facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Botanika sądowa
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"— Strach — powiedział. — Czuję strach. 
Czyż to nie interesujący zapach?"


Początek wakacji, obóz w środku lasu i straszne historie opowiadane nocą przy ognisku. A jeśli te wszystkie opowieści o wilkołakach, człowieku z hakiem zamiast ręki, czy o Upiorze Lodowatego Wiatru okażą się prawdziwe? Obóz strachem podszyty to jeden z wielu tomów cyklu Szkoła przy cmentarzu autorstwa Toma B. Stone'a (a raczej Noli Thacker). Ta krótka książeczka dedykowana młodszemu odbiorcy, to prawdziwa frajda również dla starszych fanów historii z dreszczykiem. Mamy tu powiew młodości, chłopięce rozterki, obozową codzienność, ale przede wszystkim porządną dawkę oldschoolowej grozy. Na lato jak znalazł! 

Alex wybiera się na wakacyjny obóz o wdzięcznej nazwie Nigdy więcej (Nevermore — inspiracja twórczością Edgara Allana Poego z pewnością niesie za sobą pewne konsekwencje シ). Już w drodze ma okazję stanąć oko w oko z pewnym zagrożeniem — niedźwiedziem, a może nawet... wilkołakiem. Niemniej stanowi to doskonałe preludium do tego, co czeka go po dotarciu do obozowiska. Mimo przyzwyczajenia do dziwnych zjawisk w Szkole przy cmentarzu, do której uczęszcza, chłopak nie spodziewa się, że wakacje przyniosą mu równie mocno mrożące krew w żyłach przygody. Straszne historie, które w kółko opowiadają sobie obozowicze, zaczynają się ziszczać! Na domiar złego Alex musi dzielić namiot z nieporadnym Garthem, a w okolicy krąży tajemniczy Jason Traper — człowiek z hakiem. 

Obóz strachem podszyty z powodzeniem można łyknąć w jedno czerwcowe popołudnie, zabrać na wycieczkę pod namiot, albo podczytywać nocą pod kocem przy świetle latarki (ta książka aż się o to prosi!). Akcja jest dynamiczna, trzyma w napięciu i straszy odpowiednio do wieku odbiorcy. Do tego treść nie jest bardzo wymagająca, więc powinno poradzić sobie z nią czytające już dziecko. Nie ma co się martwić, jeśli nie zna się innych części z cyklu, ponieważ to zupełnie odrębna historia. Warto również doczytać książkę do końca, bo czeka tam zaskakujący plot twist. 

***
Stone Tom B., Obóz strachem podszyty
, tłum. Paweł Korombel
, Wydawnictwo Da Capo, 2001, s. 128.

09:56 1 comments

"Czy to wiatr poruszył krzakiem, czy w ciemnościach coś się kryło?
A ten upiorny dźwięk wydał polujący puszczyk, czy raczej ich tropem 
szły zmory zrodzone na Diablaku?"


Potwory z Diablaka to druga część cyklu pt. Wakacje z Koszmarkiem autorstwa Justyny Drzewickiej. Już pierwszą, Gniazdo wampirów, przeczytałam z prawdziwą przyjemnością i zainteresowaniem, ale to Potwory z Diablaka prawdziwie mnie wciągnęły. Nigdy nie odmówię dobrej przygodówki z dreszczykiem, nawet jeśli przeznaczona jest dla młodszego odbiorcy. Tym razem tego dreszczyku jest naprawdę sporo. Klimat Beskidów i mrocznej Babiej Góry, tajemniczy urlopowicze, nadprzyrodzone zjawiska. Miejsce wydarzeń działa na wyobraźnię, a podsycają ją miejskie legendy. Czy słynny szczyt górski o mrocznej nazwie Diablak jest... nawiedzony? 

Jedenastolatkowie Kacper i Lena wraz z dziadkami oraz psem Maliną, po ekscytującym i trochę niebezpiecznym (więcej w Gnieździe wampirów) pobycie w Bieszczadach, wyruszają w Beskidy. Ich celem jest słynny szczyt Diablak. Rodzina instaluje się na polu kempingowym u pana Romka, gdzie spotykają dość enigmatyczne osobistości. Dla Kacpra i Leny nie będą to beztroskie wakacje, ponieważ ich misją jest poznanie sekretu Diablaka. 

Całkiem przyjemnie jest zwiedzać Polskę śladem tajemniczych miejsc, słuchać strasznych historii i bawić się w detektywa. Potwory z Diablaka przynoszą mnóstwo wrażeń, zapierają dech i wciągają. Zgrabne opisy, sympatyczni bohaterowie, pozytywne przesłanie. Autorka pozwala sobie na dużą dawkę grozy, ale w końcu taki jest zamysł całego cyklu. Mnie zaintrygowały wszystkie zagadki, które mieli do rozwiązania młodzi bohaterowie, bawiło zachowanie dziadków, jak również wzruszała koleżeńskość i dojrzałość dzieci. Podoba mi się obraz dzieciństwa, jaki kreśli Drzewicka. Wakacje mogą być dużo bardziej interesujące bez wlepiania nosów w telefony. Przecież o wiele ciekawiej jest szukać tajemniczych kamieni, śledzić podejrzanego sąsiada, czy uciekać przed widmowym jeźdźcem na koniu. Prawda?

***
Drzewicka Justyna, Potwory z Diablaka, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2024, s. 208.

12:21 No comments

"Jakby wszystko nas ostrzegało, żeby nie iść dalej. 
Też macie wrażenie, że wampiry nie chcą być odnalezione?"


Jaka to przyjemność poczytać sobie dobrze napisaną, wciągającą książkę z dreszczykiem, nawet jeśli jest przeznaczona dla młodszego odbiorcy. Gniazdo wampirów Justyny Drzewickiej, pierwsza z serii Wakacje z Koszmarkiem, to wakacyjna, horrorowa przygodówka z ciekawą fabułą, barwnymi, sympatycznymi postaciami, jak i pewną mroczną zagadką do rozwiązania. Tajemnicze zniknięcia, bieszczadzkie wampiry, podejrzany sąsiad. Młodzi bohaterowie naprawdę mają co robić na rodzinnym wyjeździe. Jednak mimo czyhającego na nich niebezpieczeństwa i niepokojącej atmosfery, znajdzie się również miejsce na rozrywkę oraz dobry humor. 

Jedenastoletni Kacper i Lena wybierają się z babcią Leny, dziadkiem Kacpra oraz uroczym owczarkiem Maliną dość brzydkim autem o nazwie Koszmarek do jednej z bieszczadzkich miejscowości. O Jaworniku krążą straszne, wampiryczne historie. Z domu, w którym mają zamieszkać urlopowicze, jakiś czas temu w tajemniczych okolicznościach zniknęła para fizyków. Plotki głoszą, że może być to sprawka wampirów, co dzieci przyjmują z niemałym entuzjazmem i postanawiają trochę powęszyć. Nie wiedzą, że dość szybko będą musieli skonfrontować się z czymś na pozór zupełnie nierealnym. A może nawet pomóc komuś wyjść z prawdziwych tarapatów. Dobrze, że mają survivalowy sprzęt Kacpra, wyrozumiałych dziadków, a w ich przygodach towarzyszy im odważny Malina.

Kto by pomyślał, że zacznę czytać literaturę dziecięco-młodzieżową dla własnej przyjemności, a tu proszę — najpierw Strachociny, teraz Gniazdo wampirów, które naprawdę mnie pochłonęło i dało dużo frajdy. To wartościowa, trzymająca w napięciu, klimatyczna książeczka, pełna zewu przygody, powiewu wakacji, rodzinnego ciepła, przyjaźni, pomysłu rodem z fantastyki naukowej, jak i sporej dawki grozy. Na lato jak znalazł. 

***
Drzewicka Justyna, Gniazdo wampirów, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2023, s. 152.

15:53 No comments
"(...) niektóre rzeczy,
a przede wszystkim rzeczy niemożliwe,
są warte, by zaryzykować."

Tajemnicza wyspa, magiczne świece, jedno życzenie, które może się spełnić. Szepczące Drzewo, Morska Jaskinia i... Strażnik Burzy. Catherine Doyle zabiera czytelnika na wyspę Arranmore, pełną niesamowitości, których nie dostrzega się na pierwszy rzut oka. Niepokojący klimat, odwieczna walka dobra ze złem, odważni młodzi bohaterowie. Wyspę Strażnika Burzy na tle innych młodzieżówek fantasy wyróżniają barwny język, mroczna atmosfera i silna koncentracja na wymiarze magiczno-przyrodniczym.

Finn wraz z siostrą Tarą mają spędzić wakacje u dziadka na wyspie. Dla Finna jest to pierwsza wizyta na Arranmore, jednak nie zachęca go ani perspektywa dłuższego przebywania z własną siostrą, ani morska podróż (czego, jak czego, ale wody Finn boi się najbardziej). Chłopak nie zdaje sobie sprawy, że przyjdzie mu w niezwykły sposób pokonać własne lęki, jak i przeżyć największą w życiu przygodę. Szybko zaczyna dostrzegać, że znalazł się w bardzo wyjątkowym miejscu, a fantazyjne świece, które produkuje dziadek mogą... przenosić w czasie. Jednak przede wszystkim poznaje historię Arranmore i samego Strażnika Burzy.

"Fionn, są gorsze rzeczy, których trzeba się lękać.
Życie bez miłości. Ścieżka bez celu. Serce bez odwagi".


Wyspa Strażnika Burzy Catherine Doyle nie jest pierwszą książką dedykowaną młodszemu odbiorcy, która powinna spodobać się również dorosłym. Już na początku łatwo się zorientować, że będziemy mieć do czynienia z pięknie napisaną, porywającą historią, solidnym przygodowym fantasy. Cała koncepcja, atmosfera panująca na wyspie, motyw magicznych świec, ciekawi bohaterowie — to wszystko mocno do mnie przemówiło i chociaż nie wciągnęłam się na tyle, by z niecierpliwością pochłaniać rozdział za rozdziałem, pewne fragmenty pozostaną ze mną długo.

"Wypełniłem swoją głowę przygodą, śmiechem i miłością (...) Twoja głowa wciąż jest bardzo pusta (...) Zacznij ją zapełniać, chłopcze. To jest twoja największa odpowiedzialność. Żyć życiem jak cudem zapierającym dech w piersiach, tak, że gdy zacznie z ciebie uchodzić, wciąż będziesz czuł w sobie szczęśliwą iskrę i błogosławiony sens tego, że śmiałeś się najgłośniej, kochałeś najgłębiej i żyłeś bez lęku...".

***
Doyle Catherine, Wyspa Strażnika Burzy, tłum.  Katarzyna Biegańska, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2019, s. 320.

07:43 No comments

"Czy mam mu pogratulować, że wreszcie powiedział prawdę?
Czy może raczej przerazić go na śmierć?"


Nie miałam tego szczęścia i nie trafiłam w dzieciństwie na serię książek R.L. Stine'a pt. Gęsia skórka, których pierwsze wydania ukazały się w latach dziewięćdziesiątych. Podobnie było ze Szkołą przy cmentarzu Noli Thacker (piszącej pod pseudonimem Tom B. Stone). Wspomniane cykle to już raczej starocie i wydawać by się mogło, że współczesnych opowieści z dreszczykiem dla młodszych odbiorców (które utrzymałyby podobny oldschoolowy klimat) jest jak na lekarstwo (oczywiście poza genialną polską serią Strachociny Dominika Łuszczyńskiego). Jednak powrót autora Gęsiej skórki w zupełnie nowej, świeżej odsłonie udowadnia, że horrory dla dzieci wciąż mogą robić wrażenie i stanowić świetną rozrywkę — również dla dorosłych シ

Smartwach, który zatrzymuje czas, wydłużająca się skóra (nie pytajcie, przeczytajcie), nawiedzone auto, krzyki z opuszczonego domu, twórcy potworów. Dziecięce lęki i fobie. Dziwne, niecodzienne historie, które przydarzają się młodym bohaterom mogą naprawdę napędzić strachu. Czy pomyślelibyście, że można bać się zwyczajnej dziury w ziemi, albo... książki? Wierzcie mi, że tak.

R.L. Stine stworzył niezwykle błyskotliwe, momentami zabawne opowiadania, które w istocie wywołują prawdziwy dreszczyk grozy (a nawet gęsią skórkę!). Znakomity styl, proste koncepcje, efektowne i przerażające puenty. Autor udowadnia, że właśnie te najprostsze pomysły, które czasem podsuwa samo życie, okazują się wręcz idealne na opowiedzenie jakiejś strasznej historii. Każde z opowiadań w zbiorze Dreszczowce mogłoby stanowić motyw przewodni niejednego filmu, czy nawet całej książki. Dla mnie R.L. Stine to taki Stephen King dla najmłodszych. Pożarłam Dreszczowce w dwa wieczory i jestem nimi zachwycona. Nie ma tu lepszego, czy gorszego tekstu. W każdą opowieść wchodzi się na całego, a potem... na całego boi. I kiwa głową dla talentu autora. Nie mogę się doczekać, aż Najmniejszy będzie mógł sam (najlepiej z latarką i pod kocem) poczytać Dreszczowce, jak i Gęsią skórkę. Szykują Mu się niezapomniane przeżycia!

***
Stine R.L., Dreszczowce. Nowe historie mistrza strasznych opowieści
, tłum. Paulina Zaborek, il. Marcin Minor
, Wydawnictwo Kropka, Warszawa 2025, s. 248.



Miałam to szczęście, że mogłam przeczytać Dreszczowce
jeszcze przed premierą. Za tę niesamowitą horrorową przygodę

dziękuję wydawnictwu:



15:14 No comments

"— Powinnaś się bać — wycedził. — I to bardzo."

Pewnie jako dziecko bałabym się i ja. Nigdy nie miałam okazji poznać książek z serii Szkoła przy cmentarzu autorstwa Noli Thacker (Tom B. Stone to pseudonim). Teraz to nadrabiam, chociaż podejrzewam, że nie jestem w stanie wyciągnąć z nich tego, co młody czytelnik — szczególnie w latach 90-tych. Umyka mi ta cała kultowa otoczka, a zostaje niewymagająca, prosta w odbiorze dziecięca literatura grozy, niezbyt wysokich lotów pod kątem stylu. Nie zmienia to faktu, że Jezioro Szlamno czytało mi się całkiem przyjemnie i jestem ciekawa, jakie przygody czekają bohaterów w innych częściach cyklu. Na pierwszy rzut wybrałam coś wakacyjnego, a Jezioro Szlamno spełniło swoją rolę. Jest bardzo wakacyjnie i dosyć... strasznie.

Terri wraz z bratem Markiem mają spędzić całe wakacje u wujka Nicholasa, który mieszka nad jeziorem Szlamno. Wujek nie jest szczególnie sympatyczny, ale rodzeństwo stara się korzystać z wyjazdu jak najlepiej, pływając i spotykając się z grupką zaprzyjaźnionych dzieciaków. Wkrótce jednak zaczynają dziać się dziwne rzeczy i okazuje się, że z jeziorem jest coś zdecydowanie nie tak. Ten szlam, te odgłosy. Coś złapało Terri za stopę! Coś wciąga ją pod wodę!

Jezioro Szlamno to przyjemna, lekka lektura na wakacje dla młodych fanów opowieści z dreszczykiem. Strachy i potwory na letnim wyjeździe 
— to jest to! Jestem ciekawa, jak serię Szkoła przy cmentarzu odbierze kiedyś Najmniejszy (który już nie jest w sumie taki mały). Swoją drogą osobiście o wiele bardziej przypadł mi do gustu współczesny cykl dziecięcych horrorów autorstwa Dominika Łuszczyńskiego — Strachociny (trochę przypomina mi Szkołę przy cmentarzu, bo zachowuje ten oldschoolowy styl, ale napisany został z większym polotem). Dajcie jednak skusić się również Jezioru. Już sama okładka mrozi krew w żyłach i zapowiada chwile przedniej zabawy.

***
Stone Tom B., Jezioro Szlamno
, tłum. Anna Kołyszko
, Wydawnictwo Da Capo, 1996, s. 124.

08:11 No comments

"Ucieczka nie jest niczym złym,
jeśli ucieka się do tego, co dobre i piękne."


Wyjątkowo mroczna, niepokojąca, ale i bardzo baśniowa powieść Jonatahana Auxiera to poruszające fantasy, które — mimo że skierowane jest raczej do młodszego odbiorcy, powinno urzec każdego, kto spotka je na swojej drodze. Tajemnicze domostwo, interesujący bohaterowie, złowrogie drzewo oraz dziwna postać w kapeluszu przechadzająca się nocami po domu. To słodko-gorzka historia pełna różnych opowieści — niekiedy zmyślonych, ale i tych przerażająco prawdziwych. O niebezpieczeństwie własnych zachcianek, o okrutnym losie, który nikogo nie szczędzi. O utraconych marzeniach, ale i o sile miłości oraz zaufania. Nocny ogrodnik przyciąga uwagę już samą okładką stworzoną przez Macieja Szymanowicza (Rok w krainie czarów), a wnętrze wciąga jak niejeden porywający thriller.

Molly wraz z młodszym bratem Kipem po ucieczce z sierocińca trafiają do posiadłości państwa Windsor. Szczęśliwie udaje im się dostać pracę (Molly ma zająć się domem, a Kip ogrodem), jednak nowe miejsce, jak i jego mieszkańcy budzą w dzieciach wiele niepokoju. W samym środku domu rośnie ogromne drzewo, nocą ktoś przechadza się po korytarzach, zaś Windsorowie skrywają jakiś upiorny sekret. Molly stara się podtrzymywać brata na duchu, opowiadając mu zmyślone historie o ich rodzicach. Wkrótce to zamiłowanie dziewczynki do snucia opowieści może obrócić się przeciwko niej, podobnie jak i marzenia wszystkich domowników.

Moc Nocnego ogrodnika tkwi nie tylko w scenerii niczym z groźnej baśni, czy w tajemnicach mrożących krew w żyłach. Tu wielką siłę stanowią młodzi bohaterowie. Ich determinacja, odwaga, niezwykła dojrzałość, poświęcenie. Jonathan Auxier pokazuje również, jak wielkie znaczenie mają opowieści, które mogą stać się nawet sposobem na życie. Jemu udało się stworzyć jedną z nich. Klimatyczną, niebanalną, równocześnie straszną i piękną, a każda "opowieść pomaga stawić czoła światu".

***
Auxier Jonathan, Nocny ogrodnik, tłum.  Jolanta Zubek, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2017, s. 400.

09:10 No comments
"— O czym ty mówisz? — zapytał coraz bardziej przerażony Patryk.
—  O upiorach!"

Mroczne bagna, wyłaniająca się zza drzew mgła i czarne upiory. Nie ukrywam, że bardzo cieszy mnie to, że kilka dni przed Halloween, w październiku — miesiącu duchów wróciłam do mojej ulubionej dziecięcej serii opowieści z dreszczykiem. Upiory znad trzęsawiska Dominika Łuszczyńskiego, z rewelacyjnymi ilustracjami Tomasza Kaczkowskiego, to najnowsza cześć cyklu Strachociny. Przygody czwórki młodych bohaterów potrafią wciągnąć również starszego odbiorcę (jestem tego przykładem!), a strachy, z którymi mierzą się Ula, Patryk, Damian i Antek, niejednokrotnie mrożą krew w żyłach. Jeśli ktoś czytał poprzednie części cyklu, poznał już pewnie Straszydlaka, Króla Szkieletorów oraz Widmowych motocyklistów. Jeżeli jednak nadal jesteście przed lekturą pozostałych książek, nie ma przeszkód, by zacząć od Upiorów znad trzęsawiska. Każda część to odrębna historia, i chociaż mamy tych samych, zaprzyjaźnionych bohaterów, za każdym razem straszna opowieść zaczyna się od nowa, momentalnie wciągając nas w wir wydarzeń.

Zbliża się koniec wakacji. Ula wraz z rodzicami i trójką przyjaciół ze szkoły wybierają się nad trzęsawiska, by nocować pod namiotami. Dziewczynka nie może otrząsnąć się jeszcze po nocnym koszmarze, a na miejscu obozowiska jej niejasne obawy okazują się całkiem zasadne. W lesie dzieje się coś niepokojącego. I to bardzo! Do tego jej rodzice gdzieś znikają, gdy zza drzew zaczyna unosić się groźna mgła. Ula wraz z Patrykiem, Damianem i Antkiem będą musieli zmierzyć się z czyhającym niebezpieczeństwem, które niekoniecznie jest tym, czym się wydaje. Jednak tym razem to Ula wie coś, co może wpłynąć na rozwiązanie upiornej zagadki.

Oswajanie strachów, niesamowita mroczna atmosfera, ale również siła przyjaźni, bezwarunkowej chęci pomocy oraz dziecięcej solidarności — to ważne wyznaczniki tej, jak i pozostałych części cyklu Strachociny. Książki utrzymane są w przyjemnym, oldschoolowym stylu. Bohaterami są zwyczajne dzieciaki, nieskażone jeszcze wszechobecną cyfryzacją, spędzające wakacyjny czas raczej na czytaniu, biwakowaniu, wycieczkach rowerowych, nie zaś przed ekranem (co prawda nie wiemy dokładnie, w jakich czasach dzieje się akcja, ale fajne jest to, że Ula zamiast smartfonem, robi zdjęcia lustrzanką). Miasteczko, w którym mieszkają, skrywa niekończące się tajemnice, a za strachami, z którymi przychodzi im się mierzyć, zawsze stoi jakaś ciekawa historia.

Nie inaczej było w Upiorach znad trzęsawiska — chyba najbardziej nieprzewidywalnej i ekscytującej części Strachocin (szalony pomysł i niesamowite zakończenie!). Momentami naprawdę miałam gęsią skórkę, choć wierzyłam, że dzielni bohaterowie kolejny raz sobie poradzą. Ach, jak ja chciałabym czytać więcej takich książek i mam nadzieję, że gdy mój synek podrośnie, będę miała dla niego już całą półkę zapełnioną podobnymi tytułami. Dlatego chętnie spotkałabym jeszcze nieraz Ulę, Patryka, Damiana i Antka — tym razem na szkolnych korytarzach, bo w Strachocinach kończą się wakacje, a jesień to przecież idealny czas na straszne opowieści.


***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Upiory znad trzęsawiska, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2023, s. 128.
13:24 No comments
"... człowiek może wieść magiczne życie."

Gdyby ktoś powiedział Ci, że jesteś kimś niezwykłym? Osobliwym? Nawet, jeśli przez cały czas myślałeś, że jest wręcz przeciwnie. Gdybyś miał dziadka, który opowiada o dziwolągach i potworach, zachowując przy tym śmiertelnie poważną minę — uwierzyłbyś? W pożółkłe ze starości fotografie osobliwych dzieci, w tajemniczy sierociniec leżący gdzieś na dalekiej wyspie, zapętlony w czasie. W panią Peregrine, która zamienia się w ptaka. Brzmi niesamowicie i... nieprawdopodobnie, a jednocześnie wydaje się niepokojąco prawdziwe. W tym tkwi moc tej historii. Opowieści o magicznym dziadku oraz o z pozoru zupełnie zwyczajnym chłopcu, który trafia w bardzo osobliwe miejsce. To jest bliżej niż Ci się wydaje. Wyjątkowość, inność, dziwna historia, która wciąga niespostrzeżenie. Powieść Ransoma Riggsa zdumiewa i zachwyca. Niczym dobra przygodówka dla młodzieży, albo ekscytująca książka fantasy.

"Potrafił dostrzec potwory"
.Szesnastoletni Jacob nie umie pogodzić się z tragiczną śmiercią ukochanego dziadka, który wielokrotnie opowiadał mu o pewnym tajemniczym domu i jego osobliwych mieszkańcach. I choć Jacob nie do końca wierzy w te szalone historie, zyskuje szansę, by je zweryfikować. Wraz z ojcem udaje się na pewną wyspę, gdzie prowadzą ślady pozostawione przez dziadka. Tam czeka go coś zarówno niepojętego, jak i ogromnie niebezpiecznego.

Osobliwy dom pani Peregrine
czytałam z wypiekami na twarzy. Nieodstępujące uczucie niesamowitości, nastrój niepokoju i tajemnicy, mroczna wyspa, niezwykłe dzieci, których w innych okolicznościach można by się przestraszyć (te zdjęcia!). Książka Ransoma Riggsa to pięknie napisane, klimatyczne fantasy z elementami grozy, które powinno spodobać się zarówno młodemu czytelnikowi, jak i dorosłym — szczególnie tym, którzy może zapomnieli już o sile wyobraźni, o tym, że pod powłoką normalnego, dorosłego świata czasem kryje się coś więcej. Że warto walczyć z potworami, ale i akceptować wszelką inność, bo może stać za nią coś wyjątkowego.


***
Riggs Ransom, Osobliwy dom pani Peregrine
,
tłum.  Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2012, s. 400.

10:25 No comments
"Czasami człowiek potrzebuje
choćby i drobiazgów."


Kiedy myślę o tej książce, przychodzi mi do głowy głównie jedno określenie. Rozczulająca. Nie spodziewałam się, że przypadkowo wybrany tytuł — zdawać by się mogło, że nie w moim stylu (choć z przepiękną okładką), wypełni moje jesienne dni tak bardzo, że będę mocno przeciągać spędzane z nim chwile. Aż zastała mnie zima i uznałam, że czas się rozstać, bo nie mogę dłużej chować się w tej ciepłej, choć rozedrganej powieści. Odkryła we mnie jakieś dawno pochowane emocje, poruszyła wrażliwą strunę ("bo czyż nie w ten sposób rozgrywają się wydarzenia, które zmieniają nas na zawsze — w jednej chwili?"). Chociaż nie utożsamiałam się z żadnym z bohaterów, czułam każde ich poruszenie, każdy nerw. Paliły mnie policzki, jakbym to ja stała w alaskańskim mrozie i drżała ze strachu. Z nadziei, z miłości. Przytuliłabym każde z nich. I Ruth, i Dorę, i Hanka. Tymczasem chowam swoją niewidzialną czerwoną wstążkę i tulę do siebie Zapach domów innych ludzi. Dawno nie czytałam tak kojącej, czułej, choć przecież przeraźliwie smutnej książki. 


Zimna, surowa Alaska lat 60-tych. Opowieść przeplatana jest głosami młodych ludzi, w zasadzie nastolatków, którzy zmagają się z różnymi problemami. Obserwujemy ich przyjaźnie, dzielimy lęki i tęsknoty. Chłód ziejący od najbliższych, ale i ciepło, jakie niosą często obcy ludzie. Historia każdego z nich gdzieś tam się zbiega — często w zupełnie niespodziewanym momencie. Ruth, której przyszło się zmierzyć z ogromnie dorosłym tematem. Dora wygrywająca na lodowej loterii, choć wolałaby po prostu mieć rodzinę. Alyce, która ze względu na ojca boi się realizować własne marzenia. Sam, którego porwały fale. Czerwona wstążka od Dumpling, co ma przynieść szczęście.

Ta wrażliwość, te przepiękne zdania, które przeszywają na wskroś. Chciałabym móc przeczytać taką książkę w wieku dojrzewania, kiedy wszystko jest jeszcze świeże i kruche. Bonnie-Sue Hitchcock ma niezwykłą umiejętność opisywania młodzieńczych uczuć, tworzenia przytulnej atmosfery w absolutnie niesprzyjających ku temu warunkach. Może i bije od tego pewna naiwność, a zakończenie wydaje się odrobinę nieprawdopodobne i nie niesie wielkiego przesłania. Jednak dla mnie z tej książki wypływa niezwykła, prosta mądrość, albo... to jakaś przedziwna alaskańska magia, że wszystko mnie tam tak urzekło. "A potem, kiedyś, w pewien poranek, niewyróżniający się niczym spośród wszystkich innych poranków, zaczynamy poruszać palcami w butach. I czuć krew z powrotem wypełniającą dłonie". I mnóstwo nadziei. Przepiękna książka.

***
Hitchcock Bonnie-Sue, Zapach domów innych ludzi
, tłum. Grzegorz Komerski
, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2017, s. 380.

21:04 No comments

"Mimo że wyglądali jak duchy,
kiedy się prostowali, ich kości trzeszczały głośno
niczym łamiące się gałęzie drzew."


Ogromnie tęskniłam za opowieściami ze Strachocin. W dwóch pierwszych częściach poznaliśmy czwórkę młodych bohaterów, którzy przeżywają ekscytujące przygody, odkrywając przy tym sekrety swojego miasteczka. Mrożące krew w żyłach zwroty akcji, straszliwe zjawy i potwory (wciąż mam przed oczami Straszydlaka), a przy tym wielka siła dziecięcej przyjaźni. Nie wiem, czy Widmowi motocykliści będą ostatnią częścią cyklu, jednak cieszę się, że mogłam (a kiedyś może zrobi to również mój syn) wraz z Ulą, Damianem, Patrykiem i Antkiem wkroczyć na ścieżkę kolejnej straszliwej tajemnicy. Ale teraz już milknę, bo... z oddali słychać chyba warkot motocyklowego silnika, w powietrzu unosi się smród spalin, a jakieś świdrujące żółte oczy wypatrują mnie spomiędzy stron. Czy tylko mi się wydaje, czy... po drugim oku tego widziadła chodzi pająk?

Strachociny. Wciąż trwa lato, a dla miejscowych dzieciaków — upragnione wakacje, podczas których zdążyli się już nieźle... wystraszyć. Ale to inna historia. Teraz Damian poleruje w spokoju jeden ze starych motocykli w warsztacie swojego taty. Ach, jak wspaniale byłoby wsiąść na taką pędzącą maszynę i pognać w siną dal! Nagle ciszę letniego popołudnia zakłócają jakieś huki i warkoty, jakby tuż przed warsztatem miała rozpętać się prawdziwa burza. Oczom Damiana ukazuje się zgraja upiornych motocyklistów i chłopak już wie, że to wróży nowe kłopoty. Liczy, że rozwiązanie zagadki widmowych jeźdźców znajdzie u Uli, która nawet w wakacje często przesiaduje w bibliotece, grzebiąc w co ciekawszych tytułach. Wkrótce również Patryk i Antek — aby pomóc przerażonemu koledze, zostaną wciągnięci w potworne wydarzenia.

Wspomnienie lata. Wszystkie trzy książki z serii Strachociny autorstwa Dominika Łuszczyńskiego są dla mnie jak wspomnienie dawnych wakacji, kiedy sama byłam dzieckiem i wiele bym dała za podobne niewiarygodne przygody — tylko zdecydowanie mniej straszne i mniej niebezpieczneツ To, co dzieje się w Widmowych motocyklistach jest po części oczywiście fikcją, jednak myślę, że dzieciom powinna spodobać się zarówno ta tajemnicza, horrorowa otoczka, jak i same relacje między młodymi bohaterami. Książka uczy odwagi, poświęcenia dla innych, koleżeńskości. Przy tym jest bardzo emocjonująca i chyba najbardziej... chłopięca ze wszystkich części Strachocin. Zaskakujące zakończenie to wisienka na torcie, chociaż każdy rozdział kończy się tak, by czytelnik poczuł przyjemny dreszczyk strachu oraz nieodpartą chęć dalszej lektury.

Warto podkreślić, że to literatura w ujmująco starym, oldschoolowym stylu (te urocze sformułowania typu: "jasny gwint!"). Gdzie nie używa się na każdym kroku smartfonów, a informacji szuka w bibliotece. Myliłam się z tą wisienką na torcie — jest jeszcze jedna! Prześwietne, zadziorne ilustracje Tomasza Kaczkowskiego znakomicie oddają klimat całej serii. Już same okładki książek przyciągają wzrok i powinny skusić każdego młodego miłośnika opowieści z dreszczykiem.


***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Widmowi motocykliści, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2022, s. 144.
12:09 No comments

"— To zwykłe wesołe miasteczko, tylko stare i opuszczone!
Tylko stare i opuszczone? Drogi Czytelniku, to tak, jakby powiedzieć:
Och, to tylko nawiedzony dom
."


Jeśli jesteś młodym poszukiwaczem przygód, niestraszne są Ci opowieści z nutką grozy, jak i lubisz detektywistyczne zagadki, to książka Rexa Ogle'a będzie właśnie dla Ciebie. Z kolei, jeśli jesteś trochę... starszym miłośnikiem przygód i fanem horrorów, to przy książce Rexa Ogle'a będziesz bawić się równie dobrze, jak młodszy odbiorca ツ Przynajmniej tak było w moim przypadku. Ale zanim o fabule... Mówi Wam coś nazwisko autora Tajemnic East Emerson? Ja zorientowałam się dopiero po pewnym czasie, że zdążyłam już poznać fragment jego twórczości przy okazji pozycji Free lunch. Darmowy obiad, relacjonującej pewien trudny okres w młodzieńczym życiu Rexa. Warto tutaj wspomnieć, że Ogle to również autor komiksów, który pracował m.in. dla Marvela i DC. Jego Tajemnice East Emerson, skierowane do młodego odbiorcy, ujmują ekscytującą historią, straszą klimatycznym miejscem oraz jego niezwykłymi mieszkańcami, mnożą tajemnice, które aż proszą się o wyjaśnienie, rozbudzając w czytelniku żyłkę detektywa. O ile ten czytelnik w ogóle odważy się przebrnąć przez niesamowicie mroczny wstęp. Wstęp napisany przez... potwora.

Tak, tak, już od przeczytania pierwszych linijek można poczuć na plecach dreszczyk strachu. Cała historia opowiadana jest przez tajemniczego potwora, który bardzo zmyślnie stara się zniechęcić odbiorcę do dalszego przerzucania stron. Oczywiście raczej mu się to nie uda, a efekt jego zamierzeń będzie wprost odwrotny ツ Głównym bohaterem Tajemnic jest Will Hunter, który po rozwodzie rodziców przeprowadza się wraz ze swoją mamą i ukochanym psem do upiornego miasteczka East Emerson. Dlaczego... upiornego? Cyklop, chochliki, ludzie-krety, minotaur ("a pani na stołówce była chupacabrą") — to tylko niektóre ze stworów zamieszkujących to miejsce. Najzabawniejsze (i najstraszniejsze!) jednak jest to, że chyba tylko Will widzi te wszystkie niepokojące istoty. Wkrótce, wraz z poznanymi dzieciakami ze szkoły, będzie musiał zmierzyć się z prawdziwym niebezpieczeństwem.


Duża dawka przygody, tajemnica, którą skrywa miasto East Emerson, do tego szyfry, potwory... To wszystko niesamowicie angażuje uwagę, nie pozwala oderwać się od lektury. Rex Ogle stwarza prawdziwą atmosferę grozy, utrzymując jednak dość żartobliwy ton, co sprawia, że książka jest świetną rozrywką. Przeczytałam ją z wielką przyjemnością i cieszę się, że dołączy na półce Najmniejszego do serii Strachociny (również wydanej przez wydawnictwo Mamania), w oczekiwaniu na odpowiedni na poznawanie tych ekscytujących historii wiek mojego synka.



***
Ogle Rex, Tajemnice East Emerson
,
tłum. Alicja Laskowska, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2022, s. 288.


Za możliwość poznania tej świetnej (i zabawnie strasznej:)) książki
dziękuję wydawnictwu:
https://mamania.pl/

10:24 No comments
"— Tyle drzew! (...) Drzewo za drzewem, 
za drzewem za drzewem... za drzewem.  — 
Spojrzał na Borsuka. — Czy jesteśmy już
oficjalnie w lesie?"


Powrót do znajomych zwierzęcych bohaterów sprawił mi wiele radości. Urzekły mnie ich urocze perypetie w Skunksie i Borsuku i myślę, że warto zacząć od tej pierwszej, zapoznawczej części. Dowiedzieć się co nieco o Ważnej Pracy nad Kamieniami, którą wykonuje Borsuk, jak i o szalonej naturze Skunksa, czy przyczynie pojawienia się w tej historii samych... kur. Jednak ci, do których Miejsce jest oznaczone jajkiem trafiło jako pierwsze nie powinni czuć się zdezorientowani. Już od początku bohaterowie dają się poznać w pełnej krasie, aby za chwilę wciągnąć czytelnika w wir przygody. Nawet (a może szczególnie) tego starszego czytelnika ツ

Chyba trudno o drugą tak bardzo różniącą się od siebie parę przyjaciół, jak Borsuk i Skunks. Poważny Borsuk i... cóż — nieco mniej poważny Skunks, to nietuzinkowi współlokatorzy, czy raczej już... drużyna, do której na dodatek od czasu do czasu dołączają kury. Te kury zawsze mnie rozbrajają! Tym razem Skunks i Borsuk nie będą przesiadywać w wygodnym domku cioci Luli, o który spierali się w poprzedniej części ich perypetii autorstwa Amy Timberlake. Tym razem wyruszają w podróż. Nie jest to jednak zwykła wycieczka. To ekspedycja poszukiwawcza! Borsuk pragnie odzyskać coś bardzo cennego, co kiedyś skradł mu podstępny kuzyn Rybson. Skunks (jak to Skunks) ma zgoła inne powody. Jednak wyruszają razem i razem stawiają czoła rozmaitym przygodom.

Niezwykle klimatyczna, mądra, zabawna, ekscytująca.
Kontynuacja przygód Skunksa i Borsuka to kolejna dawka dobrej zabawy, ale i pole do przemyśleń. Wspaniałe wydanie z nutą vintage, z charakterystycznymi ilustracjami Jona Klassena, ponownie cieszy oko i sprawia, że ogromnie chce się je mieć na półce (zaraz obok pierwszej części). 



 
***
Timberlake Amy, Miejsce jest oznaczone jajkiem, tłum. Barbara Łukomska, il. Jon Klassen, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2022, s. 160.



Za możliwość poznania kolejnej borsuczo-skunksowej historii
dziękuję wydawnictwu:
https://mamania.pl/

11:41 No comments

"Lunapark Szkieletorów.
Czy jest wesoło? Sami tego nie wiemy.
Czy strasznie? Gwarantujemy!"


Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo czekałam na powrót do Strachocin. Pierwsza część serii (Strzeż się stracha) narobiła mi niezłego smaku i jak dziecko cieszyłam się na drugi tom z przygodami Uli, Patryka, Antka i Damiana. Nutka grozy, jaka unosiła się w powietrzu tamtego lata w Strachocinach, upiorny Strach na wróble, tajemnice, które tylko czekały, żeby je rozszyfrować. Chyba każde dziecko w pewnym wieku czuje w sobie zew przygody, a dreszczyk emocji wywołany strachem tylko go podsyca. Podejrzewam, że wielu z Was oglądało kiedyś Scooby Doo, a nawet czytało Szkołę przy cmentarzu, albo Gęsią Skórkę (ja niestety nigdy nie wpadłam na te książkowe serie, ale mój Mąż je uwielbiał). Myślę, że Strachociny to taki powrót do korzeni w bardzo dobrym, a nawet ciut oldschoolowym stylu. Zbiór lekkich historii z dreszczykiem, które można czytać wieczorami pod kocem przy latarce 😉 Czuję ekscytację na myśl, że może kiedyś spodobają się Najmniejszemu i będzie układał na swojej półeczce kolejne tomy. Ale już chyba pora zajrzeć do środka, prawda?

Widzicie to? Niebo nad Wrzosowymi Polami zakryły gęste chmury, choć jeszcze chwilę temu pogoda była iście wakacyjna. Tuż przed czwórką naszych młodych przyjaciół, którzy bez zgody rodziców pojechali na swoich rowerach na obrzeża Strachocin, wyrósł nagle niezwykły... Lunapark Szkieletorów. Sala Krzywych Luster, Gabinet Osobliwości, Tunel Okropności. Wszystko zapowiadało niesamowitą przygodę, jednak coś w tym wesołym miasteczku było nie tak. Mimo że najbardziej odczuje to chyba Antek, który pierwszy dowiedział się o przybyciu Lunaparku, to i pozostali bohaterowie ponownie będą musieli wykazać się odwagą i zmierzyć z nowymi strachami. A lato nawet jeszcze się nie skończyło!

Więcej, więcej, więcej! Po takiej historii chciałoby się od razu chwycić po kolejny tom (i pewnie będzie ku temu okazja), a jeśli nie czytaliście jeszcze Strzeż się stracha, to koniecznie warto nadrobić. Tekst Niewesołego miasteczka jest prosty, fabuła trzyma w napięciu, rysunki Tomasza Kaczkowskiego świetnie obrazują wydarzenia, a zakończenie aż wbija w fotel (niemal jak rasowy horror dla dorosłych!). Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie dzieci chętnie sięgają po opowieści z dreszczykiem, ale tych, którzy nie lubią się bać chcę zapewnić, że Strachociny Dominika Łuszczyńskiego nie tylko... straszą. Pokazują również prawdziwe koleżeńskie więzi, siłę dziecięcej przyjaźni. Uczą odwagi i zachęcają, by niezależnie od okoliczności podawać pomocną dłoń, nie zostawiać nikogo w opałach. Udowadniają, że nadal można bawić się poza domem (nie wpatrując w ekran komputera, czy TV), a przygody czekają na wyciągnięcie ręki. No, może tylko nie takie straszne jak te w Strachocinach! I całe szczęście 😊







***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Niewesołe miasteczko, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2021, s. 121.
20:08 No comments

"Dla owych istot jesień stanowi naturalną porę,
jedyną znaną im pogodę. Skąd pochodzą? Z kurzu. Dokąd odchodzą?
Do grobu. Czy w ich żyłach płynie krew? Nie, nocny wiatr.
Co szemrze w ich głowach? Robaki. Co przemawia ich ustami?
Ropuchy. Co spogląda przez ich oczy? Wąż."


"Tacy właśnie są jesienni ludzie. Strzeżcie się ich". Przez moment się wzdrygnęłam, bo ja sama, urodzona jesienią (i to w środku października), czuję się takim jesiennym człowiekiem, chociaż można się domyślić, że Bradbury'emu nie do końca o to chodziło. Zresztą, wcale nie od tego chciałam zacząć. "Palec mnie świerzbi, to dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi" — Ray Bradbury zaczerpnął tytuł swojej książki z samego Makbeta Williama Szekspira. Jakiś potwór tu nadchodzi to klasyka science fiction/fantasy, nie do końca jednak znana polskiemu czytelnikowi (Bradbury kojarzy nam się raczej z Kronikami Marsjańskimi czy 451 stopni Fahrenheita). Dla mnie to horror w pełnej krasie! Bardzo mroczny, jesienny (październikowy!), niesamowicie działający na wyobraźnię i dotykających najczulszych strun w duszy. Zanim pojawił się Stephen King i jego To wraz z Pennywise'm i grupką przestraszonych dzieciaków, po świecie chodził już Człowiek Ilustrowany, ciągnąc za sobą swój lunapark straszydeł, a trzynastoletni Jim i Will wyślizgiwali się nocami ze swoich domów, by przeżywać prawdziwie chłopięce przygody. Wstrzymajmy się jednak z porównaniami, bo... zdaje się, że grzmi, a "sprzedawca piorunochronów przybył do miasta nieco tylko wyprzedzając burzę".

"Po pierwsze był październik, wyjątkowy miesiąc w życiu chłopca". Chyba jednak ani Jim Nightshade, ani Will Halloway nie spodziewali się, że tego roku klimatyczny, halloweenowy październik odbije piętno na ich beztroskim, szalonym dzieciństwie, które miało skończyć się szybciej, niż by się spodziewali. Nie wskazywała na to nieoczekiwana wizyta sprzedawcy piorunochronów, ani pojawienie się w ich mieście tajemniczego lunaparku. Nie przewidział tego również Charles Halloway, miejscowy bibliotekarz i ojciec Willa, który podpatrywał chłopców, tęskniąc skrycie za młodością. A jednak na ich spotkanie wyszli (wypełzli jak spod ziemi)... jesienni ludzie. Dziwolągi i strachy, labirynt szklanych luster, Pyłowa Wiedźma. Pan Dark i pan Cooger, właściciele lunaparku, który pewnej październikowej nocy zawitał do miasta. I... karuzela. Chcecie przejechać się na karuzeli? Nawet jeśli z kolorowych kucyków zdarła się farba, a upiorna muzyka płynie chyba... wstecz? Naprawdę chcecie?

Ray Bradbury zabiera nas nie tylko w październikowe ciemności kryjące się za ogrodzeniem piekielnego wesołego miasteczka, ale i w samo serce magicznego chłopięcego świata. Przygodowe powieści, kieszenie pełne skarbów, wyścigi i nocne wyprawy. Jakiś potwór tu nadchodzi pełen jest porywów, emocji i błysków. "Woni lukrecji i cukrowej waty". Nerwów i grozy. Bo oto ktoś chciał przechytrzyć śmierć i czas. Oto druga strona przedstawienia, którego uczestnikami stają się młodzi chłopcy oraz jeden starszy mężczyzna. Cała książka przesiąknięta jest fantastycznymi motywami — jak z koszmaru, ale i bolesną powagą jawy. Opisy mrożą krew w żyłach i przyznaję, że choć Jakiś potwór tu nadchodzi przypomina powieść dla młodzieży, porządnie się jej przestraszyłam (a o to wcale niełatwo, nawet wśród stricte horrorowych pozycji). Przy tym to znakomity obraz młodości, przemijania i prób poskromienia upływającego czasu. Odtąd to jedna z najbardziej wyjątkowych książek mojego życia.

***  
Bradbury Ray, Jakiś potwór tu nadchodzi, tłum. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda, Kraków 2009, s. 272.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

16:47 No comments

"Jestem tutaj!
Tańczę z dziewczyną o cętkowanych oczach."


Chciałabym zostawić Was sam na sam z pewną niepozorną książeczką, która bezwzględnie skradła moje serce. I zostawię, gdy tylko trochę się nią pozachwycam. Nie przypuszczałam, że Mój wyjątkowy tydzień z Tessą, skierowany do dziesięciolatków, tak bardzo mnie wciągnie, porwie, rozczuli. A przecież jest i o śmierci, i o samotności. O zauroczeniu, albo o wielkiej sympatii, bo takich uczuć w wieku dziesięciu lat jeszcze się nie nazywa. Jest o odwadze, a także dziurze w brzuchu, którą drąży strach. Mądra i dojrzała proza dla dzieci. Można ją wrzucić do wakacyjnego plecaka, albo przeczytać na ławce w parku. Ale jak już pozna się energiczną Tessę i rozsądnego Samuela, poczuje na twarzy wiatr z wyspy Texel, czy wyobrazi smak anyżowych sucharków, to nie będzie można się od niej oderwać.

Ćwiczyć się w samotności, albo ćwiczyć obecność. Tyle mądrych zdań przemyka między kartkami tej niedługiej historii. Spojrzeć na kogoś na nowo, albo zebrać odwagę, aby zobaczyć kogoś pierwszy raz. Dziesięcioletni Samuel spędza rodzinną majówkę na wyspie Texel. Niestety już na początku pobytu jego starszy brat łamie nogę i musi jechać z tatą do szpitala, zaś mamę męczy powracająca migrena. Chłopiec poznaje w tym czasie miejscową dziewczynę Tessę i daje się wciągnąć w pewien sekretny plan, przy okazji uczestnicząc w pogrzebie kanarka, zabawie w podchody, czy rodzinnych grach na wystawionej z domu kanapie. Poza tym rozmyśla o śmierci, przywiązaniu, a także decyduje się na coś szczególnie odważnego.

Piękna, ciepła, ale i pełna rozmaitych emocji historia o znaczeniu rodziny i potrzebie akceptacji. Z bardzo trafnym ujęciem trudnych dla dziecka tematów, jakimi są śmierć, rozstanie, czy samotność. Jest to również (a może przede wszystkim) opowieść o młodzieńczej przyjaźni. Ach, ile tam wrażeń! Mój wyjątkowy tydzień z Tessą Anny Woltz to od teraz jedna z moich ulubionych książek i bardzo cieszę się, że może kiedyś przeczyta ją nasz Najmniejszy. 


Za możliwość przeczytania tej cudownej książki
dziękuję Wydawnictwu:



***
Woltz Anna, Mój wyjątkowy tydzień z Tessą, tłum. Iwona Mączka, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2021, s. 168.

09:24 No comments
"Tak, miło jest, gdy wszystko mieści się w czerwonej walizce,
ale jeszcze lepiej jest mieć pokój księżycowy i fajną kuchnię.
Uwierz mi, życie bez domu nie jest przyjemne".


"— Co więc jest w walizce? Skunks zamrugał. — Moja książka z bajkami. Gwizdek na kury. Piżama". Cóż by innego mogło znaleźć się w walizce Skunksa, który pewnego dnia zjawia się przed drzwiami borsukowego domu. A raczej — domu, w którym, dzięki uprzejmości cioci Luli, Borsuk może wykonywać swoją Ważną Pracę nad Kamieniami. Nieoczekiwany gość, a wkrótce i współlokator, nie do końca przypada Borsukowi do gustu. I choć z czasem ten coraz łaskawszym okiem patrzy na dziwacznego osobnika (na przykład wtedy, gdy Skunks szykuje mu przepyszne śniadanie), to musi wydarzyć się coś niekoniecznie przyjemnego (ani ładnie pachnącego, hi hi!), aby Borsuk zrozumiał, że... znalazł sobie przyjaciela. W końcu nie samą Ważną Pracą nad Kamieniami żyją borsuki, prawda? Gdzieniegdzie przyplącze się również jakaś kura (albo... dużo, duuużo kur) i ciastko do łapki z "Wege & Jajo". Znacie już tę niezwykłą historię zwierzęcej przyjaźni?

Mam przed sobą cudownie osobliwą książkę autorstwa Amy Timberlake, zilustrowaną przez Jona Klassena (ten od Gdzie jest moja czapeczka). To humorystyczna, choć momentami także poważna historia o trudnej przyjaźni, o dziwactwach, samotności i o... kurach. Skąd w niej te kury, to ja naprawdę nie wiem ツ Ale i one nadają opowieści specyficznego uroku. Autorka pokazuje, jak niełatwo jest zmienić swoje przyzwyczajenia, zaakceptować czyjąś inność, ale i pozwolić sobie na trochę radości. Skunks — nie ma co się oszukiwać — to wariat (z przymrużeniem oka). Ma polot i wyobraźnię. Żyje tak, jak mu w duszy gra i ni myśli rezygnować z własnych dziwactw. Do tego jest bardzo szczery i... lubi kury (czy nawet tutaj nie mogę opędzić się od kur?). Borsuk to zamknięty w sobie naukowiec, który ceni poukładany styl życia i niezmącony spokój. Niełatwo znaleźć dwóch tak odmiennych osobników, a tym naszym przyszło do tego mieszkać pod jednym dachem!

Skunks i Borsuk to mądra i zabawna książka, stroniąca od szablonowości. Przy tym została wspaniale wydana (ten format!). Klimat jej ilustracji, ale również tekst sprawiają, że jest trochę vintage. Zdecydowanie polecam ją również dorosłym.






Za to, że Skunks i Borsuk zamieszkali w naszym domu

dziękuję Wydawnictwu:

https://mamania.pl/

***
Timberlake Amy, Skunks i Borsuk, tłum. Barbara Łukomska, il. Jon Klassen, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2021, s. 144.
10:16 No comments


"— Gdzie tam — śmieje się głośno.
— Obiady w szkole mam za darmo.
Powiedział to. Tak po prostu. Żadnego wstydu.
Żadnego zażenowania. Bach! i już."


Kiedy przeczytałam, że Rex Ogle pracuje dla Marvela i DC (sztandarowych amerykańskich komiksowych wydawnictw), to przez moment nie mogłam uwierzyć, jaką książkę trzymam w rękach. Wiedziałam już mniej więcej, o czym jest Free lunch, ale nie spodziewałam się, że dzieciak, który w dzieciństwie zmagał się z biedą i głodem, a teraz osiąga znaczne sukcesy na polu zawodowym, zdecydował się tak otwarcie napisać o dość trudnym okresie ze swojej przeszłości. O wstydzie. O przemocy w domu. O tym, że gdy tylko podchodził do stołówkowej lady w szkole, piekły go policzki, ponieważ zamiast płacić za swój lunch, musiał korzystać z programu Darmowy obiad. Jak bardzo wstydliwe i żenujące musiało to być w tamtym momencie jego życia, może wyobrazić sobie każdy nastolatek, który usiłuje odnaleźć się w grupie rówieśniczej. Nie wspominając, że żadne dziecko nigdy nie powinno doświadczać ubóstwa, przemocy, czy dyskryminacji z powodu swojego pochodzenia, albo statusu materialnego rodziny. Rex Ogle daje jednak piękny przykład, że nawet najtrudniejszy (czy najwstydliwszy!) moment w życiu najpewniej minie.

Free lunch to pozycja skierowana głównie do młodzieży. Autor postarał się jak najdokładniej odwzorować styl wypowiedzi chłopca, jakim był w swoich szkolnych latach. To pewnego rodzaju pamiętnikowe zapiski małego Rexa, który musiał opiekować się swoim młodszym bratem, kiedy jego matka i ojczym zostawiali ich samych, albo awanturowali się w pokoju obok, dopuszczając rękoczynów. Kiedy zamiast płacić za lunch, jak pozostałe dzieciaki w szkole, musiał za każdym razem przyznawać się pani za ladą, że ma darmowy obiad — i robić to tak, by nikt inny tego nie usłyszał. Śniadania w McDonaldzie, jawiące się jako marzenie niejednego dziecka, dla Rexa były codziennością. Jego mama nie gotowała, wyłudzała kupony na jedzenie, nie potrafiła (albo nie chciała) znaleźć pracy. A Rex chciał tylko żyć normalnie, grać w futbol, jak jego koledzy, czytać komiksy i... nie wstydzić się, że jest biedny. Mieć normalne dzieciństwo.

W książce nie znajdziemy spektakularnego happy endu, ale między wierszami (i w zakończeniu) odkryjemy dużo nadziei. Przynajmniej ja ją tam widzę. Tkwi w postępowaniu młodego Rexa, który mimo złości i wstydu, jakie w sobie nosił, potrafił dojrzale podejść do wielu sytuacji. To książka, którą powinien przeczytać każdy dorosły. Głęboko porusza i przewartościowuje wiele spraw. Młodym zaś może pokazać, że obok nich też żyją dzieciaki takie jak Rex, które zasługują na zainteresowanie (oraz konkretną pomoc) i często są bardzo fajnymi, wartościowymi ludźmi, którym jest trochę bardziej pod górkę.


Za możliwość przeczytania tej poruszającej książki
dziękuję Wydawnictwu:

https://mamania.pl/

***
Ogle Rex, Free lunch. Darmowy obiad, tłum. Alicja Laskowska, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2020, s. 208.

10:00 No comments
"Pachniała jak zawsze:
mydłem, mlekiem i mokrymi kaloszami.
Najpiękniejszy zapach na świecie.
I była bardzo, bardzo żywa."


Olśniewająca, choć boli i rozczula. Najpiękniejsza i najważniejsza książka, z jaką ostatnio miałam do czynienia. Zachwycam się i równocześnie zdaję sobie sprawę, że nie opiszę jej tak, jakbym chciała. Że nawet nie zbliżę się do opisu, który oddałby moje wrażenia. Blask świateł, rozmytej czerwieni dziewczęcego płaszcza, mleczny ślad po kakao. I ten śnieg. W tej cudownej książce śnieg pada jak prawdziwy. Masz wrażenie, że przerzucając kartki, odwracasz szklaną kulę pełną białych, mieniących się płatków. I wcale nie chcesz, żeby szybko opadły na dno. Bo przecież nie muszą... Śnieżna siostra Mai Lunde to opowieść podzielona na dwadzieścia cztery rozdziały. Można je czytać przez cały adwent — po jednym. Można przeczytać całość w jedną noc i potem nie móc spać. To niełatwa, przygnębiająca, ale i bardzo... odnawiająca historia, w której świąteczne cuda dzieją się naprawdę, chociaż nie ma żadnego bajkowego happy endu. Jest za to bardzo prozaiczne szczęśliwe zakończenie. Jest wspaniała historia przyjaźni, ale i smutku, samotności, a przede wszystkim straty. Są magiczne, rozbrajające ilustracje Lisy Aisato! Mocno świąteczna atmosfera i ogromnie trudny temat, z którym musi zmierzyć się młody odbiorca. Dla mnie (!) był trudny, mimo że wcale nie osobisty. Nie wyobrażam sobie, jak ugryźć ten temat z dzieckiem i kiedy będzie na to odpowiedni moment. Ta książka cała drży od emocji. Jesteście na nią gotowi?
 
Dla Juliana tegoroczna Wigilia, pachnąca zawsze cynamonem i klementynkami, ze świątecznymi dekoracjami, pierniczkami i kakao, na dodatek — dzień jego urodzin (w tym roku dziesiątych, więc jeszcze ważniejszy), nie zapowiada się tak pięknie, jak zwykle. W zasadzie nic nie wskazuje na to, żeby jego rodzina miała zamiar ją obchodzić. Rodzice zdają się być tylko nieudanymi kopiami dawnych, radosnych siebie. Młodsza siostra, niegdyś wybuchowa jak dynamit, "przestała wybuchać". Dom nie przypomina dawnego domu. Nikt nie może pogodzić się ze śmiercią Juni. Najstarszej córki i siostry. Julian również, ale chyba tylko on stara się jeszcze jakoś trzymać. Pewnego dnia, podczas pływania na basenie dostrzega za szybą wpatrującą się w niego piegowatą dziewczynkę. Hedvig zaprasza go na gorące kakao do swojego domu, niesamowitej Villi Kvisten, baśniowo przystrojonej już do nadchodzących świąt. Nowa przyjaciółka zdaje się być niezwykłą, szaloną osóbką, jednak jest również dość... tajemnicza.
 
Śnieżna siostra to bardzo zimowa, świąteczna, a nawet ciepła i przytulna opowieść o... śmierci, depresji, ale i o silnym przywiązaniu do życia, przyjaźni i o miłości. O tym, że trzeba doceniać to, co się posiada, nie zatrzaskiwać, nie pogrążać w cierpieniu, a nade wszystko... pamiętać o tych, którzy odeszli i wspominać te dobre chwile. Ale to wszystko to za mało. Śnieżną siostrę trzeba przeżyć po swojemu, najlepiej w takim grudniowym, świątecznym czasie.








***
Lunde Maja, Śnieżna siostra,
il. Lisa Aisato, tłum. Milena Skoczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 192.
22:53 No comments

Czy Wy widzicie to, co ja? Muminkowy Wielki słownik obrazkowy polsko-angielski z wydawnictwa HarperCollins to coś naprawdę szczególnego, zwłaszcza dla fanów Muminków! I nie tylko tych najmłodszych, mimo że właśnie im jest dedykowany. Sama jestem zachwycona. Jako dziecko uwielbiałam oglądać podobny słownik z postaciami z bajek Walta Disneya. Nawet jeśli bardziej interesowały mnie tylko obrazki, to do głowy wpadło pewnie niejedno angielskie słówko. Myślę, że dla dziecka tematyczne słowniki to strzał w dziesiątkę. Klimat tego muminkowego podkreślają dodatkowo... oryginalne ilustracje Tove Jansson. Dlatego, przeglądając duże karty słownika, można poczuć się jak w prawdziwej dolinie Muminków.

Dni tygodnia, miesiące, pory roku. Kolory i kształty. Cyfry, litery. Przeciwieństwa, obowiązki i uroczystości. Nawet nie spodziewałam się, że tyle słów można wymyślić z tego muminkowego świata. Ten obrazkowy słownik to również dobry pomysł na początek samej przygody z Muminkami, kiedy dziecko może jeszcze nie chce słuchać długich, niekiedy trochę strasznych historii, ale już jest ciekawe dziwnych stworzeń wymyślonych przez Tove Jansson. Mi słownik ogromnie się podoba, chociaż minie chwila, zanim obejrzymy go z Najmniejszym. Na razie jest cały mój ;)





***
Kaataja Paivi, Turkulainen Riikka, Muminki. Wielki słownik obrazkowy polsko-angielski, il. Tove Janson, tłum. Marta Stochmiałek, Wydawnictwo HarperCollins, Warszawa 2020, s. 80.
12:25 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (71)
  • literatura angielska (47)
  • literatura australijska (2)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (7)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (2)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • K-czyta | Blog książkowy
    Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl
  • Qbuś pożera książki
    Sandersonowanie bez cukru, czyli „Wiatr i Prawda” Brandona Sandersona
  • unSerious
    Sierpień 2026 z wyzwaniem #polskafantastykafajnajest
  • Przeczytałam książkę
    "Lato bez końca" Franziska Gänsler
  • made by bibi
    Zwierzęce zbrodnie: Prawo drapieżcy/Pazury gniewu
  • Koczowniczka o książkach
    „Opowieść księgarki z Tokio” Nanako Hanada
  • To przeczytałam
    Daria Doncowa - Żena mojego muża
  • Świat fantasy
    Podsumowanie sierpnia 2026
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Jeden akapit
    Dwie książki o szkockim folklorze (Folklore of the Scottish Highlands, The Anthology of Scottish Folk Tales)
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    W ciemność - Anna Bolavá (recenzja)
  • Książki na plaży
    Lista najlepszych książek pierwszego półrocza 2026 roku.
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Literackie skarby świata całego
    Moja walka. Skarbowa opowieść o roku 2025 [podsumowanie]
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose