facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"Pewne jest, że miejsce to pozostaje pod wpływem
czarodziejskich mocy."


Mroczne gotyckie opowieści o sennych dolinach, starych zamkach i duchach czyhających na rozstaju dróg. Washington Irving w swoich trzech krótkich historyjkach zmieścił niesamowity klimat upiornych legend. Jeździec bez głowy, Rip Van Winkle oraz Upiorny narzeczony to kwintesencja dziewiętnastowiecznej literatury grozy, w której pierwsze skrzypce grają tajemnicza atmosfera, baśniowość, a także umiejętności literackie. Typowe straszenie jest kwestią drugorzędną i zawiodą się ci, którzy szukają u Irvinga modelowego horroru. Dobrym skojarzeniem jest nuta fantazyjnej groteski, którą zaobserwował oraz oddał w swojej luźno opartej na tekście filmowej adaptacji Jeźdźca bez głowy Tim Burton. 

"Można by pomyśleć, że tego, kto ściga się z goblinami, czekają raczej przykrości". Trzy zestawione teksty Washingtona Irvinga przywodzą na myśl stare legendy opowiadane przed snem, w których jawa miesza się ze światem strachów i dziwów. Każde z nich ma swój osobliwy klimat, każde opisuje inne wydarzenia. Mamy wiejskiego nauczyciela Ichaboda Crane'a, który uwielbia historie o duchach, a w jego stronach od lat szepcze się o widmowym Jeźdźcu bez głowy. Mamy Ripa Van Winkle'a, który uciekając przed obowiązkami, wyrusza w góry Catskills, gdzie jego los odwróci się na zawsze. Wreszcie towarzyszymy baronowi czekającemu wraz z zaproszonymi na ucztę gośćmi na młodego hrabię — przyszłego narzeczonego swojej córki. 

Z tymi krótkimi opowiadaniami Washingtona Irvinga śmiało można spędzić jeden z jesiennych wieczorów. Unoszący się w powietrzu nastrój tajemnicy i niesamowitości, intrygujące wydarzenia, barwne opisy, mroczne dramaty bohaterów. Niesamowite, jak w tak krótkich formach można zawrzeć tyle obrazowych oraz inspirujących motywów. 

***
Irving Washington, Jeździec bez głowy i inne opowiadania, tłum. Mira Czarnecka, Wydawnictwo Nowa Baśń, Poznań 2022, s. 128.

09:19 1 comments

"(...) dookoła siebie spostrzegamy tylko to, co w nas tkwi, 
niezwykłe rzeczy zaś przytrafiają się nam 
tylko w niezwykłym nastroju."


Jak wielka to przyjemność czytać o duchach i zjawach — i to w klasycznym wydaniu! Jednak tytuł zbioru opowiadań, wśród których znalazły się dzieła Oskara Wilde'a, Abrahama Merrita, czy Margaret Oliphant, ani chwili nie powinien Was zwodzić. Letniej atmosfery jest tutaj jak na lekarstwo, za to duchów... o tak, duchów nie zabraknie. Dlatego antologię Wakacje wśród duchów można śmiało (albo z lekkim przestrachem, w końcu to opowiadania grozy) czytać o dowolniej porze roku, zaś jesień zdaje się do tego najbardziej odpowiednia. Wstąpcie zatem za próg domostwa Canterville Chase, zapuśćcie się w okolice starego kurhanu w Pallinghurst Barrow, albo zajrzyjcie późnym popołudniem w pewne tajemnicze biblioteczne okno. Nastrój niepokoju nie odstąpi Was aż do końca. 

O pewnym nieszczęśliwym duchu, którego nikt się nie boi. O zbrodniach dokonanych z osobliwych pobudek. Enigmatycznych widmowych krainach, dziwnej opowieści starej piastunki. Leśnych zjawach i pojawiających się znikąd... małych rączkach. Każde z opowiadań ma swój niepowtarzalny klimat, nie zawsze jednak jest on na tyle mroczny, by rzeczywiście przestraszyć czytelnika. Tak Duch z Canterville, czy Zbrodnia Lorda Arthura Saville'a (oba autorstwa Oskara Wilde'a) będą trochę bawić, z kolei Leśne kobiety Abrahama Merrita mogą nas nieco zaniepokoić, choć w zupełnie innym kontekście niż robią to konwencjonalne historie o duchach. Zaś na przykład Podnieść martwych z grobu Margaret Oliphant to pokaźne objętościowo dziełko godne osobnego wydania. Warto zaznaczyć, że wiele z tych opowiadań łączy aspekt przyrodniczy. 

Trudno nie docenić Wakacji wśród duchów pod kątem kunsztu literackiego. Każdy z autorów to mistrz pióra i straszy na swój specyficzny sposób. Wiadomo, że nie wszystkie opowiadania mnie porwały, jednak delektowałam się nimi niespiesznie przez całe tegoroczne lato. Jeśli przygotujecie się na grozę w klasycznym wydaniu, teksty tych mniej lub bardziej znanych pisarzy z pewnością zrobią na Was wrażenie. I pamiętajcie: "Nigdy nie należy łączyć opium i upiorów". Upiory zdecydowanie wystarczą. 

***
Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach
, tłum. Jerzy Łoziński, Janusz Ochab
, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2021, s. 568.

09:14 No comments

"Gdyby nie pani, wyjechałbym stąd dawno do Włoch i Grecji,
a może jeszcze dalej. Zaoszczędziła mi pani tylu wędrówek."


Posiadłość Manderley. Rebeka. Zamknięte pokoje z widokiem na morze, domek przy plaży, zarośnięte ścieżki. Podwieczorki z herbatą. Mrok i zieleń. Dałam się temu kompletnie oczarować. Wciąż jeszcze siedzą mi w głowie te wszystkie obrazy i wydarzenia. Postaci jak żywe przechadzają się po ciemnym ogrodzie. Rebeka fascynuje i porywa. Książka autorstwa Daphne du Maurier zawiera w sobie najlepsze cechy powieści gotyckiej, a przy tym okazuje się niezgorszym kryminałem. Pełna tajemnic i niepokoju, przyciąga czytelnika niesamowitą atmosferą, ale także lekkością pióra autorki, barwnymi opisami Manderley, jak i emocjonalną narracją głównej bohaterki. 

Maxim de Winter podczas pobytu w Monte Carlo poznaje znacznie młodszą od siebie, skromną dziewczynę. Bardzo szybko decyduje się jej oświadczyć, a po krótkiej podróży poślubnej zabiera nową panią de Winter do swojej okazałej posiadłości Manderley. Dziewczynie ciężko odnaleźć się w obcej roli i onieśmielającym miejscu. Nie ułatwia jej tego wspomnienie poprzedniej żony Maxima — Rebeki, która zginęła w tajemniczych okolicznościach. Widmo jej osoby zdaje się być wciąż obecne w całym domu, a Maxim zachowuje się coraz bardziej osobliwie. 

"Barwy, zapachy i dźwięki, deszcz i szmer fal, nawet jesienne mgły i zapach przypływu. To są wspomnienia z Manderley". I ja je czuję, nadal urzeczona powieścią. Majaczy mi się jakaś filmowa adaptacja z 1940 roku w reżyserii Alfreda Hitchcocka, którą być może już kiedyś oglądałam, a teraz chętnie skonfrontuję z książką. Nie chcę jeszcze opuszczać Manderley. Ta ponura, groźna atmosfera. To czające się wszędzie szaleństwo. Te wszystkie sekrety, wściekłość i... miłość. Niezależnie, czy spodziewacie się spotkać ducha starego domostwa, czy interesuje Was raczej psychologiczna strona wydarzeń, pozwólcie się zwieść Rebece.  

***
Du Maurier Daphne, Rebeka,
tłum. Eleonora Romanowicz-Podoska, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021, s. 446 (po raz pierwszy wydana w 1938 roku).

15:35 No comments

"— Popatrz, Damien! — krzyknęła. —
To wszystko dla ciebie!"


Słynna scena z urodzin małego Damiena, kiedy to jego niania, wykrzykując słowa z powyższego cytatu, skacze z balkonu z pętlą na szyi, wciąż mrozi mi krew z żyłach, choć minęło już wiele lat, odkąd po raz pierwszy obejrzałam kultowy film Richarda Donnera z 1976 roku. Dane mi było przeżyć tę scenę raz jeszcze — przy okazji poznawania literackiej wersji Omena autorstwa jego scenarzysty. Co istotne, David Seltzer nie ograniczył się do przedstawienia tej historii jak scenariusza, lecz nadał jej wszelkie literackie walory, wzbogacając o wiele ciekawych, uzupełniających faktów (ale i uwypuklając różnice, jak choćby wygląd pani Baylock, czy sposób śmierci jednego z bohaterów). Utrzymany został również niezapomniany, mroczny i posępny klimat filmowej produkcji, choć tu mogę być mało obiektywna, bo podczas czytania nie umiałam uwolnić się od znajomych obrazów. Z posłowia dowiadujemy się, że książka pojawiła się przed premierą filmu i miała być elementem promującym całą produkcję. Niestety nigdy już nie dowiem się, jak ja sama odebrałabym ją przed seansem, nie znając zupełnie całej historii, i trochę zazdroszczę tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli.

6 czerwca, w rzymskim szpitalu Ospedale Generale, kiedy okazuje się, że żona amerykańskiego ambasadora urodziła martwe dziecko, ten, w tajemnicy przed nią, decyduje się na nieformalną adopcję. Wymarzony syn Katherine i Jeremy'ego Thorn'ów otrzymuje imię Damien. Do czasu jego piątych urodzin w domu nie dzieje się nic nadzwyczajnego, jednak samobójcza śmierć niani chłopca, pojawienie się dziwnej pani Baylock oraz dużego czarnego psa, pogorszenie stanu zdrowia Katherine, jak i niepokojące wizyty pewnego włoskiego księdza, sprawiają, że Thorn zaczyna zastanawiać się nad pochodzeniem syna.

Omen to doprawdy złowieszcza i ponura historia, czerpiąca z biblijnych przepowiedni, pełna tragicznych zdarzeń i nastroju grozy. To przykład satanistycznego horroru, który nie wszystkim przypadnie do gustu, jednak sama narracja, dynamika oraz aura tajemniczości sprawiają, że czyta się ją z zapartym tchem. I ze strachem. O tak, Omen może nieźle nas nastraszyć.

***
Seltzer David, Omen, tłum. Lesław Haliński, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2018, s. 244.

11:46 No comments

"Pięćdziesiąt, pięćdziesiąt.
Kto da dużego lśniącego srebrnego dolara?"


Aukcjoner, jedyna wydana powieść zmarłej młodo amerykańskiej pisarki Joan Samson, jak i jeden ze sztandarowych amerykańskich horrorów z lat 70., szczęśliwie doczekał się polskiego przekładu. Podobnie jak w przypadku Pikniku pod Wiszącą Skałą Joan Lindsay (ciekawa zbieżność imion!), to horror w szczególnym stylu, nieco trącący myszką (choć na pewno mniej niż dużo starszy od niego Piknik), a jednak olbrzymie wciągający i intrygujący. Motyw, który tak chętnie wykorzystywali pisarze grozy, zwłaszcza Stephen King, inspirujący się Aukcjonerem podczas tworzenia Sklepiku z marzeniami — mała mieścina zagrożona przez coś, co przybyło z zewnątrz. Sielankowość zachwiana przez tajemniczego przybysza. Groteskowość sytuacji miesza się z przerażającymi wydarzeniami i dramatem wielu ludzi. Zło, którego nie można uchwycić, choć ma się je przed oczami, albo zło, któremu trudno się sprzeciwić. Aukcjoner to horror innego typu. Nerwowy, angażujący, choć momentami również... irytujący, jeśli czytelnik nie potrafi godzić się na pewne absurdalne wydarzenia i bierność bohaterów.

Spokój niewielkiego amerykańskiego miasteczka Harlowe w stanie New Hampshire, a zwłaszcza rodziny Moore'ów, zaburza pojawienie się charyzmatycznego aukcjonera  — Perly'ego Dunsmore'a. Głosząc umiłowanie tradycji i chęć poprawy dobrobytu miasta, Dunsmore zaczyna przeprowadzać aukcje, które wkrótce angażują większość mieszkańców. I tak również rodzina Moore'ów: John, Mim, Mama oraz mała Hildie, zostają wciągnięci w — z początku niegroźną — akcję pozbywania się niepotrzebnych staroci, aby aukcjoner mógł wystawić je na licytacje. Jednak Dunsmore nie poprzestaje na kilku domowych rupieciach, a na spektakularne aukcje, skupiające wielu przyjezdnych, trafiają coraz to lepsze i wartościowsze przedmioty.

Nie można odmówić Aukcjonerowi niezwykłej atmosfery niepokoju i zagrożenia, która zmiotła początkową sielankowość. Dramat zastraszanej rodziny, przywiązanej do ziemi i tradycji oraz żyjącej z pracy własnych rąk, budzi duży sprzeciw. Równocześnie absurdalność ich postępowania, mimo że tłumaczona strachem i uczciwością, może podnieść czytelnikowi ciśnienie równie mocno, jak zachowanie Dunsmore'a i jego policyjnej świty. A jednak w tym wszystkim tkwi siła tej powieści — w niedorzecznościach, w cichym, zamaskowanym, ale i bezwzględnym złu. Zgrabnie napisana, acz frapująca. Przez wielu pewnie zostanie odrzucona w kategorii horroru, choć dla mnie to przykład ekskluzywnej grozy, dla której warto poświęcić swój czas. Długo utrzymuje w poczuciu niepokoju.

***
Samson Joan, Aukcjoner, tłum. Michał Zdancewicz, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2022, s. 285.

12:04 No comments
"Gdyby jej krzyk przerażenia usłyszał ktoś poza kangurem,
który przycupnął w kępie krzaków nieopodal,
piknik pod Wiszącą Skałą byłby jednym z wielu
pikników w letnie dni."

Tajemnica Wiszącej Skały. Tajemnica Pensji. Mroczne skutki niewinnego walentynkowego pikniku. To z pozoru dość przesadzona zapowiedź frapującej grozy, która spadła na pensjonarki elitarnej szkoły pani Appleyard, jak i wkrótce na całe otoczenie. Czy tę staroświecką, nieco powściągliwą i przykładną w stylu historyjkę, zarówno apatyczną, co łagodną, wyblakłą od australijskiego słońca, której to akcja, nim się w zasadzie porządnie rozpoczęła, już chyliła się ku końcowi — można w ogóle nazwać thrillerem? Z pewnością nie takim, do jakiego przywykliśmy. Enigmatyczne okoliczności wydarzeń, poczucie subtelnego napięcia, które nie gaśnie aż do końca książki, mimo powolnego postępowania fabuły, niewyjaśnione zjawiska związane z osobliwym miejscem w pobliżu australijskiej góry Macedon — wszystko to sprawia, że Piknik pod Wiszącą Skałą dla amatorów takiej specyficznej narracji będzie zarówno doskonałym thrillerem, jak i powieścią obyczajową, w której warto się niespiesznie rozsmakować. Innym zaś powieść Joan Lindsay może nieźle dać w kość. 

Fabuła Pikniku jest prosta i kręci się gównie wokół wydarzenia, które miało miejsce pewnego pięknego dnia 1900 roku. Grupa młodych pensjonarek z kilkoma nauczycielkami udała się na piknik w pobliże Wiszącej Skały — urokliwego miejsca, gdzie można spędzić niejedno leniwe popołudnie. Niektóre z dziewcząt, nie chcąc wylegiwać się na trawie, postanowiły wybrać się na spacer po okolicy. To samo uczyniła jedna z nauczycielek. Jednak, gdy zbliżał się czas wyjazdu, okazało się, że nie wszystkie z nich wróciły na Tereny Piknikowe, gdzie czekała reszta. Zaginięcie, porwanie, a może śmierć wśród niebezpiecznych formacji skalnych? Jedno było pewne. Zniknięcie Mirandy, Marion, Irmy oraz panny McCraw sprowadziło na prestiżową pensję pani Appleyard wiele zamętu, ale także postępujących kłopotów.

Przyznaję, że przez pierwszych kilkadziesiąt stron Pikniku pod Wiszącą Skałą nie byłam entuzjastką stylu Joan Lindsay. Mimo barwnych opisów przyrody, jak i atmosfery tego ciepłego, choć tragicznego w skutkach dnia, nie potrafiłam wczuć się w grozę sytuacji, która, swoją drogą, została przedstawiona dość lekko, bez zbytniego dramatyzmu i przesady. Nie poznajemy żadnych tajników akcji poszukiwawczej, ani nawet szczegółowej reakcji otoczenia na zniknięcie dziewcząt. Wszystko jest relacjonowane na chłodno, bardzo estetycznie i poprawnie. Dopiero w pewnym momencie (może to kwestia wczytania się) coś się przełamało i fabuła zaczęła mi prawdziwie smakować, a nawet wciągać jak niejeden dobry thriller. Pamiętam, że podobne odczucia miałam dawno temu przy oglądaniu ekranizacji z 1975 roku. Może taki urok, w sumie już chyba kultowego Pikniku.

***
Lindsay Joan, Piknik pod Wiszącą Skałą, przeł. Wacław Niepolkólczycki, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2018, s. 288.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania czytelniczego 2019 
(kategoria: thriller/kryminał z kobietą na okładce) oraz Czytamy klasykę.
13:26 No comments
"Skoro Eleanor nie chciała otworzyć mu drzwi,
to, co stało za nimi, postanowiło wedrzeć się
do środka samo."

Podobno czytelnicy Shirley Jackson dzielą się na fanów Nawiedzonego domu na wzgórzu oraz tych z przeciwnego obozu, którzy wybierają Zawsze mieszkałyśmy w zamku. Nie wiem, na ile większa sympatia do jednego, albo drugiego dzieła jest powodowana kolejnością, z jaką zabieramy się za czytanie książek Jackson — u mnie chyba nie miało to znaczenia. Chociaż przyznaję, że zaczęłam od Zawsze mieszkałyśmy w zamku i to ona zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Okazała się nietuzinkowa i zupełnie inna niż się spodziewałam. Od Nawiedzonego domu oczekiwałam wiele, ale też miałam wrażenie, że ta historia niczym mnie nie może zaskoczyć. Typowa opowieść o nawiedzonym domu, którą znałam już z doskonałego filmu The Haunting z 1963 roku (a którą dodatkowo spaczył najnowszy netflixowy serial). Tu uratować mógł ją jedynie nastrój i literacki kunszt autorki. 

Zarówno w Nawiedzonym domu, jak i w Zawsze mieszkałyśmy w zamku na prowadzenie wychodzi szczególne zamiłowanie Jackson do psychologicznych portretów kobiet. Do dziwnych, paranoicznych postaci, które przyciągają uwagę nie mniej niż sam element potencjalnej grozy. W Nawiedzonym domu tej grozy jest w istocie więcej, bo to na niej opiera się cała fabuła. Do Domu na Wzgórzu, z którego istnieniem związana jest straszna historia rodzinna, na zaproszenie doktora Montaque, przyjeżdżają Eleanor, Theodora oraz Luke — wybrani do nietypowego eksperymentu mającego sprawdzić, czy w tym mrocznym, opuszczonym domu dochodzi do zjawisk paranormalnych. Z początku na gości czekają wyłącznie niegroźne przeciągi, mylenie drzwi, a także oziębłość pani Dudley zajmującej się domem za dnia. Jednak z czasem dom decyduje się do nich przemówić. Niewyjaśnione odgłosy, napisy na ścianach, krew w garderobie. I zakończenie, które daje do wiwatu tym, którzy wątpili w horrorowość całej opowieści.

Nawiedzony dom na wzgórzu Shirley Jackson to klasyka gotyckiej powieści grozy i nie odmawiam jej charakterystycznych cech oraz niesamowitego klimatu. Poza tym dużo w niej łagodnego wariactwa, ujawniającego się głównie w relacji dwóch młodych kobiet. Dużo infantylnych dialogów, biernego oczekiwania, ale i przemilczanego strachu. Postacie męskie są tu raczej tylko tłem — to kobiety nadają takt i żywo uczestniczą w całej zabawie. Czego zatem zabrakło? Przez większość książki ziało bynajmniej nie grozą, a lekką nudą. Dopiero na koniec atmosfera nieco się zagęściła, by doprowadzić do niezłego meritum. Podsumuję to krótko: brawo za postać Eleanor!

***
Jackson Shirley, Nawiedzony dom na wzgórzu, przeł. Maria Streszewska-Hallab, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2018, s. 304.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania czytelniczego 2019 
(kategoria: książka należąca do klasyki, której jeszcze nigdy nie czytałaś/eś) oraz Czytamy klasykę.
16:22 No comments
"Myśl o pierścionku na palcu
zawsze sprawiała, że czułam się ciasno skrępowana,
ponieważ w pierścionkach nie było szczelin,
przez które można by się wydostać."

Paranoiczna i klaustrofobiczna. Osobliwa. "Chcesz herbaty kroplę, dwie? (...) O nie, rzecze Merricat, ty otrujesz mnie". Mroczna, ale po swojemu. Poza tym więcej w niej obyczajowości niż horroru. I choć jest to literatura gotycka, daleko jej do klasycznej gotyckiej powieści grozy — nie tego zaś spodziewalibyśmy się po autorce Nawiedzonego domu na wzgórzu, czy choćby po... okładce wydania Repliki. Tu strach może budzić rodzinny sekret, dziwna izolacja, albo postać młodej narratorki, której magiczne myślenie i silna chęć utrzymania pozorów stabilności wprowadzają szczególną nerwowość. Jednak największa groza kryje się w ciekawskich, wrogich spojrzeniach ludzi, w ich okrucieństwie i szale.

Mary Katherine Blackwood mieszka w starej rodzinnej posiadłości wraz z starszą siostrą Constance i stryjem Julianem. Reszta licznej rodziny kilka lat temu wybrała się na tamten świat po spożyciu jagodowego deseru doprawionego arszenikiem. Constance, główna podejrzana w sprawie, została uniewinniona, jednak ludzie z pobliskiego miasteczka nadal omijają dom Blackwoodów szerokim łukiem. Życie w posiadłości toczy się harmonijnym, ustalonym rytmem. Ukrywająca się przed światem Constance piecze ciasta, przyrządza obiady, opiekuje się schorowanym stryjem, zaś rozbrykana Merricat (choć to już 18-latka) dotrzymuje jej towarzystwa, tworząc wokół siebie świat pełen symboli i dziwactw, rytuałów, takich jak na przykład zakopywanie w ziemi rodzinnych (drogocennych) pamiątek. Sielankę burzy pojawienie się kuzyna Charlesa, w którym Merricat widzi intruza, i którego stara się pozbyć swoimi specjalnymi sposobami.

Zawsze mieszkałyśmy w zamku to intrygująca, tajemnicza opowieść o kobietach, których motywy postępowania są bardzo niejasne. Nie znamy myśli dobrze ułożonej, spokojnej Constance, za to jej siostrze paranoicznie wydaje się, że musi bronić harmonii ich wspólnego, świadomego zamknięcia. Historia tragicznej śmierci części rodziny wplata się w ich codzienne rytuały. Czytelnicy łakomi horrorowych akcentów z pewnością chcieliby dowiedzieć się  znacznie więcej o całym zdarzeniu, jednak autorka zdradza niewiele — i całe szczęście, bo to dodaje fabule prawdziwego smaku.

***
Jackson Shirley, Zawsze mieszkałyśmy w zamku, przeł. Ewa Horodyńska, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2018, s. 224.
15:21 No comments
 

"O mój Boże, tam jest pełno gwiazd!"
    
Na myśl przychodzą mi takie określenia jak: przygasły, sterylny, stalowy, apatycznie złowieszczy. Taki klimat Odysejom nadała Krystyna Czubówna w fantastycznych słuchowiskach Audioteki, ale przecież to fenomen wyobraźni Arthura C. Clarke'a sprawił, że ten kultowy cykl sci-fi, mimo swojego wieku, nie traci na atrakcyjności. Nieważne, czy zaczniecie od roku 2001, czy 2010 (jak w moim przypadku), Odyseja wessie Was jak czarna dziura. Głosy znakomitych lektorów, niepokojąca fonia, przeszywająca na wskroś, dudniąca w głowie jeszcze długo po wyłączeniu słuchowiska (głównie w 2010: Odysei). Oto jak dźwiękiem i słowem można oddać monumentalność wszechświata, kosmiczną pełnię, zjawiska wymykające się rozumowi, a równocześnie tak wielką człowieczą pustkę i żałość.

Silniej widać to w 2010: Odysei, gdzie człowiek i jego ziemskie życie, relacje między nim a otoczeniem, czy nawet kosmiczne eskapady okazują się być tłem wydarzeń większego kalibru. To nie on, mimo swojej wiedzy i ogólnej sprawczości, rozdaje karty. W kosmosie jest coś więcej, coś, co przenika wszelkie struktury, czai się w mrocznej przestrzeni. W tej części Odysei podglądamy grupę astronautów i naukowców zmierzających w pobliże Jowisza, aby zbadać niepowodzenie misji załogi ze stacji kosmicznej Discovery. Przybyłym udaje się ponownie uruchomić HALa, komputer pokładowy obdarzony sztuczną inteligencją. Znamy go już z 2001: Odysei, która jest niejakim (choć luźnym, podstawowym) wstępem do wydarzeń, potrzebnym jednak, by cudownie odczuć atmosferę całej wizji Clarke'a. Odkryjemy w niej dużo filozofii, domniemań, smaczków rasowej naukowej fantastyki. Powinna spełnić ona oczekiwania science-entuzjastów łasych na nowe teorie. Wszystko zaczyna się od prehistorii, by skończyć w odmętach kosmosu. Już tu — w tym przypadku: słuchacz napotyka tajemniczy monolit, swojego rodzaju zapalnik całej gwiezdnej opowieści. Tyle że to nie wydarzenia — w 2001: Odysei dość szybko postępujące — są najistotniejszą zaletą dzieł Clarke'a.

Warto zagłębić się w każdy detal, co w przypadku wyboru audiobooka jest całkiem łatwe, ponieważ słuchowisko niemal hipnotyzuje. Mi godziny umykały jak szalone, niezależnie, czy słuchałam Clarke'a w drodze do pracy, czy przy każdej innej okazji. Jakkolwiek to zabrzmi: jeśli nie wiecie, co zrobić z ponad siedemnastoma godzinami, spędźcie je z uszami w kosmosie.

Za możliwość wysłuchania obłędnej 2001: Odysei kosmicznej 
dziękuję portalowi:
https://audioteka.com/pl/
***
Clarke Arthur C., 2001 Odyseja kosmiczna, tłum. Jędrzej Polak, wydawca: Audioteka, słuchowisko, czyta zespół lektorów, m.in. Krystyna Czubówna, 7 godz., 55 min. 

Clarke Arthur C., 2010 Odyseja kosmiczna, tłum. Jędrzej Polak, wydawca: Audioteka, słuchowisko, czyta zespół lektorów, m.in. Krystyna Czubówna, 9 godz., 26 min.

Do wpisu wykorzystałam fragmenty mojej recenzji 2010: Odysei, zamieszczonej na blogu przestrzenie-tekstu.blogspot.com.
08:08 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Moja kuzynka Rachela | Daphne du Maurier

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (72)
  • literatura angielska (48)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (8)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (3)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • Przeczytałam książkę
    "Piękno ludu" Merete Pryds Helle
  • Literackie skarby świata całego
    Heretyczki. O Angelusie dla Kateřiny Tučkovej i Julii Różewicz [komentarz]
  • unSerious
    Cykl: Kroniki Imperium Legendarnych Lachów # 1: Zło-to
  • To przeczytałam
    Christine Lindop - Ned Kelly
  • made by bibi
    Chmurka i Burza grają w piłkę/ubierają choinkę
  • K-czyta | Blog książkowy
    Dianne Freeman - Poradnik prawdziwej damy. Dobre maniery a morderstwo
  • Qbuś pożera książki
    Dynamiczne szachy geopolityczne, czyli „Cień Hegemona” Orsona Scotta Carda
  • Koczowniczka o książkach
    „Kocie kocyki” Kiyoshi Shigematsu
  • Świat fantasy
    Zapowiedzi październik 2026
  • Jeden akapit
    „Rozmyślania” Marek Aureliusz
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    Post Świętego Michała Archanioła - ks. Mateusz Szerszeń CSMA
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Książki na plaży
    Trzy włoskie kryminały
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose