facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"(...) niektóre rzeczy,
a przede wszystkim rzeczy niemożliwe,
są warte, by zaryzykować."

Tajemnicza wyspa, magiczne świece, jedno życzenie, które może się spełnić. Szepczące Drzewo, Morska Jaskinia i... Strażnik Burzy. Catherine Doyle zabiera czytelnika na wyspę Arranmore, pełną niesamowitości, których nie dostrzega się na pierwszy rzut oka. Niepokojący klimat, odwieczna walka dobra ze złem, odważni młodzi bohaterowie. Wyspę Strażnika Burzy na tle innych młodzieżówek fantasy wyróżniają barwny język, mroczna atmosfera i silna koncentracja na wymiarze magiczno-przyrodniczym.

Finn wraz z siostrą Tarą mają spędzić wakacje u dziadka na wyspie. Dla Finna jest to pierwsza wizyta na Arranmore, jednak nie zachęca go ani perspektywa dłuższego przebywania z własną siostrą, ani morska podróż (czego, jak czego, ale wody Finn boi się najbardziej). Chłopak nie zdaje sobie sprawy, że przyjdzie mu w niezwykły sposób pokonać własne lęki, jak i przeżyć największą w życiu przygodę. Szybko zaczyna dostrzegać, że znalazł się w bardzo wyjątkowym miejscu, a fantazyjne świece, które produkuje dziadek mogą... przenosić w czasie. Jednak przede wszystkim poznaje historię Arranmore i samego Strażnika Burzy.

"Fionn, są gorsze rzeczy, których trzeba się lękać.
Życie bez miłości. Ścieżka bez celu. Serce bez odwagi".


Wyspa Strażnika Burzy Catherine Doyle nie jest pierwszą książką dedykowaną młodszemu odbiorcy, która powinna spodobać się również dorosłym. Już na początku łatwo się zorientować, że będziemy mieć do czynienia z pięknie napisaną, porywającą historią, solidnym przygodowym fantasy. Cała koncepcja, atmosfera panująca na wyspie, motyw magicznych świec, ciekawi bohaterowie — to wszystko mocno do mnie przemówiło i chociaż nie wciągnęłam się na tyle, by z niecierpliwością pochłaniać rozdział za rozdziałem, pewne fragmenty pozostaną ze mną długo.

"Wypełniłem swoją głowę przygodą, śmiechem i miłością (...) Twoja głowa wciąż jest bardzo pusta (...) Zacznij ją zapełniać, chłopcze. To jest twoja największa odpowiedzialność. Żyć życiem jak cudem zapierającym dech w piersiach, tak, że gdy zacznie z ciebie uchodzić, wciąż będziesz czuł w sobie szczęśliwą iskrę i błogosławiony sens tego, że śmiałeś się najgłośniej, kochałeś najgłębiej i żyłeś bez lęku...".

***
Doyle Catherine, Wyspa Strażnika Burzy, tłum.  Katarzyna Biegańska, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2019, s. 320.

07:43 No comments

"Ucieczka nie jest niczym złym,
jeśli ucieka się do tego, co dobre i piękne."


Wyjątkowo mroczna, niepokojąca, ale i bardzo baśniowa powieść Jonatahana Auxiera to poruszające fantasy, które — mimo że skierowane jest raczej do młodszego odbiorcy, powinno urzec każdego, kto spotka je na swojej drodze. Tajemnicze domostwo, interesujący bohaterowie, złowrogie drzewo oraz dziwna postać w kapeluszu przechadzająca się nocami po domu. To słodko-gorzka historia pełna różnych opowieści — niekiedy zmyślonych, ale i tych przerażająco prawdziwych. O niebezpieczeństwie własnych zachcianek, o okrutnym losie, który nikogo nie szczędzi. O utraconych marzeniach, ale i o sile miłości oraz zaufania. Nocny ogrodnik przyciąga uwagę już samą okładką stworzoną przez Macieja Szymanowicza (Rok w krainie czarów), a wnętrze wciąga jak niejeden porywający thriller.

Molly wraz z młodszym bratem Kipem po ucieczce z sierocińca trafiają do posiadłości państwa Windsor. Szczęśliwie udaje im się dostać pracę (Molly ma zająć się domem, a Kip ogrodem), jednak nowe miejsce, jak i jego mieszkańcy budzą w dzieciach wiele niepokoju. W samym środku domu rośnie ogromne drzewo, nocą ktoś przechadza się po korytarzach, zaś Windsorowie skrywają jakiś upiorny sekret. Molly stara się podtrzymywać brata na duchu, opowiadając mu zmyślone historie o ich rodzicach. Wkrótce to zamiłowanie dziewczynki do snucia opowieści może obrócić się przeciwko niej, podobnie jak i marzenia wszystkich domowników.

Moc Nocnego ogrodnika tkwi nie tylko w scenerii niczym z groźnej baśni, czy w tajemnicach mrożących krew w żyłach. Tu wielką siłę stanowią młodzi bohaterowie. Ich determinacja, odwaga, niezwykła dojrzałość, poświęcenie. Jonathan Auxier pokazuje również, jak wielkie znaczenie mają opowieści, które mogą stać się nawet sposobem na życie. Jemu udało się stworzyć jedną z nich. Klimatyczną, niebanalną, równocześnie straszną i piękną, a każda "opowieść pomaga stawić czoła światu".

***
Auxier Jonathan, Nocny ogrodnik, tłum.  Jolanta Zubek, Wydawnictwo Dwukropek, Kielce 2017, s. 400.

09:10 No comments
"... człowiek może wieść magiczne życie."

Gdyby ktoś powiedział Ci, że jesteś kimś niezwykłym? Osobliwym? Nawet, jeśli przez cały czas myślałeś, że jest wręcz przeciwnie. Gdybyś miał dziadka, który opowiada o dziwolągach i potworach, zachowując przy tym śmiertelnie poważną minę — uwierzyłbyś? W pożółkłe ze starości fotografie osobliwych dzieci, w tajemniczy sierociniec leżący gdzieś na dalekiej wyspie, zapętlony w czasie. W panią Peregrine, która zamienia się w ptaka. Brzmi niesamowicie i... nieprawdopodobnie, a jednocześnie wydaje się niepokojąco prawdziwe. W tym tkwi moc tej historii. Opowieści o magicznym dziadku oraz o z pozoru zupełnie zwyczajnym chłopcu, który trafia w bardzo osobliwe miejsce. To jest bliżej niż Ci się wydaje. Wyjątkowość, inność, dziwna historia, która wciąga niespostrzeżenie. Powieść Ransoma Riggsa zdumiewa i zachwyca. Niczym dobra przygodówka dla młodzieży, albo ekscytująca książka fantasy.

"Potrafił dostrzec potwory"
.Szesnastoletni Jacob nie umie pogodzić się z tragiczną śmiercią ukochanego dziadka, który wielokrotnie opowiadał mu o pewnym tajemniczym domu i jego osobliwych mieszkańcach. I choć Jacob nie do końca wierzy w te szalone historie, zyskuje szansę, by je zweryfikować. Wraz z ojcem udaje się na pewną wyspę, gdzie prowadzą ślady pozostawione przez dziadka. Tam czeka go coś zarówno niepojętego, jak i ogromnie niebezpiecznego.

Osobliwy dom pani Peregrine
czytałam z wypiekami na twarzy. Nieodstępujące uczucie niesamowitości, nastrój niepokoju i tajemnicy, mroczna wyspa, niezwykłe dzieci, których w innych okolicznościach można by się przestraszyć (te zdjęcia!). Książka Ransoma Riggsa to pięknie napisane, klimatyczne fantasy z elementami grozy, które powinno spodobać się zarówno młodemu czytelnikowi, jak i dorosłym — szczególnie tym, którzy może zapomnieli już o sile wyobraźni, o tym, że pod powłoką normalnego, dorosłego świata czasem kryje się coś więcej. Że warto walczyć z potworami, ale i akceptować wszelką inność, bo może stać za nią coś wyjątkowego.


***
Riggs Ransom, Osobliwy dom pani Peregrine
,
tłum.  Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2012, s. 400.

10:25 No comments
"Czasami człowiek potrzebuje
choćby i drobiazgów."


Kiedy myślę o tej książce, przychodzi mi do głowy głównie jedno określenie. Rozczulająca. Nie spodziewałam się, że przypadkowo wybrany tytuł — zdawać by się mogło, że nie w moim stylu (choć z przepiękną okładką), wypełni moje jesienne dni tak bardzo, że będę mocno przeciągać spędzane z nim chwile. Aż zastała mnie zima i uznałam, że czas się rozstać, bo nie mogę dłużej chować się w tej ciepłej, choć rozedrganej powieści. Odkryła we mnie jakieś dawno pochowane emocje, poruszyła wrażliwą strunę ("bo czyż nie w ten sposób rozgrywają się wydarzenia, które zmieniają nas na zawsze — w jednej chwili?"). Chociaż nie utożsamiałam się z żadnym z bohaterów, czułam każde ich poruszenie, każdy nerw. Paliły mnie policzki, jakbym to ja stała w alaskańskim mrozie i drżała ze strachu. Z nadziei, z miłości. Przytuliłabym każde z nich. I Ruth, i Dorę, i Hanka. Tymczasem chowam swoją niewidzialną czerwoną wstążkę i tulę do siebie Zapach domów innych ludzi. Dawno nie czytałam tak kojącej, czułej, choć przecież przeraźliwie smutnej książki. 


Zimna, surowa Alaska lat 60-tych. Opowieść przeplatana jest głosami młodych ludzi, w zasadzie nastolatków, którzy zmagają się z różnymi problemami. Obserwujemy ich przyjaźnie, dzielimy lęki i tęsknoty. Chłód ziejący od najbliższych, ale i ciepło, jakie niosą często obcy ludzie. Historia każdego z nich gdzieś tam się zbiega — często w zupełnie niespodziewanym momencie. Ruth, której przyszło się zmierzyć z ogromnie dorosłym tematem. Dora wygrywająca na lodowej loterii, choć wolałaby po prostu mieć rodzinę. Alyce, która ze względu na ojca boi się realizować własne marzenia. Sam, którego porwały fale. Czerwona wstążka od Dumpling, co ma przynieść szczęście.

Ta wrażliwość, te przepiękne zdania, które przeszywają na wskroś. Chciałabym móc przeczytać taką książkę w wieku dojrzewania, kiedy wszystko jest jeszcze świeże i kruche. Bonnie-Sue Hitchcock ma niezwykłą umiejętność opisywania młodzieńczych uczuć, tworzenia przytulnej atmosfery w absolutnie niesprzyjających ku temu warunkach. Może i bije od tego pewna naiwność, a zakończenie wydaje się odrobinę nieprawdopodobne i nie niesie wielkiego przesłania. Jednak dla mnie z tej książki wypływa niezwykła, prosta mądrość, albo... to jakaś przedziwna alaskańska magia, że wszystko mnie tam tak urzekło. "A potem, kiedyś, w pewien poranek, niewyróżniający się niczym spośród wszystkich innych poranków, zaczynamy poruszać palcami w butach. I czuć krew z powrotem wypełniającą dłonie". I mnóstwo nadziei. Przepiękna książka.

***
Hitchcock Bonnie-Sue, Zapach domów innych ludzi
, tłum. Grzegorz Komerski
, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2017, s. 380.

21:04 No comments

"Czyń to, czego pragniesz."

"Każda prawdziwa historia jest Niekończącą się historią". Myślałam, że zanim napiszę o niej choćby słowo, przypomnę sobie film, który tak uwielbiałam w dzieciństwie, jak i niezapomniany kawałek Never Ending Story. A jednak coś mnie powstrzymało. Zdecydowałam się nie porównywać Niekończącej się historii Michaela Ende (tak pięknie wydanej przez wydawnictwo Mamania) do jej filmowej adaptacji. Tę obejrzę dopiero wtedy, gdy postawię tu ostatnią kropkę. Wystarczy, że znajome z filmu postaci i miejsca wyrastały mi przed oczami podczas czytania, że nie udało mi się inaczej wyobrazić Bastiana, ani Atreju. Nie znikał z głowy obraz smoka szczęścia, przypominającego wielkiego psa-maskotkę. Bynajmniej nie jest to żal, że nie potrafiłam stworzyć ich sobie na nowo, a jedynie radość, że znów znalazłam się w tamtej baśniowej krainie. Krainie, której zagraża Nicość.

Prześladowany przez swoich rówieśników jedenastoletni Bastian, trafia do antykwariatu pana Koreandera, skąd w przypływie emocji zabiera pewną książkę z niezwykłą okładką i o intrygującym tytule. Wraz ze skradzioną Niekończącą się historią chowa się przed światem na szkolnym strychu i natychmiast oddaje lekturze. Wkrótce zorientuje się, że trafił do Fantazjany i będzie śledził losy dzielnego wojownika Atreju, który musi uratować tę magiczną krainę przed postępującą Nicością. Jednak nie wie jeszcze, że już jest kimś więcej niż tylko podekscytowanym młodym czytelnikiem, i że to właśnie on — niewierzący w siebie, nielubiany chłopiec stanie się częścią... niekończącej się historii.

Ileż to razy marzyłam, by podobnie jak Bastian, odnaleźć gdzieś taką niezwykłą książkę i zaszyć się z nią na długie godziny. To niezwykła fantastyczna historia o przenikaniu dwóch światów, o roli wyobraźni, odnajdywaniu w sobie siły i wyjątkowości, o potędze marzeń. O Wodzie Życia, która jest potrzebna każdemu z nas. Wartościowy przekaz, który powinien dotrzeć z podwójną mocą również do dorosłego (albo głównie do dorosłego) odbiorcy. Droga do Fantazjany jest bardzo prosta i nigdy nie należy odrzucać świata fantazji, ani z niego... wyrastać. Nie można również rezygnować ze swoich marzeń — nawet tych, które w dorosłym świecie wydają się coraz mniej realne do spełnienia. Dla młodego czytelnika może stanowić świetną literacką przygodę, ale i zachętę do poznawania kolejnych niekończących się historii.

***
Ende Michael, Niekończąca się historia
, tłum. Sławomir Błaut, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2021, s. 480.



Za ten cudowny literacki powrót do Fantazjany
dziękuję wydawnictwu:
https://mamania.pl/
14:19 No comments

"Śnieżyczka i Róża nie wiedziały, że żyją w baśni —
tak to zwykle bywa."


Majaczyła mi się okładka starego wydania klasycznej baśni Śnieżynka i Różanka braci Grimm, choć wciąż jestem pewna, że poza charakterystyczną okładką, oglądałam też telewizyjną produkcję z kukiełkowymi postaciami właśnie z niej. Jak dla małego dziecka — bardzo niepokojącą. To stare wydanie wciąż gdzieś mam, ale z całej historii pamiętałam niewiele. Las, niedźwiedź, dwie dziewczynki, chatka w lesie. Byłam ogromnie podekscytowana, kiedy w moje ręce trafiła nowa interpretacja baśni — na dodatek autorki, którą już znałam z Kiedy na ciebie patrzę. Emily Winfield Martin nie tylko ożywiła dawną opowieść, nadając jej rumieńców, ale i przepięknie ją zilustrowała. Mroczne, ale niezwykle baśniowe, pełne leśnych akcentów i zdobień, przerywane tajemniczymi czarnymi stronami ("Co widziały drzewa"...). Trudno przejść obojętnie obok tego wydania Mamanii, nawet jeśli nie jest się wielkim fanem retellingu.

Kiedy zaginął ojciec Śnieżyczki i Róży, siostry wraz z matką musiały porzucić wygody dotychczasowego życia i zamieszkać w małej chatce w lesie. Wcześniej miały przepiękny dom i ogród, w którym po jednej stronie rosły czerwone, a po drugiej białe kwiaty — podkreślając odmienność obu dziewczynek. Teraz siostry musiały zmierzyć się z mrocznym lasem (każda na swój sposób), który skrywał wiele tajemnic, dziwnych stworzeń i zaczarowanych miejsc. Mimo czyhających na nie niebezpieczeństw, siła siostrzanej miłości, jak i wiary (którą szczególnie pielęgnuje w sobie Róża), że ich ojciec nadal żyje, przynosi coś... hm, co może zdarzyć się chyba tylko w  bajkach シ

Kiedy doczytywałam książkę Emily W. Martin i byłam już pewna zakończenia i cieszyłam się, że mogę przypomnieć sobie emocje, jakie towarzyszyły mi podczas poznawania tej baśni w  dzieciństwie. Jest to jedna z tych wyjątkowych baśni, myślę, że niedoceniana, albo zwyczajnie... zapomniana. Ja sama po lekturze tej interpretacji, chętnie wrócę do oryginału. 








***

Martin Emily Winfield, Śnieżyczka i Róża
, tłum. Elżbieta Janota, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2021, s. 216.



Za możliwość zachwycenia się tą nową interpretacją klasycznej baśni
dziękuję wydawnictwu:
https://mamania.pl/

10:07 No comments

"Dla owych istot jesień stanowi naturalną porę,
jedyną znaną im pogodę. Skąd pochodzą? Z kurzu. Dokąd odchodzą?
Do grobu. Czy w ich żyłach płynie krew? Nie, nocny wiatr.
Co szemrze w ich głowach? Robaki. Co przemawia ich ustami?
Ropuchy. Co spogląda przez ich oczy? Wąż."


"Tacy właśnie są jesienni ludzie. Strzeżcie się ich". Przez moment się wzdrygnęłam, bo ja sama, urodzona jesienią (i to w środku października), czuję się takim jesiennym człowiekiem, chociaż można się domyślić, że Bradbury'emu nie do końca o to chodziło. Zresztą, wcale nie od tego chciałam zacząć. "Palec mnie świerzbi, to dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi" — Ray Bradbury zaczerpnął tytuł swojej książki z samego Makbeta Williama Szekspira. Jakiś potwór tu nadchodzi to klasyka science fiction/fantasy, nie do końca jednak znana polskiemu czytelnikowi (Bradbury kojarzy nam się raczej z Kronikami Marsjańskimi czy 451 stopni Fahrenheita). Dla mnie to horror w pełnej krasie! Bardzo mroczny, jesienny (październikowy!), niesamowicie działający na wyobraźnię i dotykających najczulszych strun w duszy. Zanim pojawił się Stephen King i jego To wraz z Pennywise'm i grupką przestraszonych dzieciaków, po świecie chodził już Człowiek Ilustrowany, ciągnąc za sobą swój lunapark straszydeł, a trzynastoletni Jim i Will wyślizgiwali się nocami ze swoich domów, by przeżywać prawdziwie chłopięce przygody. Wstrzymajmy się jednak z porównaniami, bo... zdaje się, że grzmi, a "sprzedawca piorunochronów przybył do miasta nieco tylko wyprzedzając burzę".

"Po pierwsze był październik, wyjątkowy miesiąc w życiu chłopca". Chyba jednak ani Jim Nightshade, ani Will Halloway nie spodziewali się, że tego roku klimatyczny, halloweenowy październik odbije piętno na ich beztroskim, szalonym dzieciństwie, które miało skończyć się szybciej, niż by się spodziewali. Nie wskazywała na to nieoczekiwana wizyta sprzedawcy piorunochronów, ani pojawienie się w ich mieście tajemniczego lunaparku. Nie przewidział tego również Charles Halloway, miejscowy bibliotekarz i ojciec Willa, który podpatrywał chłopców, tęskniąc skrycie za młodością. A jednak na ich spotkanie wyszli (wypełzli jak spod ziemi)... jesienni ludzie. Dziwolągi i strachy, labirynt szklanych luster, Pyłowa Wiedźma. Pan Dark i pan Cooger, właściciele lunaparku, który pewnej październikowej nocy zawitał do miasta. I... karuzela. Chcecie przejechać się na karuzeli? Nawet jeśli z kolorowych kucyków zdarła się farba, a upiorna muzyka płynie chyba... wstecz? Naprawdę chcecie?

Ray Bradbury zabiera nas nie tylko w październikowe ciemności kryjące się za ogrodzeniem piekielnego wesołego miasteczka, ale i w samo serce magicznego chłopięcego świata. Przygodowe powieści, kieszenie pełne skarbów, wyścigi i nocne wyprawy. Jakiś potwór tu nadchodzi pełen jest porywów, emocji i błysków. "Woni lukrecji i cukrowej waty". Nerwów i grozy. Bo oto ktoś chciał przechytrzyć śmierć i czas. Oto druga strona przedstawienia, którego uczestnikami stają się młodzi chłopcy oraz jeden starszy mężczyzna. Cała książka przesiąknięta jest fantastycznymi motywami — jak z koszmaru, ale i bolesną powagą jawy. Opisy mrożą krew w żyłach i przyznaję, że choć Jakiś potwór tu nadchodzi przypomina powieść dla młodzieży, porządnie się jej przestraszyłam (a o to wcale niełatwo, nawet wśród stricte horrorowych pozycji). Przy tym to znakomity obraz młodości, przemijania i prób poskromienia upływającego czasu. Odtąd to jedna z najbardziej wyjątkowych książek mojego życia.

***  
Bradbury Ray, Jakiś potwór tu nadchodzi, tłum. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda, Kraków 2009, s. 272.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

16:47 No comments
"Immy, widzisz, jak ostrożnie trzymasz jeże?
W ten sam sposób musisz trzymać teraz
serce twojego taty."

"Wystrzegaj się domu, gdzie rośnie morwa, bo córkę twoją gotowa jest porwać...". Immy wraz z rodzicami sprowadzają się do przytulnego Lawendowego Domu w małej angielskiej wiosce. Nikt z miejscowych nie jest zachwycony ich przybyciem, bowiem we wsi krąży legenda o drzewie, które zabiera dziewczynki w przeddzień ich jedenastych urodzin. Rzekome drzewo — konkretnie morwa, rośnie akurat w ogrodzie Lawendowego Domu, zaś Immy... cóż, niebawem ma skończyć jedenaście lat. Dziewczynka stara się nie przejmować strasznymi opowieściami, chociaż bardzo interesuje się morwą i tym, co wydarzyło się w wiosce wiele lat temu.

Przeklęte drzewo to przyjemna, choć niełatwa, bo drapiąca w czułe miejsca, jednak bardzo ładnie napisana powieść dla młodych odbiorców. Z odrobiną fantasy w tle. Odpowiednio wyważona, uwrażliwiająca na pewien smutny, prozaiczny temat, jakim jest depresja. Z depresją bowiem zmaga się ojciec Immy i to właśnie z tym problemem — poza tajemniczą złowrogą morwą — musi zmierzyć się młoda bohaterka, która z początku wcale nie jest wyrozumiała wobec apatyczności swojego taty. Do tego dochodzi odrzucenie przez rówieśniczki, początki w nowej szkole. W Przeklętym drzewie znajdziemy dużo mądrych wypowiedzi, nutę niesamowitości i ciekawą dynamikę wydarzeń. Co ciekawe, mi, jako dorosłemu odbiorcy, książka nie wydała się ani trochę infantylna, a zakończenie było naprawdę... interesujące.

***  
Rushby Allison, Przeklęte drzewo, tłum. Marta Mortka, Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2019, s. 304.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania czytelniczego 2020 na Przestrzeniach tekstu  
(kategoria: książka dla młodzieży)
17:00 No comments
"Przypominała nieco matkę Koraliny, tyle że...
Tyle że skórę miała białą jak papier.
Tyle że była wyższa i chudsza (...)
Zamiast oczu miała wielkie czarne guziki."

Rozgość się i zostań z nami, Koralino. W drugiej części domu, za zamurowanymi drzwiami, gdzie wszystko jest takie podobne, a jakże odmienne od rzeczywistości. Po tej stronie Twoi "drudzy" rodzice mają dla Ciebie więcej czasu, jedzenie smakuje jak nigdy dotąd, a zabawki żyją! Wystarczy tylko, że... przyszyjemy Ci do oczu czarne guziki.

Koralina przeprowadza się wraz z rodzicami do wielkiego, starego domu. Zapracowani dorośli nie poświęcają jej wiele uwagi, więc dziewczynka z nudów postanawia "badać" okolicę, przy okazji poznając ekscentrycznych sąsiadów — dawne aktorki, pannę Forcible i Spink, oraz szalonego starca, który tresuje mysi cyrk. W swojej części domu Koralina znajduje też tajemnicze drzwi. Niepokojące sny o śpiewających szczurach ("Jest nas tu wiele, jesteśmy mali. Byliśmy tu przed waszym wzlotem..."), kamień z dziurką, mgła otaczająca cały dom. Wkrótce nasza bohaterka przekroczy pewną granicę i znajdzie się w świecie jak z lustrzanego odbicia; z pozoru ciekawszym, a jednak bardzo niebezpiecznym.

To niesamowite, jaką magię w swoich opowieściach tworzy Neil Gaiman. Czaruje prostymi chwytami i w tę — z początku zwyczajną historię wprowadza atmosferę horrorowej grozy. Drugi świat, do którego trafia Koralina, niczym Alicja z Krainy Czarów, to upiorna parodia rzeczywistości. Już te guziki zawsze mroziły mi krew w żyłach, jak również motyw z "drugą" matką i "drugim" ojcem, krainą stworzoną w jednym, niecnym celu... Mimo całego uroku, warto zaznaczyć, że Koralina to opowiastka fantasy raczej dla młodszego pokolenia. Dla dorosłego odbiorcy może okazać się trochę niewystarczająca. Przynajmniej ja chętnie pozostałabym dłużej w tym wykrzywionym świecie, słuchając mrocznych pieśni szczurów i gubiąc się w zakamarkach starego domostwa.
  
***
Gaiman Neil, Koralina, tłum. Paulina Braiter, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2017, s. 112.
08:10 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Moja kuzynka Rachela | Daphne du Maurier

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (72)
  • literatura angielska (48)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (8)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (3)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • Przeczytałam książkę
    "Piękno ludu" Merete Pryds Helle
  • Literackie skarby świata całego
    Heretyczki. O Angelusie dla Kateřiny Tučkovej i Julii Różewicz [komentarz]
  • unSerious
    Cykl: Kroniki Imperium Legendarnych Lachów # 1: Zło-to
  • To przeczytałam
    Christine Lindop - Ned Kelly
  • made by bibi
    Chmurka i Burza grają w piłkę/ubierają choinkę
  • K-czyta | Blog książkowy
    Dianne Freeman - Poradnik prawdziwej damy. Dobre maniery a morderstwo
  • Qbuś pożera książki
    Dynamiczne szachy geopolityczne, czyli „Cień Hegemona” Orsona Scotta Carda
  • Koczowniczka o książkach
    „Kocie kocyki” Kiyoshi Shigematsu
  • Świat fantasy
    Zapowiedzi październik 2026
  • Jeden akapit
    „Rozmyślania” Marek Aureliusz
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    Post Świętego Michała Archanioła - ks. Mateusz Szerszeń CSMA
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Książki na plaży
    Trzy włoskie kryminały
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose