku, chcąc rozwikłać zagadkę pewnego zaginięcia oraz śmierci na Floreanie. I tak, dzięki zapiskom z dzienników, towarzyszymy Friedrichowi i Dore już od zalążków ich wyprawy, obserwujemy zmiany w ich relacji, częstą rozbieżność w postrzeganiu wydarzeń, a także rysy na charakterach. Nieszczególnie gościnni gospodarze (w końcu ich marzeniem było samotne życie na wyspie) muszą przystać na pojawienie się kolejnych osiedleńców, jakimi są zaradna rodzina Wittmerów, a niedługo później ekscentryczna baronessa wraz ze swoją męską świtą. Nieustanne konflikty, przemoc, ale i drobne przejawy życzliwości wyznaczają rytm życia na Floreanie. Napięcie jednak rośnie i wkrótce dochodzi do niepokojących incydentów.

Cała historia opisana w Zbrodni w raju wydaje się szczególnie sensacyjna i w taki też sposób została przedstawiona. Dodatkowymi atutami reportażu są lekkość pióra autora, fabularny ton oraz sama egzotyka miejsca. Książkę czyta się jednym tchem, mając z tyłu głowy tę obiecaną tytułową zbrodnię. Warto jednak po drodze zwrócić uwagę na rozmaite ciekawostki, czy też zaskakującą odwagę i pomysłowość bohaterów. W końcu wszystko dzieje się z dala od cywilizacji, a do tego w niespokojnych czasach. Bardzo podobała mi się Zbrodnia w raju, chociaż po lekturze pozostał mi pewien niedosyt — nawet pomimo licznych porób autorskich wyjaśnień tego, co tak naprawdę wydarzyło się na wyspie. 

***
Treherne John, Zbrodnia w raju. W poszukiwaniu utopii na Galapagos, tłum. Adam Czech, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024, s. 256.
15:49 No comments
"— Nie mogę się już doczekać, żeby wyjechać psami na lód.
To siedzi w głowie, nie umiem tego wyjaśnić."

Z kolei ja nie umiem zacząć. Nawet teraz nie wiem, co napisać o Migocie i czy może lepiej nie pisać nic. Przeszywająco smutny. To chyba pierwszy reportaż Ilony Wiśniewskiej, który tak bardzo mnie przygniótł. Choć często po lekturze jej niezwykłych relacji z krajów Północy czułam się rozedrgana, to jednak zachwyt nad szczególnym ujmowaniem przez autorkę tamtego surowego świata zwykle przeważał nad trudnymi emocjami. W przypadku Migotu zachwyt gasi przygnębienie. W pełni jednak rozumiem przeżycia bijące z tej książki i choć osobiście chciałabym odnaleźć w niej tę szczególną magię, znajomą z Białego i z Hen, nie widzę tu dla niej uzasadnienia. 

Migot
to portret świata, którego za moment może już nie być. To wspomnienie Gerta, który jeszcze na okładce Ludu zawisł w powietrzu.
Dziewczynki pogryzionej przez psy na śmierć. Nauczyciela, który nie ma kogo uczyć. Ilona Wiśniewska w zlepku bardzo osobistych i przeraźliwie smutnych reportaży przedstawia świat Inughuitów z osad daleko wysuniętych na północ Grenlandii — Qaanaaq i Siorapaluk. "Mieszkają w Qaanaaq. Czego się spodziewają?". Ludzie chcą, żeby płacić im za rozmowę. Niewielu miejscowych chce się dzielić swoim życiem. Żyje im się coraz gorzej, bo i warunki są trudne ("... żeby nam się wydawało, że to będzie nasza decyzja, kiedy w końcu postanowimy wyjechać"). Nami mogą wstrząsać relacje z polowań na foki, opisy obróbki mięsa, zabijanie psów — dla Inughuitów to chleb powszedni.

Migot. Z krańca Grenlandii
to rozdzierający obraz grenlandzkiej rzeczywistości. Zasmuca, ale i ujmuje autentycznością wrażeń autorki. Ta szczerość, która bije z tekstu jest niesamowita. Im dłużej myślę o tej książce, tym bardziej jestem przekonana, że Wiśniewska nie mogła ująć tego wszystkiego inaczej, a forma pewnego rodzaju dziennika żałobnego niezwykle tu pasuje. To jej smutny, prawdziwy głos. I w tym głosie — prawie jak pod lodem — tkwi uśpiona magia.

***

Wiśniewska Ilona, Migot. Z krańca Grenlandii
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022, s. 256.
13:18 No comments

"Przeistoczył się w mroczne zwierciadło,
w którym odbijało się id samego miasta
—
jego mroczne fantazje, najdziwniejsze myśli,
najbardziej zatrważające przekonania
i uprzedzenia."


Za każdym razem używa tej samej broni, choć morderstwa są w znacznym stopniu rozciągnięte w czasie. Beretta kaliber dwadzieścia dwa. Te same naboje. Podobny typ ofiar. Te same... "trofea" zabrane z miejsca zbrodni. W latach 1974-85 seryjny morderca dopada siedem par, które wśród zachwycających florenckich wzgórz, sielskich łąk i gajów oliwnych, w ciemnych, odosobnionych zaułkach szukają chwili prywatności. Mężczyznę zabija na miejscu, kobietę wywleka z samochodu i ciągnie po ziemi, naznaczając ją w okrutny sposób. Dziennikarz La Nazione Mario Spezi zostaje specjalnym korespondentem sprawy tego włoskiego Kuby Rozpruwacza. To on wymyśla mu przydomek: "Il Mostro di Firenze". I tak tworzy się upiorna legenda, mająca swoje krwawe i jak najbardziej realne podstawy.

Potwór z Florencji, który miał posłużyć jako pierwowzór Hannibala Lectera (literackiej postaci stworzonej przez Thomasa Harrisa), mógł być kimkolwiek — księdzem, lekarzem, czyimś sąsiadem, a nawet... księciem. Podejrzanym stawał się niemal każdy, także sam Mario Spezi, który silnie zaangażował się w sprawę tajemniczego mordercy, poświęcając jej kawał swojego życia. Douglas Preston, znany amerykański pisarz, który myśląc o napisaniu kolejnej powieści, przeprowadza się wraz z rodziną do Florencji, po poznaniu Maria Speziego również wpada w sidła tej intrygującej, nierozwikłanej zagadki kryminalnej. Potwór z Florencji bowiem — mimo niekończących się tropów i donosów, imponującej liczby samozwańczych detektywów przybywających z całych Włoch, a nawet kilku aresztowanych i faktycznie skazanych (Salvatore Vinci, czy Pacciani) — wciąż stanowił i do dziś stanowi prawdziwą zagadkę. 

Książka Douglasa Prestona to lekko fabularyzowana literatura faktu, doskonałe true crime, napisane z niezwykłym polotem, oddające atmosferę Włoch tamtych lat (począwszy od lat 60.), ale i demaskujące absurdy włoskiego wymiaru sprawiedliwości oraz pracy tamtejszych śledczych. Pasjonująca lektura, w której samego Potwora jest jak na lekarstwo, za to porywa nas śledztwo, urzeka plejada przedziwnych bohaterów, opisy krajobrazów, barwne opowieści z dreszczykiem. Autor w bardzo wciągający i sensacyjny sposób opisuje wszystko to, co przekazał mu o całej sprawie Mario Spezi (to pierwsza połowa książki), a także prezentuje własne (nieszczególnie miłe) doświadczenia z czasu dziennikarskiego śledztwa. Bezwzględnie zachwyciły mnie forma, styl oraz klimat całej książki, jednak muszę przyznać, że ci, którzy spodziewają się czegoś mocniejszego — choćby większego skupienia na samych zbrodniach, mogą czuć się lekko zawiedzeni.

***
Preston Douglas, Spezi Mario, Potwór z Florencji. Śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, tłum. Kaja Gucio, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023, s. 424.

08:53 No comments
"Im więcej czasu spędza się na lodzie,
tym bardziej obsesyjnie myśli się o tym,
co jest pod spodem. I czy stamtąd też słychać
wycie psów."

Cztery lata. Naprawdę właśnie tyle czekałam z przeczytaniem Ludu. Głównie dlatego, żeby zawsze mieć jeszcze "przed sobą" jakąś książkę Wiśniewskiej. I chyba trochę ze strachu, że nie sprosta oczekiwaniom. Po Białym, po Hen została mi wtedy tylko ona, niewielka objętościowo książeczka, którą mogłabym przeczytać do tej pory w sumie ze sto razy. Aż w końcu przyszedł Migot, zima i odpowiedni czas, żeby sięgnąć po Lud. Z grenlandzkiej wyspy, ponownie zanurzając się w głąb surowej Północy, w te przeszywające na wskroś magiczne opowieści, które potrafi snuć chyba tylko Wiśniewska. To zupełnie inny, niezwykle misterny, dojrzały i niewiarygodnie piękny rodzaj reportażu. Dociera głębiej, jakby chciał wejść aż pod sam lód, wniknąć gdzieś pomiędzy grenlandzko-duńskie rozmowy, pomiędzy ciszę, pokazać coś więcej niż widać na pierwszy rzut oka. "Dobre zdjęcia to zmarznięte dłonie", dobry reportaż to relacja z samego wnętrza, z pełni obecności. I czuje się tę obecność, zaangażowanie, uwagę. Iwona Wiśniewska nie pojechała na Grenlandię ot tak. W 2017 roku postanowiła pracować tam jako wolontariuszka w domu dziecka w Uummannaq, niewielkiej wyspie w zachodniej Grenlandii. Nie umiem tej nazwy zapisać z pamięci, a co dopiero wymówić. Wiem jednak, że Uummat to po grenlandzku serce. Wszystko się zgadza.

"Zamiast rozmowy toczą się między nami tumany śniegu". Nieme rozmowy z podopiecznymi, wychodzenie na lód, wypędzanie koszmarów muzyką (ach, ile muzyki jest na tej, zdawać by się mogło — odludnej wyspie). Psie zaprzęgi, kaffemiki (przyjęcia z dowolnej okazji), tragiczne historie wysiedleń,  marzenia o niepodległości Grenlandii, wyjazdy i powroty. I śmiech ("Śmiech to tutaj naturalna reakcja na drugiego człowieka"). "— Jaki jest świat po grenlandzku? Prostszy". A obok tego duża liczba samobójstw (zwłaszcza wśród młodych), problem z alkoholem, haszyszem. Autorka z dużą wyrozumiałością i czułością przedstawia świat zupełnie niepozornych ludzi. Przeplata rozmaite historie z Uummannaq, przemycając niekiedy również własne odczucia.

Lud. Z grenlandzkiej wyspy
to wspaniały obraz grenlandzkiej rzeczywistości, nawet jeśli stanowi zaledwie jej fragment. Cofam to, o czym napisałam na początku — ani trochę nie obawiałam się, że zawieść może sposób pisania Wiśniewskiej. Ponownie czuję się oczarowana, choć czasem dopadało mnie pewne skołowanie natłokiem wrażeń i opowieści. Dlatego czytałam niespiesznie, bo właśnie tak warto czytać takie książki. A ja chcę trafiać wyłącznie na takie reportaże.

***

Wiśniewska Ilona, Lud. Z grenlandzkiej wyspy
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 232.
09:13 No comments

"Podstawowe przesłanie brzmiało,
że wolno praktykować buddyzm,
pod warunkiem że miłość do partii komunistycznej
stoi na pierwszym miejscu."


Tybet. Ośnieżone szczyty, tańczące na wietrze kolorowe chorągiewki, młynki modlitewne i mnisi noszący tradycyjne czuby. Tak kojarzy nam się ta azjatycka kraina zwana dachem świata. "Poziom strachu wśród Tybetańczyków jest porównywalny z tym panującym w Korei Północnej". Wieść o fali samospaleń wśród tybetańskich mnichów obeszła nie tak dawno cały świat. Przesiąknięty chińską propagandą, stłumiony od korzeni. Miejsce, gdzie za posiadanie podobizny Dalajlamy (przywódcy narodu tybetańskiego) można trafić do więzienia. Oto Tybet, którego być może dotąd nie znaliście.

Barbara Demick w swoim znakomitym reportażu, który czytałam z zapartych tchem, pokazuje Tybet od podszewki. W oparciu o literackie źródła, jak i rozmowy z Tybetańczykami prowadzi czytelnika przez historię... znikania. Zaczyna od lat 50., kiedy to Tybet stracił swoją suwerenność i trafił pod panowanie komunistycznych Chin. Proces zamierania tybetańskiej kultury i mentalności autorka przedstawia głównie na przykładzie Ngawy oraz jej mieszkańców, jednak to opowieść uniwersalna o przykrym końcu małego społeczeństwa, ukrytego gdzieś wśród wysokich gór. Rujnowane buddyjskie klasztory, figurki Buddy zjadane (!) przez najeźdźców. Strach przed przyznawaniem się do swojej narodowości, do własnego języka i kultury. W końcu realny bunt mnichów, którzy dokonywali samospaleń. Chińska Partia Komunistyczna wkraczała powoli, narzucając przymus życia w komunie, odbierając Tybetańczykom ich własność, jak również atakując religię (wyganianie mnichów z klasztorów). Zjadanie Buddy to smutna historia rodziny Gonpo, ostatniej tybetańskiej księżniczki. Historia małego Deleka, Norbu, poety Cegjana i innych, którym przyszło żyć w czasie wielkich przemian. Przeżyć głód i biedę, rewolucję kulturalną, rebelie, rozkwit gospodarczy po śmierci Mao Zedonga. Liczne protesty i prześladowania. Początkowe chińskie obietnice o nieingerowaniu w sferę religijną oraz o polepszeniu bytu niższych warstw społecznych w Tybecie okazały się bez pokrycia. Tybet stopniowo przestawał istnieć.

Nie ukrywam, że Zjadanie Buddy czytałam z narastającą fascynacją, która trzymała mnie do ostatnich linijek. Reportaż Barbary Demick jest w pełni dopracowany (gdyby ktoś chciał poszerzyć temat, autorka odsyła dodatkowo do sporej liczby źródeł), napisany z polotem i wyczuwalnym zaangażowaniem. Nie spodziewałam się, że tak bardzo zainteresuje mnie historia Tybetu i myślę, że to w dużej mierze zasługa sprawnego pióra, ale i reporterskiej pasji autorki. Wspaniała lektura. Już od dawna przymierzam się do Światu nie mamy czego zazdrościć, jej autorstwa, i teraz nie mam zamiaru zwlekać.

***
Demick Barbara, Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin
, tłum. Barbara Gadomska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021, s. 360.

10:17 No comments

"Byli u nas tydzień temu.
Byli zadowoleni."

Utøya — owszem. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o masakrze, jaka miała miejsce na tej norweskiej wyspie w 2011 roku. Nie mam jednak pewności, czy podobnie sprawa ma się z brytyjską wyspą Jersey, gdzie w tym samym roku doszło do niemniej przerażających wydarzeń, mimo innego wymiaru (jak choćby mniejsza liczba ofiar). Wspominam o Utøyi nie bez powodu. To o niej słyszy Damian w radiu, jeszcze zanim zabije całą swoją rodzinę i dwie inne osoby. Może wstyd się przyznać, ale nie kojarzę tragedii z Jersey, i kiedy zaczynałam czytać Głosy, nie miałam pojęcia, o czym jest ta książka. Tym bardziej moje oczy robiły się coraz większe i większe, kiedy Dionisios Sturis i Ewa Winnicka odtwarzali krok po kroku tamten feralny dzień na wyspie.

Nic nie zapowiadało tragedii.
Damian Rzeszowski wraz z żoną i dziećmi wrócili właśnie na Jersey z urlopu w Polsce i zaprosili na grilla swoich miejscowych przyjaciół. Normalna polska rodzina, która szukała na wyspie lepszego życia. Powodziło im się całkiem nieźle. Kłócili się, jak pewnie niejedno przeciętne małżeństwo. W pracy Damian był lubiany i poważany przez szefa. Co takiego wydarzyło się, że ten obrazek został naznaczony krwią?

Z reportażu dowiemy się pokrótce, jak wygląda emigranckie życie na Jersey — wyspie jawiącej się jako raj dla przyjezdnych. Szczególnie upodobali sobie to miejsce Polacy, zaczynając zwykle od zbiorów ziemniaka (te słynne Jersey Royal), a kończąc na zarobkach, które spokojnie starczyłyby na zakup mieszkania w rodzinnym kraju. Z jednej strony piękna otoczka (w tym próby zrzeszania Polonii na Jersey), z drugiej wyobcowanie, przemoc i brak realnego wsparcia dla emigrantów. Wszystko to w cieniu masakry, jaką zafundował swojej rodzinie Damian. Prześledzimy cały proces, wysłuchamy zdania ekspertów, psychiatrów, rodziny i znajomych. Czy miał ten Damian problemy psychiczne, czy może wymordował swoich bliskich (dzieci! małe dzieci!) z zimną krwią?

Reportaż, mimo skromnych rozmiarów, w pewnym momencie zaczyna dłużyć się i wlec. Postać Damiana jako zabójcy (czy nawet głowy rodziny) ciągle gdzieś umyka. Nie ma tu żadnych smaczków, ani olśnień. Głosy. Tylko te głosy w głowie mogłyby coś wyjaśnić, ale czy... wyjaśniają? Ciekawa, mrożąca krew w żyłach sprawa zostaje sprowadzona do suchych faktów i przydługiej relacji z procesu, przecinanych "ciekawostkami" z wyspy Jersey. Zabrakło mi w tym wszystkim chyba emocji, szerszego psychologicznego rysu postaci. Książkę czyta się dobrze — zwłaszcza, jeśli nie znało się szczegółów. Ale to nadal trochę za mało.

***
Sturis Dionisios, Winnicka Ewa,  Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, s. 224 (u mnie ebook).


Książkę przeczytałam w ramach
Wyzwania czytelniczego 2020/2021 na Przestrzeniach tekstu  
(kategoria: min. 5 reportaży 3/5)

19:34 No comments


"Nie wie, dlaczego zaczepia ludzi na ulicy,
dlaczego tak krzyczy, czemu przesuwa krzesła."


"Powiedziała, że Marta będzie podejrzewana o różne choroby psychiczne."
"Najbardziej boli mnie to, kiedy ludzie dają mi do zrozumienia, że nie umiem wychować syna i jestem złą matką."
"Znajomi przestali nas zapraszać. Tak jakby autyzm był zaraźliwy."
"To dobry chłopiec. Gdy czuje się bezpieczny, nie jest agresywny."
"Może to zabrzmi dziwnie, ale gdy dowiedziałam się, że to autyzm, byłam szczęśliwa."

W zasadzie te cytaty to jest już sedno tego, co w bardzo przystępny i zarazem poruszający sposób przedstawił Jacek Hołub, przybliżając czytelnikowi problemy rodzin wychowujących dzieci ze stwierdzonymi chorobami autyzmu, zespołu Aspergera, czy różnych odmian ADHD.
Oddał głos najbliższym — głównie matkom, ale również jednemu ojczymowi, dyrektorce szkoły, nauczycielowi wspomagającemu, a raz także dziecku. Dosadnie, ale i z wyczuciem, ze zrozumieniem i widoczną empatią przeprowadził nas przez historie rodzin, często uznawanych za patologiczne, z tak zwanymi "niegrzecznymi" dziećmi (dziećmi, które płaczą więcej niż inne, czują więcej, albo zwyczajnie nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistości, jaka na nich spada). Zdanie: "Jeśli dziecko zachowuje się niegrzecznie, to oznacza, że chce nam coś zakomunikować. I to my, jako dorośli powinniśmy otoczyć je opieką i uważnością..." mogłoby służyć jako sztandarowe w całym procesie zrozumienia dzieci, które zdaniem innych "odstają", sprawiają kłopoty, często nie zdając sobie z tego sprawy.


"Niegrzeczne", czyli jakie? Hołub przedstawia sylwetki dzieci, u których dopiero po dłuższej diagnozie wykryto jakieś zaburzenia, a które stanowiły dla swoich matek trudny orzech do zgryzienia. "Jak dawałam sobie radę? Nie dawałam", wspomina jedna z nich. Dzieci, które krzyczą, że nie kochają swoich rodziców, by za moment żądać od nich potwierdzenia miłości. Dzieci, którym przeszkadza hałas, z którymi nikt się nie bawi, bo nie mogą usiedzieć w miejscu, szukają zaczepki, nie potrafią normalnie się komunikować. Bo co to znaczy "normalnie"? Mogłabym za autorem podawać konkretne przykłady dzieci odepchniętych (czy wręcz gnębionych) przez rówieśników, a także ich rodziców wykluczonych z życia towarzyskiego, z powodu zachowania tych dzieci. Pisać o wizytach pracowników pomocy społecznej, która zagląda do lodówki, aby sprawdzić na przykładzie jej zawartości, czy rodzina nie jest dysfunkcyjna i czy dziecko nie chodzi głodne. Częsty brak realnej pomocy ze strony szkoły, a nawet najbliższych, niemożność uzyskania odpowiedniej diagnozy i dotarcia do miejsc, w których można ją otrzymać, brak pieniędzy na terapię — to wszystko równoważy się z trafianiem na dobrych specjalistów, którzy jednak stwierdzą, że dziecko nie jest po prostu "niegrzeczne", jak i odnajdywaniem rozwiązań poprawiających temu dziecku życie społeczne (jak na przykład pomoc dobrego nauczyciela wspomagającego).

To wszystko może mądrze brzmi, ale na reportaż Hołuba składają się bardzo proste wypowiedzi, które docierają głęboko. Wiarygodne, szczere historie, bez owijania w bawełnę. Stamtąd dowiedziałam się, jak mylnie postrzegałam problem ADHD (szczególnie ostatni przykład mi to uświadomił), albo jak niewiele wiedziałam o niektórych zachowaniach autystycznych dzieci. To wstrząsa i niepokoi (szczególnie jak jest się mamą szalonego brzdąca), ale to również uwrażliwia na osoby, które mogą wydawać się inne. Na koniec przytoczę jeszcze słowa jednego "niegrzecznego" dziecka: "cały czas ktoś wymaga ode mnie, żebym zachowywał się i myślał tak jak on. A ja mam swój świat. Taki, jaki mi się podoba, w jakim czuję się dobrze i w jakim się odnajduję". Tyle.

Książkę przeczytałam w ramach
Wyzwania czytelniczego 2020/2021 na Przestrzeniach tekstu  

(kategoria: min. 5 reportaży 1/5)


***
Hołub Jacek, Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020, s. 232 (u mnie ebook).

11:28 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Moja kuzynka Rachela | Daphne du Maurier

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (72)
  • literatura angielska (48)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (8)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (3)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • Przeczytałam książkę
    "Piękno ludu" Merete Pryds Helle
  • Literackie skarby świata całego
    Heretyczki. O Angelusie dla Kateřiny Tučkovej i Julii Różewicz [komentarz]
  • unSerious
    Cykl: Kroniki Imperium Legendarnych Lachów # 1: Zło-to
  • To przeczytałam
    Christine Lindop - Ned Kelly
  • made by bibi
    Chmurka i Burza grają w piłkę/ubierają choinkę
  • K-czyta | Blog książkowy
    Dianne Freeman - Poradnik prawdziwej damy. Dobre maniery a morderstwo
  • Qbuś pożera książki
    Dynamiczne szachy geopolityczne, czyli „Cień Hegemona” Orsona Scotta Carda
  • Koczowniczka o książkach
    „Kocie kocyki” Kiyoshi Shigematsu
  • Świat fantasy
    Zapowiedzi październik 2026
  • Jeden akapit
    „Rozmyślania” Marek Aureliusz
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    Post Świętego Michała Archanioła - ks. Mateusz Szerszeń CSMA
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Książki na plaży
    Trzy włoskie kryminały
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose