facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"Czasem sądzę, że udoskonalamy ten świat,
usuwając wszystko co ludzkie z naszego życia."


Być może mieliście okazję oglądać Inwazję porywaczy ciał z 1956 roku w reżyserii Dona Siegela, czy też kolejne mniej lub bardziej udane adaptacje. Motyw zaczerpnięty z książki Invasion of the Body Snatchers w zasadzie się nie starzeje i wciąż może służyć kolejnym pokoleniom jako inspiracja. Po raz pierwszy wydana w 1955 roku książka Jacka Finneya to genialne w swojej prostocie, lekkie science fiction, będące przykładem na to, że czasem niekoniecznie skomplikowany pomysł, do tego poprawny warsztat literacki zupełnie wystarczają, by powstało dzieło, które pokona upływ czasu. Inwazja przeraża swoim przekazem niczym niezły horror. Mimo mocnego elementu fantastycznego, zdaje się okrutnie rzeczywista. Co powiecie na to, że w waszej piwnicy lęgną się kokony, z których wyklują się ciała będące Waszymi sobowtórami? Co będą chciały z Wami zrobić? Czy Wasze życie jest zagrożone?

Kalifornijskie Mill Valley w hrabstwie Marin. Miejscowego lekarza Milesa Bennella odwiedza dawna przyjaciółka, która twierdzi, że wujek jej kuzynki nie jest tym, kim się wydaje. Mimo że wygląda i zachowuje się jak dotąd, to jednak zaszła w nim jakaś ledwo dostrzegalna, acz istotna zmiana. Podobne spostrzeżenia co do swoich bliskich ma coraz więcej osób. Wszystko to wygląda na zbiorową halucynację, jednak to, co dzieje się w miasteczku okazuje się niepokojąco realne. Pisarz Jack Belicec znajduje w swojej piwnicy ciało, które do złudzenia przypomina... jego samego. Razem z Bennellem starają się rozwikłać tajemnicę i uciec przed poważnym zagrożeniem.

Amerykańskie miasteczko, którego spokój zaburza pojawienie się obcej formy życia, pragnącej dokonać dziwnej podmiany i w rezultacie podbić ziemię. Mimo dość zabawnego tytułu, czy z pozoru niepoważnego motywu, w książce Finneya nie ma miejsca na komizm. Nawet jeśli sytuacje wydają się absurdalne, czytelnik odczuwa niepokój oraz przerażenie towarzyszące bohaterom. Wartka akcja, dobrze zarysowane postaci, spostrzeżenia, które wbijają w fotel. I ta atmosfera! Kokony, opis ciała w piwnicy, spektakularne, niemal filmowe zakończenie. Inwazja porywaczy ciał trzyma w napięciu, zaskakuje i straszy. To napisana z prawdziwym polotem, klimatyczna powieść science fiction, która mimo upływu czasu, nie traci na atrakcyjności, a może nawet na niej zyskuje.

***
Finney Jack, Inwazja porywaczy ciał, tłum. Henryk Makarewicz, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2023, s. 244.

09:21 No comments

"(...) żadna siła na ziemi — ani pod nią — nie zaciągnie mnie
z powrotem w góry Catskill, nad Potok Holendra, w miejsce nazwane
Der Platz des Fischers przez człowieka, którego trzeba było posłuchać.
Jeśli dobrze się przypatrzycie, znajdziecie ten potok na mapie."


"On też jest Poławiaczem". Jesteście gotowi na prawdziwie horrorową, mroczną historię? Opowie Wam ją Abe, a ja będę przyglądać się z oddali, jak coraz szerzej otwierają Wam się oczy, jak nasłuchujecie szumu rzeki i... dźwięku kołowrotka. Sama byłam zarówno zafascynowana, co zdumiona tym, w jaką niepokojącą historię wdepnęłam. Nie spodziewałam się, że Poławiacz będzie taki klimatyczny i tajemniczy, przesycony misternie stopniowaną grozą. Miałam zupełnie błędne wyobrażenie o książce Johna Langana. Kto by pomyślał, że powieść o wędkarzach, w której dialogów jest jak na lekarstwo, a na pierwszy plan wysuwają się dramaty bohaterów, może być jakkolwiek interesująca, a co dopiero... straszna. A jednak jest strasznie. Poławiacz ocieka mulistą wodą i mrozi ponurą atmosferą. Do tego ta opowieść, którą nasi bohaterowie usłyszeli pewnego deszczowego poranka w knajpie "U Hermana"... Nie powinni wybierać się nad ten zniesławiony potok. Naprawdę nie powinni.
 
Po śmierci żony Abe znajduje pocieszenie w wędkarstwie. Pewnego razu postanawia zaproponować wspólne wędkowanie koledze z pracy, Danowi, który niedawno stracił w wypadku swoją rodzinę. Mężczyźni nie rozmawiają wiele, jednak zdają się akceptować swoje towarzystwo, a przy tym odwiedzają coraz to nowe łowiska. Pewnego razu Dan proponuje Abe'owi wypad nad tajemniczy Potok Holendra, przed którym przestrzega ich pracownik przydrożnego baru.

Nieco senna, momentami odrealniona atmosfera Poławiacza miesza się z pewną powściągliwością wypowiedzi głównego bohatera. Typowo męski, chłodny ton, unikanie głębszych wynurzeń, a przy tym ogrom straty, który prowadzi do drastycznych rozwiązań. Poławiacz Johna Langana to przemyślany, dobrze skonstruowany horror godny klasyki gatunku. Dużą zaletą powieści jest rozległa historia, którą przedstawia bohaterom Howard — to dopiero prawdziwa opowieść grozy! Chociaż mi najbardziej podobały się te właściwe wydarzenia, ta wszechobecna aura niepokoju i poczucie, że coś czyha w zaroślach, coś, co tylko żeruje na ludzkim nieszczęściu.

***
Langan John, Poławiacz, tłum. Tomasz Chyrzyński, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2022, s. 341.

15:14 No comments

"(...) znajdzie siłę, żeby sięgnąć w głąb siebie,
w tę szczelinę, którą wyciął pod żebrami,
sięgnąć ręką i znaleźć winorośl,
złapać ją, wyrwać z ciała."


Próżno szukać podobnie upalnego, iście wakacyjnego horroru — a przy tym niesamowicie mrożącego krew w żyłach! Pełnego realizmu i żywej grozy, w którym strach jest czymś namacalnym, a może nawet prozaicznym. Odtąd już zawsze wzdrygniesz się, gdy źdźbło trawy muśnie Twoją łydkę, a kwiaty winorośli poruszą się smagane wiatrem. Motyw z Ruin Scotta Smitha jest nie do zapomnienia, niezależnie, czy pozna się go w wersji filmowej (przeciętna produkcja z 2008 roku), czy w literackim pierwowzorze. I ja przypomniałam sobie, że już je kiedyś czytałam (pamiętam okładkę tamtego starego wydania), ale chyba dopiero teraz wywarły na mnie odpowiednio silne wrażenie. Scott Smith stworzył doskonale skonstruowany, przerażający horror, który rozkręca się w optymalnym tempie, trzyma w napięciu i spełnia większość pokładanych w nim nadziei. Warto pamiętać, że to, co naprawdę straszy w Ruinach jest bardzo dosłowne, mimo że atmosfera kipi od tajemniczości. Podobnie jest z bohaterami. Smith stawia przed czytelnikiem ludzi z krwi i kości — nieco stereotypowych młodych wycieczkowiczów, nieprzygotowanych na czyhające na nich zagrożenie.

Kilkoro znajomych, spędzających beztroskie wakacje w Meksyku, postanawia pomóc nowo poznanemu koledze w odnalezieniu jego brata, który zaginął podczas ekspedycji archeologicznej. Wyruszają w głąb meksykańskiej dżungli w poszukiwaniu ruin Majów. We znaki dają im się upał oraz wszechobecne insekty. Amy, Stacy, Eric, Jeff. Pablo i Marcus. Nieoczekiwanie cała szóstka zostaje uwięziona na wzgórzu, które porasta wyjątkowo bujna roślinność. Rozpoczyna się walka o przetrwanie.

Podejrzewam, że większość potencjalnych czytelników Ruin jeszcze przed lekturą jest świadoma, jakim horrorowym motywem posłużył się Scott Smith. Tym, którzy nie wiedzą, nie chcę psuć zabawy. Ruiny to taki survival horror, dość rozrywkowy, chociaż niestroniący od mocnych, niekiedy drastycznych scen. Dobrze napisany, znakomicie stopniujący napięcie, unikający patosu, czy filozoficznych przemyśleń. Ta jego przyziemność to duża zaleta, bo i z całkiem przyziemnym (choć przecież niecodziennym!) strachem zmierzają się bohaterowie. Chętnie wrócę do niego po latach.

***
Smith Scott, Ruiny, tłum. Danuta Górska, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2022, s. 394.

21:08 No comments

"Zanim ta historia dobiegnie końca,
będą skąpane we krwi."


Tak właśnie je widzę. Amerykańskie gospodynie domowe. Na co dzień pakują dzieciom lunche do szkolnych plecaków, robią pranie, machają do siebie na dzień dobry ze swoich równo przystrzyżonych trawników, otwierają drzwi idealnie wysprzątanych domów, przyrządzają kolacje zapracowanym mężom. Na spotkaniach osiedlowego klubu książki gniotą swoje nienagannie wyprasowane bluzki, ściskając w ramionach kolejne tomy grubych romansideł, albo wprost przeciwnie — literatury wysokich lotów (o tym, co czytały nasze bohaterki będzie zaraz), aby wyrwać się na chwilę ze szponów monotonnej (choć tak idealnej) egzystencji. Wpuśćcie tu jakiegoś potwora, czy... (niech będzie!) wampira, a obrazek nabierze karykaturalnego, zabawnego wymiaru, tudzież posmaku taniej rozrywki, tak dobrze znanej z amerykańskich filmów grozy klasy B. I tak to widziałam, zanim nie pochłonęłam kilkunastu (a może wystarczyło zaledwie kilka) stron błyskotliwego horroru, jaki zaserwował nam Grady Hendrix. 
 
Spokojne przedmieścia Charlestown przełomu lat 80 i 90. Patricia Campbell, przykładna żona i matka, która do tej pory większość czasu spędzała na wypełnianiu obowiązków domowych, po nieudanym wieczorze w lokalnym klubie książki postanawia przyłączyć się do innej, zdecydowanie mniej oficjalnej czytelniczej grupy zaprzyjaźnionych kobiet. Rodzaj wybieranych przez nie lektur dużo bardziej jej odpowiada — wciągają ją reportaże o mordercach, czy klasyki horroru. Wkrótce Patricia będzie musiała zmierzyć się z nieoczekiwanym, rzeczywistym zagrożeniem, kiedy próg jej domu przekroczy tajemniczy sąsiad James Harris.

Tytuł powieści Hendrixa brzmi tak absurdalnie, że aż bawi. Wraz z okładką nie zapowiada wielkiej grozy, a raczej zmyślną rozrywkę. Owszem, bawiłam się znakomicie, jednak z czystym sumieniem muszę przyznać, że Poradnik zabójców wampirów Klubu Książki z Południa — jakichkolwiek skojarzeń nie niósłby ten tytuł — nie jest żadnym komediowym horrorkiem, ani nawet mroczną satyrą, chociaż ku temu drugiemu określeniu mogłabym się lekko skłonić. Dla mnie to horror w pełnej krasie. Momentami niepokojąco dramatyczny, pełen napięcia, grozy, ale i przemocy. Grady Hendrix z niezwykłą płynnością wplótł w klimat przeciętnej amerykańskiej prowincji element nadnaturalny, odświeżając przy tym czytelnikowi postać wampira (wcale nie zdradzam więcej niż robi to tytuł), który ostatnio chyba nieco wypadł z łask. W pewnym momencie powieści nie wiadomo już, czy przeraża nas to, co w istocie powinno straszyć, czy może jedynie ludzkie instynkty. Determinacja kobiet-matek, kobiet-przyjaciółek wzbudza podziw, ale i oszałamia. Poradnik zabójców wampirów Klubu Książki z Południa to dla mnie prawdziwe horrorowe odkrycie. Kupiły mnie zarówno amerykańska sceneria, pomysł z klubem książki, jak i nieludzkie zło czające się tuż za progiem. Poza tym książkę czyta się jednym tchem. Pewnie podobnie jak Morderstwa w Michigan, Gorzką krew, czy Dowód miłości: prawdziwą historię pasji i śmierci na przedmieściach, w których zaczytywały się nasze panie z Południa ;) 

***
Hendrix Grady, Poradnik zabójców wampirów Klubu Książki z Południa, tłum. Bartosz Czartoryski, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2021, s. 508.

21:39 No comments

"— To ten dom,
to ten niesamowity dom —
powiedziała na głos."


Dawno nie czytałam tak enigmatycznego i obłędnie klimatycznego klasycznego horroru, którego tematyka wydawać by się mogła jednak dość sztampowa. Nawiedzony dom, niewinna i niczego nieświadoma rodzina... Zanim powstało Całopalenie (wydane w 1973 roku) Shirley Jackson napisała słynny Nawiedzony dom na wzgórzu (1957 rok). Z kolei zamiast powieści Roberta Marasco, czyta się u nas raczej Lśnienie Stephena Kinga (bazujące na podobnym pomyśle), albo — jak w moim przypadku — mniej znany Dom czarów Jamesa Herberta. Całopalenie, którego akcja płynie dość powoli, a wydarzenia skupiają się głównie na przeżyciach dwójki głównych bohaterów, gdzie schematycznego straszenia (kroków na strychu, czy trzaskających drzwi) w zasadzie... nie ma, groza zaś pojawia się z początku jedynie między wierszami — to właśnie owo Całopalenie, które szczęśliwie doczekało się polskiego przekładu, to, moim skromnym zdaniem, prawdziwy majstersztyk gatunku i zupełnie inna strona opowieści o nawiedzonych domach.

Marian Rolfe, zmęczona ciasnym mieszkaniem na Brooklynie, postanawia namówić męża do wynajęcia na całe lato domu za miastem, gdzie mogliby odpocząć od miejskiego zgiełku. Oferta, jaką znajduje Marian, wydaje się bardzo atrakcyjna, zaś na miejscu okazuje się, że stara, zaniedbana posiadłość, pełna jednak niezwykłych antyków, zupełnie ją urzeka
. Nie odstraszają jej również ekscentryczni właściciele — starsze rodzeństwo Allardyce, jak i pewien dziwny obowiązek, którego najemcy mieliby się podjąć. I tak Marian, Ben oraz ich synek David, wraz z ciotką Elisabeth sprowadzają się do domu przy Shore Road 17. Marian z dnia na dzień coraz bardziej wciąga się w domowe prace, chcąc przywrócić posiadłości dawny blask. Zanosi również posiłki do starszej pani, nestorki rodu, której obecność w posiadłości owiana jest tajemnicą. Z czasem zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, wzrasta również obsesja Marian na punkcie domu.

Całopalenie to niedosłowna, mroczna, ale i niezwykle barwna oraz sugestywna literatura grozy, która powinna spodobać się zarówno koneserom gatunku, jak i osobom, które liczą na coś więcej niż opisy skrzypiących podłóg, czy typową historię z duchami w tle. Całopalenie straszy w szczególny, wyrafinowany sposób, choć nie brakuje w nim elementów zwyczajnie przerażających (również tych wynikających z zachowań bohaterów). Cała atmosfera podszyta się tajemniczością, momentami ociera się o obłęd. Miałam wrażenie, że powieść wciąga mnie w swoje sidła, niemal hipnotyzuje, podobnie jak to miało miejsce w przypadku bohaterów i... Żeby nie zradzić zbyt wiele, mogę tylko zachęcić Was mocno do lektury.

***
Marasco Robert, Całopalenie, tłum. Bartosz Czartoryski, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2020, s. 320.

08:25 No comments

"— Popatrz, Damien! — krzyknęła. —
To wszystko dla ciebie!"


Słynna scena z urodzin małego Damiena, kiedy to jego niania, wykrzykując słowa z powyższego cytatu, skacze z balkonu z pętlą na szyi, wciąż mrozi mi krew z żyłach, choć minęło już wiele lat, odkąd po raz pierwszy obejrzałam kultowy film Richarda Donnera z 1976 roku. Dane mi było przeżyć tę scenę raz jeszcze — przy okazji poznawania literackiej wersji Omena autorstwa jego scenarzysty. Co istotne, David Seltzer nie ograniczył się do przedstawienia tej historii jak scenariusza, lecz nadał jej wszelkie literackie walory, wzbogacając o wiele ciekawych, uzupełniających faktów (ale i uwypuklając różnice, jak choćby wygląd pani Baylock, czy sposób śmierci jednego z bohaterów). Utrzymany został również niezapomniany, mroczny i posępny klimat filmowej produkcji, choć tu mogę być mało obiektywna, bo podczas czytania nie umiałam uwolnić się od znajomych obrazów. Z posłowia dowiadujemy się, że książka pojawiła się przed premierą filmu i miała być elementem promującym całą produkcję. Niestety nigdy już nie dowiem się, jak ja sama odebrałabym ją przed seansem, nie znając zupełnie całej historii, i trochę zazdroszczę tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli.

6 czerwca, w rzymskim szpitalu Ospedale Generale, kiedy okazuje się, że żona amerykańskiego ambasadora urodziła martwe dziecko, ten, w tajemnicy przed nią, decyduje się na nieformalną adopcję. Wymarzony syn Katherine i Jeremy'ego Thorn'ów otrzymuje imię Damien. Do czasu jego piątych urodzin w domu nie dzieje się nic nadzwyczajnego, jednak samobójcza śmierć niani chłopca, pojawienie się dziwnej pani Baylock oraz dużego czarnego psa, pogorszenie stanu zdrowia Katherine, jak i niepokojące wizyty pewnego włoskiego księdza, sprawiają, że Thorn zaczyna zastanawiać się nad pochodzeniem syna.

Omen to doprawdy złowieszcza i ponura historia, czerpiąca z biblijnych przepowiedni, pełna tragicznych zdarzeń i nastroju grozy. To przykład satanistycznego horroru, który nie wszystkim przypadnie do gustu, jednak sama narracja, dynamika oraz aura tajemniczości sprawiają, że czyta się ją z zapartym tchem. I ze strachem. O tak, Omen może nieźle nas nastraszyć.

***
Seltzer David, Omen, tłum. Lesław Haliński, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2018, s. 244.

11:46 No comments

"Pięćdziesiąt, pięćdziesiąt.
Kto da dużego lśniącego srebrnego dolara?"


Aukcjoner, jedyna wydana powieść zmarłej młodo amerykańskiej pisarki Joan Samson, jak i jeden ze sztandarowych amerykańskich horrorów z lat 70., szczęśliwie doczekał się polskiego przekładu. Podobnie jak w przypadku Pikniku pod Wiszącą Skałą Joan Lindsay (ciekawa zbieżność imion!), to horror w szczególnym stylu, nieco trącący myszką (choć na pewno mniej niż dużo starszy od niego Piknik), a jednak olbrzymie wciągający i intrygujący. Motyw, który tak chętnie wykorzystywali pisarze grozy, zwłaszcza Stephen King, inspirujący się Aukcjonerem podczas tworzenia Sklepiku z marzeniami — mała mieścina zagrożona przez coś, co przybyło z zewnątrz. Sielankowość zachwiana przez tajemniczego przybysza. Groteskowość sytuacji miesza się z przerażającymi wydarzeniami i dramatem wielu ludzi. Zło, którego nie można uchwycić, choć ma się je przed oczami, albo zło, któremu trudno się sprzeciwić. Aukcjoner to horror innego typu. Nerwowy, angażujący, choć momentami również... irytujący, jeśli czytelnik nie potrafi godzić się na pewne absurdalne wydarzenia i bierność bohaterów.

Spokój niewielkiego amerykańskiego miasteczka Harlowe w stanie New Hampshire, a zwłaszcza rodziny Moore'ów, zaburza pojawienie się charyzmatycznego aukcjonera  — Perly'ego Dunsmore'a. Głosząc umiłowanie tradycji i chęć poprawy dobrobytu miasta, Dunsmore zaczyna przeprowadzać aukcje, które wkrótce angażują większość mieszkańców. I tak również rodzina Moore'ów: John, Mim, Mama oraz mała Hildie, zostają wciągnięci w — z początku niegroźną — akcję pozbywania się niepotrzebnych staroci, aby aukcjoner mógł wystawić je na licytacje. Jednak Dunsmore nie poprzestaje na kilku domowych rupieciach, a na spektakularne aukcje, skupiające wielu przyjezdnych, trafiają coraz to lepsze i wartościowsze przedmioty.

Nie można odmówić Aukcjonerowi niezwykłej atmosfery niepokoju i zagrożenia, która zmiotła początkową sielankowość. Dramat zastraszanej rodziny, przywiązanej do ziemi i tradycji oraz żyjącej z pracy własnych rąk, budzi duży sprzeciw. Równocześnie absurdalność ich postępowania, mimo że tłumaczona strachem i uczciwością, może podnieść czytelnikowi ciśnienie równie mocno, jak zachowanie Dunsmore'a i jego policyjnej świty. A jednak w tym wszystkim tkwi siła tej powieści — w niedorzecznościach, w cichym, zamaskowanym, ale i bezwzględnym złu. Zgrabnie napisana, acz frapująca. Przez wielu pewnie zostanie odrzucona w kategorii horroru, choć dla mnie to przykład ekskluzywnej grozy, dla której warto poświęcić swój czas. Długo utrzymuje w poczuciu niepokoju.

***
Samson Joan, Aukcjoner, tłum. Michał Zdancewicz, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2022, s. 285.

12:04 No comments

"Wyglądało na to, że dziewczynka
prowadzi jakąś tajemniczą rozmowę
z kimś lub czymś, co miałoby się znajdować
pod kuchennym stołem." 


Zastanawiam się, czy są jeszcze fani opowieści o duchach i o nawiedzonych domach, którym nic nie mówi powyższy tytuł książki. Czy ktoś tutaj nie słyszał o Amityville? Podejrzewam, że nawet jeśli nie znacie szczegółów całej sprawy, to większość z Was kojarzy film Stuarta Rosenberga z 1979 roku (te muchy!), albo remake z 2005. A może wpadliście na historię Lutzów przy okazji zainteresowania Edem i Lorraine Warrenami, słynnymi demonologami, którzy zajmowali się przypadkiem opisanym w książce Jay'a Ansona? Ja sama tę historię znam z filmu (tego z '79), ale byłam ogromnie ciekawa, jak wypadł jej literacki pierwowzór. I tu właśnie mamy mały haczyk. Amityville Horror Jay'a Ansona nie jest typową powieścią grozy. To raczej chłodna, nieco reporterska relacja z przebiegu wydarzeń, jakie miały miejsce na Long Island, w domu przy Ocean Avenue 112 w latach 70. Jeśli spodziewacie się efektownych opisów scen, albo atmosfery samej posiadłości w Amityville, możecie się bardzo zawieść. Ci, którzy czekają na moment, w których "w końcu zacznie straszyć", również obejdą się smakiem. Książka jest do bólu równa. Każde zdarzenie przedstawione jest w podobnym tonie, niezależnie czy jest to zwyczajne wyjście do baru, czy... lewitowanie. Naturalnie ma to swoje plusy. Zdaje się, że ta pozycja nie miała na celu konwencjonalnie przestraszyć czytelnika, ale jak najrzetelniej opisać tamtą mroczną historię. I to jak najbardziej udało się Ansonowi (o ile Lutzowie... nie kłamali).

Jest rok 1975. Do imponującej rezydencji przy Ocean Avenue 112 w Amityville wprowadza się rodzina Lutzów (małżeństwo z trójką dzieci). Dom kupili w okazyjnej cenie, ponieważ rok temu doszło tam do makabrycznej zbrodni, kiedy to Ronald DeFeo zamordował całą swoją rodzinę. George i Kathy Lutz nie zrażają się jednak historią domu i powoli urządzają w nowym miejscu. Zapraszają do siebie zaprzyjaźnionego księdza Mancuso, który po wizycie u nich znacząco podupada na zdrowiu. Z czasem u Lutzów zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, które zakrawają na miano paranormalnych.

Rodzina Lutzów przebywała w posiadłości w Amityville łącznie 28 dni i książka Jay'a Ansona jest ścisłą relacją z tego okresu. Możemy tylko domyślać się, jak bardzo byli zastraszeni, zwłaszcza gdy zrozumieli, że ich nowy dom prawdopodobnie jest nawiedzony. Jednak autor nie skupia się na ich emocjach, nie próbuje analizować nadnaturalnych wydarzeń — jest to zaleta takiej reporterskiej narracji (pozostawia wiele wyobraźni), ale z drugiej strony nie robi również nic, aby prawdziwy horror, który przypuszczalnie miał tam miejsce, naprawdę przerażał. Jasne, straszyły mnie wypowiedzi małej Missy, która twierdziła, że rozmawia ze swoim niewidzialnym przyjacielem, ale sposób, w jaki Anson to wszystko przedstawił trochę mnie nużył. Jakoś do połowy książki czekałam na tę właściwą akcję. Na moment, w którym zostawimy suche fakty na rzecz żywych opisów. Myślę, że gdybym miała inne nastawienie do tej pozycji, nie czułabym się rozczarowana formą. W końcu Amityville Horror czytało mi się dobrze, a... jeszcze lepiej wypadły epilog i dwa posłowia ツ

***  
Anson Jay, Amityville Horror, tłum. Maciej Machała, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2019, s. 265.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

16:52 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Moja kuzynka Rachela | Daphne du Maurier

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (72)
  • literatura angielska (48)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (8)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (3)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • Czytam to i owo...
  • Przeczytałam książkę
  • Jeden akapit
  • To przeczytałam
  • Książki na plaży
  • Spacer wśród słów
  • Wokół Faktu
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
  • Literackie skarby świata całego
  • Varia czyta
  • Klasyka literatury popularnej
  • unSerious
  • Dosiakowe Królestwo
  • Koczowniczka o książkach
  • Qbuś pożera książki
  • made by bibi
  • Świat fantasy
  • Books Far From The Crowd
  • K-czyta | Blog książkowy
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose