facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Botanika sądowa
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"Zakręt rzeki, styk czterech pól, drzewo do wspinania,
fragment starego żywopłotu lub cześć lasu widziana z drogi, 
którą regularnie jeździmy 
— tyle może wystarczyć."

Poboczne drogi, miedze, zagajniki. Zagubione wyspy, doliny i jary. Robert Macfarlane wyrusza w poszukiwaniu dzikich miejsc, które uchowały się jeszcze w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Choć tak naprawdę takie miejsce, niedostępne na mapach, może być wszędzie. Czasem wystarczy wejść w las i wspiąć się na drzewo (co autor osobiście praktykuje!), by znaleźć się na odludziu. Dzikie miejsca to specyficzny pamiętnik podróżny, pełen zewu natury, pięknych krajobrazów, rześkiej wody i czystego powietrza. Znajdziemy tu wiele ciekawych spostrzeżeń i opisów z pozoru zupełnie normalnych przestrzeni, które jednak gdzieś nam umykają i których jest już niestety coraz mniej. 

"Śledziłem bieg rzek, gdy spadały z urwisk i odgadywałem kształty skał, w których rzeźbiły sobie drogę. Zakreślałem bezimienne porośnięte lasem wyspy na szkockich jeziorach i w irlandzkich zatoczkach, wyobrażałem sobie, jak do nich dopływam, a potem wspinam się na drzewa i pod nimi śpię". 

Dzikie miejsca Roberta Macfarlane'a to próba stworzenia niecodziennej mapy miejsc, których nie ma w żadnym turystycznym przewodniku ("mapą jest ta książka"). Podział na rozdziały porządkuje charakter odwiedzanych przez autora terenów. Mamy tu lasy, szczyty, wyspy, doliny, holwegi ("wyryte ścieżki"), mierzeje. Uroków każdego z wybranych destynacji doświadczamy niemal namacalnie razem z autorem, który dokładnie opisuje wszystko, co napotyka, przywołuje historię danego miejsca oraz przeżycia innych ludzi (pisarzy, artystów, podróżników), związane z ich kontaktem z naturą. Wszystkie te opisy i przemyślenia, a przy tym dość stonowany oraz wyważony ton wypowiedzi sprawiają, że lektura książki Macfarlane'a momentami trochę przytłacza. Sama musiałam ją sobie dawkować i siadać do niej w odpowiednim nastroju (nie udałoby mi się połknąć tej książki na raz) —  niestety za każdym razem bez entuzjazmu. Liczyłam na zachwyt, który nie nadszedł. Może kiedyś jeszcze do niej wrócę i odkryję coś, co teraz jakoś mi umknęło. 

***
Macfarlane Robert, Dzikie miejsca
,
tłum. Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024, s. 368.

10:35 1 comments

"Albańczycy to chyba najbardziej tajemniczy naród na Bałkanach —
przez dekady odizolowany, postrzegany jako dziki i nieprzyjazny."


Kraj przesądów i zemsty krwi. Pięknych plaż i niesamowitych górskich terenów. Kraj, w którym je się zatrważająco dużo rożnego rodzaju mięsa (zaskakują głowizna lub pieczone podroby) i pije dużo rakiji. Wyrwawszy się z komunizmu, Albania zachłysnęła się wolnością i... popadła w konsumpcjonizm. O tym komunizmie w książce Izabeli Nowek jest całkiem sporo. W zasadzie trudno postrzegać Albanię bez odniesienia do tych trudnych lat w jej historii, bo cała mentalność współczesnego Albańczyka wydaje się na nich wyrastać. Począwszy od tradycyjnych mięsnych potraw (w gorszych czasach nie marnowało się niczego), po zamiłowanie do samochodów (spacery nie są u nich hitem). Ciekawi ogromna liczba bunkrów, które obecnie służą jako muzea, magazyny, czy pomieszczenia gospodarcze dla zwierząt. Łapówki (bakszysz), mafia, bektaszyzm (interesujące wyznanie "zawieszone między islamem a chrześcijaństwem"). Wyborna kawa. Chleb podawany do każdego posiłku (nawet do fryzek i makaronu). Mężczyźni przesiadujący w barach w oczekiwaniu cieplejszej pory roku, wieczorne biesiadowanie.

Reportaż Izabeli Nowek to lekka, interesująca pozycja o kraju, którego prawie nie znałam. Warto sięgnąć po nią choćby po to, by dowiedzieć się o Albani czegokolwiek. Autorka trzyma się obranych wątków, nie przesadza z osobistymi historiami, zachowuje profesjonalny, a jednak odpowiednio luźny ton, który sprawia, że Albanię. W szponach czarnego orła czyta się trochę jak wakacyjną lekturę przed podróżą, trochę zaś jak naprawdę porządny reportaż. Dużo ciekawostek i historycznych faktów, zachowany umiar, dojrzałość wypowiedzi. To solidna książka.|

***
Nowek Izabela, Albania. W szponach czarnego orła, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2022, s. 332.

09:45 No comments
"Kierownik mówi: «Kim do diabła jesteś?»
i straszny brodacz pośrodku trójki
mówi bardzo cicho: «Nazywam się Shackleton».
A ja odwracam się i płaczę".


Po sporych zawirowaniach na początku wyprawy, która rozpoczęła się w mało sprzyjających czasach (jest 1914 rok, kiedy Niemcy wypowiadają wojnę Rosji), na pokładzie Endurance świętują Nowy Rok. Ten spokojny, niemal idylliczny moment bynajmniej nie zwiastuje dramatu, który wydarzy się za chwilę. Załoga statku na czele z Ernestem Shackletonem 14 stycznia 1915 roku utkwi na wodach antarktycznego Morza Weddella, będzie zmuszona opuścić Endurance, a następnie walczyć o przetrwanie na lodowej krze. Marzenie Shackletona o pieszym przejściu trasy od Morza Weddella do Morza Rossa tym razem się nie ziści, za to przyjdzie mu dowodzić ludźmi w najgorszych warunkach, dokonując niemożliwych czynów, jak i rozbudzając w podwładnych heroizm oraz wiarę w przetrwanie.

Określana jako "ostatnia taka ekspedycja z epoki wielkich odkryć geograficznych", wyprawa statku Endurance pod dowództwem Ernesta Shackletona rozpoczęła się w 1914 roku, a skończyła w 1917. Po tym jak statek utknął w lodzie, załoga w końcu musiała opuścić pokład ("statek oraz nasze zapasy przepadły, a więc wrócimy teraz do domu"), a potem obserwować jak 21 listopada Endurance tonie i znika im z oczu. Długie dryfowanie na paku lodowym kończy się decyzją o zwodowaniu łodzi. Tak członkowie ekspedycji docierają na ponurą Wyspę Słoniową, skąd część z nich postanawia wyruszyć dalej. List Shackletona do swojego zastępcy Franka Wilda przeszywa na wskroś: "Szanowny Panie, na wypadek gdybym nie przetrwał wyprawy na Georgię Południową, musi Pan postarać się uratować wszystkich".

Pokaz silnej woli, odwagi, solidarności, przedstawiony do tego w spektakularny, ale i niezwykle przystępny sposób, to atuty książki Caroline Alexander. Reportażu, który czyta się jednym tchem, jak niezgorszą powieść przygodową. Wydarzenia zostały przedstawione w nieco fabularnym stylu, jednak treść wzbogacona o zdjęcia Jamesa Francisa Hurley'a oraz wiele wzniosłych cytatów z pamiętników załogi, w tym samego Shackletona, chwyta za serce. Ze środka wyłania się postać wspaniałego przywódcy, dbającego o swoją załogę, romantyka, który mimo trudnych warunków, nie poddał się żadnej słabości. Przy tym warto zwrócić również uwagę na sylwetki niezwykłych ludzi, którzy go otaczali. "Nikt nie stracił życia, a przecież przeszliśmy piekło".

Jestem pod ogromnym wrażeniem wyprawy Ernesta Shackletona (przynajmniej wersji, która została przedstawiona w książce) i w porównaniu z innymi podobnymi ekspedycjami uznaję ją za najlepszą tego typu odkrywczą wyprawę, w której walka o przetrwanie nie przyćmiła prawdziwych wartości, a wręcz potrafiła wydobyć z ludzi pozytywne cechy oraz nierzadko dobre emocje. Wszystko za sprawą Shackletona, przekonanego, że "zwyczajni ludzie są zdolni do bohaterskich czynów". A nawet... niezłomni.



***
Alexander Caroline, Niezłomny. Legendarna wyprawa Shackletona i statku Endurance na Antarktydę
,
tłum. Adrian Tomczyk, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021, s. 360.

08:46 No comments

"Oto więc dotarliśmy."

Wielki podróżnik i odkrywca. Marzyciel, który realizował wymierzone cele z niezwykłą determinacją. Najsłynniejszy badacz polarny na świecie przełomu XIX i XX wieku, chociaż współcześnie pojęcie o tym niezwykłym Norwegu często ogranicza się do świadomości, że był pierwszym zdobywcą bieguna południowego, czy po prostu... znanym polarnikiem. Cóż, wstyd przyznać, ale i ja wiedziałam o nim niewiele. Bardziej wtajemniczeni może kojarzą jego "wyścig" z Robertem F. Scottem, albo pionierski przelot nad biegunem północnym sterowcem zaprojektowanym przez Umberto Nobile. Dla wszystkich jednak książka Stephena R. Bowna powinna stać się fascynującym zderzeniem z historią człowieka o naprawdę niezmąconej pasji, ale i porywającą relacją z czasów wielkich odkryć. Podobnie jak Wyspa niebieskich lisów, Amundsen. Ostatni wiking to dzieło napisane z niewiarygodnym rozmachem, wciągające i trzymające w napięciu do ostatniej strony. Sama czytałam je w prawdziwie podniosłym nastroju, dlatego trudno mi zacząć pisać o nim nie inaczej niż w iście górnolotnym tonie — postać Amundsena aż się o to prosi. A równocześnie (jak to w przypadku wszystkich książek, które robią na mnie duże wrażenie) wciąż nie umiem znaleźć odpowiednio ważkich słów.

"Traktował swoje cele jako wyzwania fizyczne i umysłowe". Ponoć arogancki, choć może warto złożyć to na karb surowości człowieka Północy, a także silnej koncentracji na własnych marzeniach. Amundsen nie był typem romantycznego podróżnika. Jego pragmatyzm i racjonalne podejście do wypraw, a także pewnego rodzaju wyrachowanie (liczne wyjazdy na międzynarodowe wykłady, które mogłyby pomóc sfinansować mu kolejne podróże), wielokrotne balansowanie na granicy bankructwa, konflikt z bratem (o pieniądze), romanse z mężatkami, oscylowanie na arenie politycznej — to wszystko może nieco kładzie się cieniem na postać Amundsena, jednak zdecydowanie nie ujmuje mu zasług, ani nie czyni z niego bohatera negatywnego. Ba, to właśnie ten stanowczy, pewny siebie Norweg potrafi wzbudzić w czytelniku podziw i sympatię. Jego perfekcyjne przygotowanie do każdej eskapady, troska o załogę, sprawiedliwe osądy, wykorzystywanie rozmaitych technik przetrwania (również tych zaczerpniętych od tubylców; głównie Inuitów), stawianie sobie coraz to nowych wyzwań (nauka pilotażu samolotu, czy wyprawa sterowcem) rodzą respekt i uznanie wobec człowieka, który nie bał się tuż po wyruszeniu w morze zmienić celu podróży, albo wypłynąć jeszcze zanim wierzyciele odebraliby mu okręt.
 
Stephen R. Bown znakomicie przedstawił postać Roalda Amundsena na tle epoki, w zestawieniu ze znanymi postaciami (jak Cook, Nansen, czy wspomniany Nobile), jednak Amundsen. Ostatni wiking to przede wszystkim biografia człowieka czynu, samotnika i marzyciela, który przez całe życie szukał nieodkrytych jeszcze plam na mapie, starając się dokonać czegoś przełomowego, co nie udało się innym. Świetna lektura nie tylko dla pasjonatów historycznych odkryć, czy dalekich wypraw, ale dla każdego, kto chciałby zetknąć się z przykładami prawdziwej pasji oraz odważnego realizowania celów. Ja jestem zachwycona książkami Bowna i liczę, że w tym roku trafię jeszcze na wiele podobnie fascynujących tytułów.   

***

Bown Stephen R., Amundsen. Ostatni wiking
,
tłum. Krzysztof Cieślik, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018, s. 465.
09:14 No comments

"Fińskie maluchy, napędzane owsianką na wodzie,
żytnim chlebem i zimnym mlekiem, zadowolone
taplają się w fińskim deszczu, błocie, mokrym śniegu
i innych darach fińskiej natury."

Kraj bagien, tysięcy jezior, zachwycających zórz polarnych, kawy, sisu (w żadnym wypadku nie będącym odpowiednikiem słynnego duńskiego hygge, czy norweskiego koseling), saun oraz... mleka, które pija się tam niemal do każdego posiłku. Mi Finlandia kojarzy się jeszcze z niestandardowym systemem edukacji, Świętym Mikołajem i z Muminkami. Zanim nie przeczytałam książki Aleksandry Michta-Juntunen, na tym kończyła się moja wiedza, i przyznam szczerze, że nadal nie czuję się znawcą tematu. Miałam już do czynienia z jednym tytułem z serii podróżniczej wydawnictwa Poznańskiego (mowa o Szczęśliwy jak łosoś Anny Kurek) i wciąż nie opuszcza mnie przeczucie, że nie powinnam oczekiwać wiele od formy tych wydań. Liczyłam zatem na dość stereotypową, choć lekką i przyjemną w odbiorze, kipiącą od ciekawostek literaturę faktu, poszerzającą wiedzę o kolejnym kraju Północy. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam, jednak zanim to do mnie dotarło, zdążyłam zirytować się na chaotyczną formę i często potoczny, słaby literacko język. Mimo tych mankamentów, książkę czytało mi się całkiem dobrze i bardzo szybko.

O krajobrazie, pogodzie, o ciemnych miesiącach, z którymi Finowie radzą sobie w niezwykły sposób, wynajdując coraz to nowe zajęcia. O ich powściągliwości, małomówności, ale i upodobaniu do świętowania (przyjęcia rakowe, fiński karnawał). W Finlandii trudno o miejsca pracy dla przyjezdnych, chyba że mogą wykazać się dobrą znajomością języka fińskiego. Kiedy jednak już Finlandia przyjmie ich w swoje ramiona, może zaproponować szereg udogodnień — ogólnie pojęty dobrobyt (nic dziwnego, że Finowie uznawani są za najszczęśliwszych ludzi na świecie), znakomite fińskie produkty, najlepszy ogólnodostępny system edukacji (już od przedszkola), sprawny recykling, bezpieczeństwo i zaufanie do władz, liczne stowarzyszenia oraz pracę w czynie społecznym, ciekawą kuchnię (chleb z dodatkiem zmielonych świerszczy domowych), wiarę w skrzaty i trolle, nietypowe sporty (bagienna piłka nożna, rzut gumowcem), liczne sauny, które są nieodłącznym elementem życia Finów, a nawet... darmowe wiadra (to nie żart, choć nadal nie znam ich przeznaczenia). Mnie zachwyciły wysoki poziom czytelnictwa, równy dostęp do natury (np. możliwość korzystania z leśnych domków), szczególna "fińska cisza" (unikanie mówienia dla samego mówienia), filozofia sisu, sposób edukacji, a także ogromnie popularne w Finlandii pudełka dla noworodków, w których to pudełkach przyszła mama może znaleźć 50 produktów przydatnych po porodzie (nawet łóżeczko! — nie będę wspominać, jak jest z tym w Polsce).

Aleksandra Michta-Juntunen bardzo entuzjastycznie dzieli się własnym doświadczeniem (od dawna mieszka w Finlandii), jednak chcąc przekazać czytelnikom jak najwięcej, wprowadza duży chaos, nie unika nużących powtórzeń, a także (o zgrozo!) zupełnie nie wnoszących nic akapitów. Brakowało mi jakiegoś jasnego, przemyślanego podziału tematów (ten podział jest, ale trochę niezorganizowany). Nieszczególnie interesowała mnie za to (i myślę, że w takiej książce była zupełnie zbędna) odmiana przez przypadki niektórych fińskich słów, czy opisywanie ich znaczenia. Z kolei dobrze oceniam umieszczenie na końcu książki fińskich przepisów kulinarnych. Czas z książką pani Aleksandry zdecydowanie nie był zmarnowany, a niektóre zagadnienia bardzo mnie zainteresowały. Myślę, że Finlandia. Sisu, sauna i Salmiakki to świetny wybór na pierwsze zderzenie z tym pięknym krajem. 

***
Michta-Juntunen Aleksandra, Finlandia. Sisu, sauna i Salmiakki
,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019, s. 313.

19:43 No comments

"sprzeda cię,
wywiezie do konga makonga,
niewolnicą będziesz."


Oman. Państwo, które od momentu objęcia władzy przez sułtana Kabusa Ibn Sa’ida w 1970 roku, z biegiem lat stawało się jednym z najbogatszych i najstabilniejszych państw arabskich. Zapiera dech przepięknymi krajobrazami. Luksusowe hotele, markowe sklepy, a do tego darmowa opieka medyczna i dostęp do edukacji. W porównaniu do innych krajów arabskich prawo Omanu jest mniej restrykcyjne dla kobiet. Mogą pracować w wybranym zawodzie, zrobić prawo jazdy. Czasem nawet wyjść za mąż z miłości. Chociaż... z miłości to się nie opłaca.

O Bożenie, która poznała swojego Omańczyka jeszcze w Polsce, w czasach PRL. Szczęśliwa historia, jakich może niewiele. O białych weselach, na których kobiety i mężczyźni bawią się oddzielnie. O targach kóz i o tym, jak Nuria po śmierci męża postanowiła poradzić sobie bez mężczyzny. O hennie na dłoniach (i nie tylko). O swojego rodzaju posagach (mahr) i kontraktach małżeńskich, na których ustala się między innymi cenę za urodzenie dzieci. O ginekolożce, która zszywa błony dziewicze, ale i kobiety po nocach poślubnych. O drugich żonach i poznawaniu się na Tinderze. Handlu nieletnimi dziewczynkami z Indii, rodzeniu dzieci, nianiach.

Historie spisane przez Agatę Romaniuk są szokujące, choć autorka nadała im stosownej lekkości. Czyta się je jednym tchem. Wyłania się z nich domyślny obraz życia współczesnej kobiety w Omanie. Kobiety sprzedawanej, porzucanej, ale i tej częstującej halvą, obwieszonej błyskotkami, na tyle odważnej, by domagać się rozwodu od znęcającego się nad nią męża. Autorka z dużą dozą empatii i reporterskiej ciekawości wnika do tego obcego dla nas świata, dzieląc się nawet osobistymi przeżyciami. Bardzo podoba mi się styl jej pisania, podoba niezwykle trafny tytuł samej książki, a treść jest na tyle ciekawa, że pozostawia przyjemny niedosyt. Poczytałabym więcej tych relacji z Omanu.

***
Romaniuk Agata, Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019, s. 242.

09:48 No comments

"(...) stanęła nieruchomo na środku przestronnego pokoju
i rozpłakała się, bo nie miała siły na nic innego,

ponieważ to, czego się szuka, nie daje się znaleźć,

bez względu na to, jak daleko się zajdzie."

Niesamowite są te powroty na Barrøy, choć to wcale nie tam zabiera nas Roy Jacobsen w Oczach z Rigela. To raczej powrót do tej szczególnej, kruchej atmosfery, do znajomej bohaterki, do uczucia, które nie zniknęło, odkąd poznałam Niewidzialnych, choć Białe morze nie spełniło pokładanych w nim nadziei (musiały być za wielkie). Oczy z Rigela przypomniały mi o tym prostym zachwycie, jaki wywołali we mnie Niewidzialni. Bo tutaj też to wszystko jest. Zachwyt i... cicha ekscytacja. Tym razem statyczna przestrzeń, tak charakterystyczna dla opowieści z Barroy, przemienia się w znikający krajobraz, ponieważ Oczy z Rigela to powieść drogi, powieść wypełniona poszukiwaniem, trudem, miłością i nadzieją. Po swojemu (po jacobsenowemu) subtelnie zatyka dech. Nie powtórzy fenomenu Niewidzialnych (nic nie powtórzy), ale mu dziwnie dorównuje. A może to mnie urzekła ta nagle ludzka, kobieca twarz Ingrid. Ingrid — matki. Ingrid, która postanawia zawalczyć o miłość, może o rodzinę. Jej siła i determinacja chyba nigdy nie były tak wielkie, choć dobrze znamy ją od tej niezłomnej strony. Oczy z Rigela to szczególnie osobista historia, która wplata się jednak w inne, mijane po drodze w powojennej rzeczywistości. 

Ingrid wyrusza wraz z małą Kają na poszukiwania Aleksandra, a ludzie, których spotyka, raz pomagają jej, raz wpuszczają w manowce. Nikt nie mówi całej prawdy, każdy skrywa w sobie coś, co okazuje się częściej pokłosiem wojny niż tym, co tak naprawdę Ingrid chce odnaleźć (a może jest wręcz przeciwnie?). Trudne warunki podróży kontrastują z jej siłą i zaradnością. Przecina je śmiech małej dziewczynki, która przez całą drogę w ogóle nie płacze. Pociągi, puste stacje kolejowe, ubogie domy, brzegi morza. Ingrid podczas podróży robi zapiski w bloku rysunkowym, zbiera nietypowe wskazówki, mapy, zachowuje pamiątki, zapamiętuje spojrzenia. Jednak cel nie znika jej z oczu. Cel, który widzi w oczach Kai...

Niesamowita to proza. Nerwowa droga przedziwnie koi, daje nadzieję, choć przez mijane krajobrazy przewijają się smutek, pustka i poczucie opuszczenia. Nadal nie przypominam sobie, żeby w Niewidzialnych było tyle lakonicznych, dziwacznych zdań, które uwierały mnie już w Białym morzu. Jednak w Oczach z Rigela one jakoś pasują. To był naprawdę udany powrót na Barrøy nie-Barrøy. Do Ingrid. "(...) i czuła zaskakującą ulgę, że żadna z osób napotkanych po drodze nie powiedziała jej więcej, niż to, co powiedziała, jakby podróż widziana od tyłu stała się tak dobra, jak tylko mogła być".

***  
Jacobsen Roy, Oczy z Rigela, tłum. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020, s. 256.

11:06 No comments

"... i po raz pierwszy pozwoliła,
by dotarła do niej przytłaczająca świadomość,
że istnieje też inna wyspa."


Zastanawiałam się, czy znajdę w Białym morzu wszystko to, co tak bardzo zachwyciło mnie w Niewidzialnych. Bałam się opuszczenia wyspy, obawiałam zerwania tej (niemal pajęczej) nici, która spajała najdrobniejsze zdarzenia (nie było ich w Niewidzialnych w końcu zbyt wiele), choć wiedziałam już, że kluczem do piękna i niezwykłości historii z Barrøy jest nie tyle fabuła, co styl Roya Jacobsena. Dlatego z ufnością zanurzyłam się ponownie w ten surowy wyspiarski klimat, z ulgą napotykając na drodze znajomą bohaterkę, te same przestrzenie, wciąż jednak poszukując czegoś, co niewidzialne. Białe morze nie przyniosło mi tego, na co liczyłam.

Tak cudowna i nienachalna poetyckość z Niewidzialnych tutaj stała się zbytnio dosłowna i odrobinę przerysowana, choć bynajmniej wydarzenia nie sprzyjały lirycznym opisom. Przy niektórych fragmentach (były to głównie zakończenia rozdziałów) wyrastał na mojej twarzy pobłażliwy uśmiech ("i położyła się razem z nim już na resztę życia"), choć tak naprawdę czułam, jak pęka mi serce. Już po kilkunastu stronach wiedziałam, że ta powieść Jacobsena nie porwie mnie tak jak poprzednia. Że raczej przeczytam ją, niż przeżyję. Jednak z tym nowym nastawieniem popłynęłam dalej i znalazłam w Białym morzu... dużo dobrego. To nadal piękna, nietuzinkowa proza, która ma w sobie coś, co chce się schwytać w dłonie i zatrzymać na zawsze. Ten wiatr, te morskie fale. Ta niepowtarzalna cisza.

I jeszcze ta poruszająca samotność. Na Barrøy zastajemy samą Ingrid. Trwa wojna. Morze wyrzuca na wyspę ciała żołnierzy z zatopionego statku. Barrøy ociera się o wojnę, przyjmuje obcych, ale nie traci na swojej integralności. Ingrid zaś musi zmierzyć się z nową rolą, jak i z uczuciem, którego być może nigdy jeszcze nie zaznała. Jak zwykle u Jacobsena, wszystko dzieje się gdzieś w środku. Nienazwane, choć przeczute. Imponuje mi siła Ingrid (w tej części staje się dojrzałą kobietą), choć jej zachowania nie do końca były dla mnie jasne, a wrażenie szaleństwa niebezpiecznie bliskie.

Mimo że z początku Białe morze nieco ostudziło moje uwielbienie dla prozy Jacobsena, to po przeczytaniu ostatniej linijki, wiem, że chcę więcej. Teraz już rozumiem, co oznacza tytuł trzeciej książki z cyklu o Barrøy — Oczy z Rigela. Wiem i trochę nie mogę się już jej doczekać, chociaż przeczuwam, że lektura zajmie mi kolejny... rok (tyle dzieliło u mnie Niewidzialnych i Białe morze).

***  
Jacobsen Roy, Białe morze, tłum. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019, s. 263.

09:55 No comments
"Mała grupka marynarzy na tyle silnych,
że byli w stanie chodzić, wyruszyła na rekonesans
i zrozumiała, że znaleźli się na pozbawionej drzew,
bezludnej wyspie, której nie ma na żadnej mapie."


Atakowani przez lisy polarne, wymęczeni szkorbutem i wielotygodniową walką z żywiołem. Tak ich zastajemy. To uczestnicy największej w dziejach naukowej ekspedycji, wiodącej przez Syberię po wybrzeża Ameryki Północnej. Długo wzbraniałam się przed Wyspą niebieskich lisów, przekonana, że na taką pozycję potrzebuję czasu i skupienia (spodziewałam się ekscytującej, ale i wymagającej żeglarskiej relacji). Dopiero kiedy mój mąż wspomniał (z nutą trwogi w głosie), że "jest taka książka, gdzie rozbitkowie lądują na wyspie pełnej groźnych niebieskich lisów" i że podobno to "coś mocnego", pomyślałam, że ta rekomendacja brzmi wystarczająco sensacyjnie i nie ma sensu zwlekać. Jednak zamiast (a raczej: opórcz!) przerażającej historii o hordzie mordeczych lisów, dostałam porywającą opowieść o wielkiej wyprawie, pełną niesamowitych podróżniczo-odkrywczych smaczków, jak i fragment bardzo przystępnie przedstawionej historii XVIII-wiecznej Rosji. Stephen R. Bown pisze z niesamowitym rozmachem, polotem, podsyca ciekawość i stopniuje napięcie. Z naukowców robi bohaterów, z dowódców szaleńców. Wszystko to na tle nieodkrytych syberyjskich szlaków, wzburzonych morskich głębin, mrozów i wiatrów. Krok po kroku przedstawia nam tajniki wyprawy, by na koniec wyjawić, co tak naprawdę wydarzyło się na Wyspie Beringa, czy może w istocie na... Wyspie niebieskich lisów.

Car Rosji Piotr I Wielki, człowiek niezwykle ambitny i ciekawy świata, entuzjasta europeizacji, postanawia powołać do życia wyprawę w celu odkrycia "jednego z ostatnich niezbadanych obszarów na Ziemi" znajdującego się na Północnym Pacyfiku, by znaleźć połączenie między Azją a Ameryką Północną. Przywódcą ekspedycji ma być Duńczyk Vitus Bering. Najpierw wyrusza Pierwsza Ekspedycja Kamczacka, której zadaniem jest przejście przez Syberię. Stanowiła ona swoiste utorowanie drogi przed kolejną wyprawą. Ta właściwa, Druga Ekspedycja, zwana Wielką Ekspedycją Północną otrzymuje już bardziej rozbudowane zadania, szczególnie pod kątem naukowym. To właśnie w niej uczestniczy ekscentryczny lekarz i botanik Georg Steller. Ekspedycja wypływa na dwóch okrętach — św. Piotrze i św. Pawle, jednak tylko św. Paweł dobija do brzegów Kamczatki.

Wyspa niebieskich lisów
okazała się dla mnie ogromnie pasjonująca. Przyznaję, że czekałam z niecierpliwością na moment, kiedy załoga dotrze do tej osławionej wyspy (oczywiście dla nich była to wyspa nieznana, co więcej — byli przekonani, że są na Kamczatce), choć gdy to nastąpiło, moje zainteresowanie obejmowało już całokształt. Tu uwaga! Jeśli nie znacie tej historii i nie chcecie pozbawić się elementu zaskoczenia, nie czytajcie kalendarium zamieszczonego na początku książki. Niestety ja wiedziałam, jak potoczą się losy wyprawy. To jednak nie odebrało mi radości z lektury i w ten sposób poznałam szczegóły tej szalonej opowieści opartej o zachowane zapiski uczestników legendarnej wyprawy Beringa.

***
Bown Stephen R., Wyspa niebieskich lisów. Legendarna wyprawa Beringa
,
tłum. Krzysztof Cieślik, Maciej Miłkowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020, s. 384.

17:24 No comments
"... z tym uśmiechem, który zaledwie
chwilę temu wpadł w fale."

Tak to widzę. Wiosłowanie, przemarznięte place u rąk. Kobieta siedząca na krześle poza domem. Rybackie sieci i puch ("przyłożyć go do twarzy i poczuć dalekie, święte ciepło"). Chciałabym opisać to tym puchem, tym wiatrem, zimnem morskich fal, albo nie pisać nic. Dawno nie przeżyłam TAKIEJ książki. Na początku te jej cudowne monotonność i prostota nieco skojarzyły mi się z Całym życiem Roberta Seethalera, jednak to zupełnie inna skala odczuć. Niewidzialni to doskonała norweska proza, która trafia w moje najczulsze punkty. W osobistą tęsknotę za wyspami (a odwiedziłam ich kilkanaście w swoim życiu), za surowością północnego świata, odosobnieniem. Pięknie napisana, łączy w sobie chłodną poetyckość i spokojne ciepło. Na pierwszy rzut oka nie widać czułości. Ale ona jest.

Na wyspie Barrøy mieszka tylko jedna rodzina. Hans z żoną Marią, malutką jeszcze córką Ingrid oraz siostrą Barbro. Podlegli sztormom i porom roku, małomówni, żyjący w zgodzie z naturą i (choć nie zawsze) z własnymi sumieniami. Maria wypatruje z okna domu rodzinnej wyspy, którą porzuciła na zawsze. Barbro pod kocem naprawia sieci. Hans boi się o córkę i o integralność swojego obmywanego zimnymi wodami królestwa. Wszyscy wypełniają swoje obowiązki, ciężko pracując. Nikt nie narzeka na swój los. Wkrótce jednak przyjdzie im zmierzyć się z przeciwnościami oraz zorientować, że strzegą czegoś, o czego istnieniu nie do końca zdawali sobie sprawę.

"To coś, czego nigdy nie zapomnę", powtarzam po Ingrid. Ta powieść dudni we mnie, rezonuje. Nie rozbieram jej na czynniki pierwsze. Nie analizuję symboliki. Przeżywam. Rozumiem każdy zamiar i każdy krok bohaterów. I nawet jeśli Jacobsen obnaża zwodniczą wizję wyspy-utopii, to nie ujmuje swojej opowieści marzycielskiego charakteru. Wspaniała skandynawska opowieść, której kontynuację znajdę w Białym morzu. Na równi boję się, co nie mogę doczekać.

***  
Jacobsen Roy, Niewidzialni, tłum. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018, s. 280.
08:08 No comments
"Jeśli coś zasługuje na określenie typowo norweskie, 
to możemy mieć pewność, że cały naród zatwierdził autentyczność 
owego przedmiotu lub miejsca. To przecież takie typowo norweskie 
mówić o tym, co jest typowo norweskie."

Ja też zacznę od "jeśli". Otóż — jeśli ktoś niewiele wie o Norwegii, Anna Kurek odkryje przed nim wachlarz typowo norweskich (typisk norsk) pojęć, barwnych anegdot, kulturoznawczych smaczków i skandynawskiego humoru, który zamyka się w pięknym określeniu: stereotypy. Już na początku swojej książki — ni to reportażu, ni rzetelnej literatury faktu — autorka podkreśla, że stereotypów nie uniknie i rzeczywiście wywiązuje się ze swojej ala obietnicy. Coś, co wydaje się z początku jedynie luźnym wstępem do postrzegania Norwegii, okazuje się sednem całej publikacji. Jest lekko, dość lakonicznie, jest okrutnie stereotypowo (to raczej celowy zabieg), ale i całkiem wesoło, chociaż momentami trochę poważnie. Wymagający czytelnik nie znajdzie tu pięknej poetyki surowej przestrzeni i prawdziwych, wiarygodnych postaci, jak w cudownym Hen Ilony Wiśniewskiej; nie znajdzie też mocnych wrażeń z Dzieci Norwegii Macieja Czarneckiego. To nie tego typu książka. Tego typu książkę mógłby napisać prawie każdy, kto kilkukrotnie odwiedził ten zimny północny kraj i miał otwarte oczy i uszy. 

Nie będę jednak przesadnie surowa. Szczęśliwy jak łosoś to pogodna, przyjemna w odbiorze lektura, zawierająca wiele ciekawych informacji o Norwegii. Przyda się jako małe kompendium przed pierwszą podróżą, albo ciekawostka dla tych, którzy chcą zweryfikować swoją (albo autorki) wiedzę o kraju. Anna Kurek prowadzi bloga Norwegolożka, jest pasjonatką języka norweskiego, którego nauczyła się, z tego co pamiętam, samodzielnie. Obecnie pracuje jako lektor i tłumacz. Na zawiłości języka norweskiego (a raczej języków) poświęca w swojej książce spory rozdział. Z żywym zapałem (i skandynawskim dowcipem) przedstawia czytelnikowi typowe zachowanie typowej pary Norwegów i wcale nie ukrywa, że robi to z przymrużeniem oka. Zatem typowy Norweg lubi płacić podatki (bo widzi, na co są przeznaczane), nie przykłada zbytniej wagi do pracy (nie jest najważniejsza), przepada za mrożoną pizzą, taco, sączeniem snusu (tytoniu) pod górną wargą i — uwaga — samodyscypliną! Jest bardzo świadomy ekologicznie, segreguje śmieci, przestrzega zasad, biega, hartuje swoje dzieci, a przy tym dba, by wszystko, co robi i gdzie się znajduje, było koseling (wygodne, przytulne, coś w stylu duńskiego hygge, ale nie do końca). Do tego nadal wierzy w trolle i skrzaty. Przy pierwszym kontakcie jest raczej zdystansowany (w autobusie siedzi cicho i na nikogo nie patrzy), ale na imprezach bywa duszą towarzystwa.

Oczywiście jest jeszcze sporo takich typowo norweskich ciekawostek, a warto wspomnieć, że z tego typisk norsk Norwegowie są w zasadzie bardzo dumni. Z czego jednak dumni zdecydowanie być nie powinni, to niski poziom edukacji w szkołach i filozofia "jakoś to będzie". Szkoda, że autorka niewiele wspominała o sprawie Barnevernetu, ale to chyba zbyt rozległy problem, by ująć go w takiej zbiorówce (więcej jest u Czarneckiego). Muszę jednak przyznać, że Szczęśliwego jak łosoś czytało mi się naprawdę dobrze i bardzo szybko. Sama też nie jestem znawcą Norwegii, niektóre informacje były dla mnie nowe, choć chętnie poczytałabym o nich więcej z bardziej wnikliwych źródeł. Za to duży plus za pozytywne nastawienie autorki, które dominuje nad całą książką.

***
Kurek Anna, Szczęśliwy jak łosoś. O Norwegii i Norwegach, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018, s. 309.
08:34 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (71)
  • literatura angielska (47)
  • literatura australijska (2)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (7)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (2)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • K-czyta | Blog książkowy
    Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl
  • Qbuś pożera książki
    Sandersonowanie bez cukru, czyli „Wiatr i Prawda” Brandona Sandersona
  • unSerious
    Sierpień 2026 z wyzwaniem #polskafantastykafajnajest
  • Przeczytałam książkę
    "Lato bez końca" Franziska Gänsler
  • made by bibi
    Zwierzęce zbrodnie: Prawo drapieżcy/Pazury gniewu
  • Koczowniczka o książkach
    „Opowieść księgarki z Tokio” Nanako Hanada
  • To przeczytałam
    Daria Doncowa - Żena mojego muża
  • Świat fantasy
    Podsumowanie sierpnia 2026
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Jeden akapit
    Dwie książki o szkockim folklorze (Folklore of the Scottish Highlands, The Anthology of Scottish Folk Tales)
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    W ciemność - Anna Bolavá (recenzja)
  • Książki na plaży
    Lista najlepszych książek pierwszego półrocza 2026 roku.
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Literackie skarby świata całego
    Moja walka. Skarbowa opowieść o roku 2025 [podsumowanie]
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose