facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"Od chwili śmierci stryja, od chwili, gdy stała nad jego grobem 
w objęciach lodowatego jesiennego wiatru, 
wszystko zaczęło przybierać formę groteski, 
gdzie trupy, śmierć i duchy tańczą ze sobą 
w nierozerwalnym pląsie pełnym napięcia i strachu."


Groza, która czai się gdzieś za plecami. Powoli wślizguje za kołnierz jesiennego płaszcza. Towarzyszy czytelnikowi bardziej za sprawą niesamowitej, mrocznej atmosfery niż może nawet przez konkretne wydarzenia zawarte w książce. W Domu na Wrzeszczącym Wzgórzu, gdzie nic nie jest oczywiste ani przewidywalne, strach nabiera innego wymiaru. Zgrabne konstruowanie napięcia, skupienie na nastrojowości. W ten sposób klimat swoich dzieł budowali klasycy grozy. Jednak akcja kolejnego horroru Dominika Łuszczyńskiego osadzona jest w czasach współczesnych, co odzwierciedla również jej stylistyka. Niemniej nie ma w tym makabry, której autor nie poskąpił Pustym mogiłom (tytule zdecydowanie innego rodzaju). Nie ma też tej szczególnej podniosłości właściwej wybitnemu, choć wymagającemu Ogrodowi konających dusz. Mimo że Ogród był dla mnie dotąd najlepszą książką w twórczości Łuszczyńskiego, to Dom na Wrzeszczącym Wzgórzu w pewien sposób mi go przypomina. Może to ta aura tajemniczości i niepokoju. Przeczucie czegoś strasznego, co zaraz zmaterializuje się na naszych oczach i z pewnością wymknie się konwencjonalnym wytłumaczeniom. 

Posępne miasteczko Starzyny. To tutaj trafia młoda Daria Sabatowska, która po śmierci stryja nieoczekiwanie dziedziczy jego osobliwy antykwariat. Jednak pełna unikatowych przedmiotów, ale i zaniedbana Obscuria nie będzie spędzać snu z powiek Darii. Na jej drodze pojawią się bowiem dziwni ludzie, nawiedzą ją niepokojące sny i kobieta zacznie podejrzewać, że stryj zajmował się czymś zgoła odmiennym niż tylko sprzedażą zwyczajnych antyków. Do tego zostanie zaproszona do zjawiskowej rezydencji na pewne tajemnicze wydarzenie. 

Fabuła Domu na Wrzeszczącym Wzgórzu bardzo powoli zmierza ku zaskakującej, dynamicznej kulminacji, której trudno byłoby się domyślić przez większą część książki (sam tytuł robi nam również małego psikusa). Nastawienie na zobrazowanie ponurej i złowieszczej atmosfery, niejasna profesja zmarłego (dwukrotnie!) antykwariusza, poczucie zagrożenia głównej bohaterki — już to wszystko stanowi podstawę naprawdę dobrego horroru. Jednak autor idzie o krok dalej i szykuje wyjaśnienie ocierające się o okultyzm, z motywem igrania ze śmiercią i perspektywą zaświatów. To coś dla miłośników powoli rozkręcających się horrorów, w których detale mają znaczenie, klimat gra pierwsze skrzypce, zaś rozwikłanie tajemnic prawdziwie wbija w fotel. I chociaż sama spodziewałam się trochę innego motywu, ten zaproponowany w książce okazał się znacznie lepszy. 

***
Łuszczyński Dominik, Dom na Wrzeszczącym Wzgórzu, Wydawnictwo Planeta Czytelnika, Łódź 2025, s. 250.

08:26 No comments
"— O czym ty mówisz? — zapytał coraz bardziej przerażony Patryk.
—  O upiorach!"

Mroczne bagna, wyłaniająca się zza drzew mgła i czarne upiory. Nie ukrywam, że bardzo cieszy mnie to, że kilka dni przed Halloween, w październiku — miesiącu duchów wróciłam do mojej ulubionej dziecięcej serii opowieści z dreszczykiem. Upiory znad trzęsawiska Dominika Łuszczyńskiego, z rewelacyjnymi ilustracjami Tomasza Kaczkowskiego, to najnowsza cześć cyklu Strachociny. Przygody czwórki młodych bohaterów potrafią wciągnąć również starszego odbiorcę (jestem tego przykładem!), a strachy, z którymi mierzą się Ula, Patryk, Damian i Antek, niejednokrotnie mrożą krew w żyłach. Jeśli ktoś czytał poprzednie części cyklu, poznał już pewnie Straszydlaka, Króla Szkieletorów oraz Widmowych motocyklistów. Jeżeli jednak nadal jesteście przed lekturą pozostałych książek, nie ma przeszkód, by zacząć od Upiorów znad trzęsawiska. Każda część to odrębna historia, i chociaż mamy tych samych, zaprzyjaźnionych bohaterów, za każdym razem straszna opowieść zaczyna się od nowa, momentalnie wciągając nas w wir wydarzeń.

Zbliża się koniec wakacji. Ula wraz z rodzicami i trójką przyjaciół ze szkoły wybierają się nad trzęsawiska, by nocować pod namiotami. Dziewczynka nie może otrząsnąć się jeszcze po nocnym koszmarze, a na miejscu obozowiska jej niejasne obawy okazują się całkiem zasadne. W lesie dzieje się coś niepokojącego. I to bardzo! Do tego jej rodzice gdzieś znikają, gdy zza drzew zaczyna unosić się groźna mgła. Ula wraz z Patrykiem, Damianem i Antkiem będą musieli zmierzyć się z czyhającym niebezpieczeństwem, które niekoniecznie jest tym, czym się wydaje. Jednak tym razem to Ula wie coś, co może wpłynąć na rozwiązanie upiornej zagadki.

Oswajanie strachów, niesamowita mroczna atmosfera, ale również siła przyjaźni, bezwarunkowej chęci pomocy oraz dziecięcej solidarności — to ważne wyznaczniki tej, jak i pozostałych części cyklu Strachociny. Książki utrzymane są w przyjemnym, oldschoolowym stylu. Bohaterami są zwyczajne dzieciaki, nieskażone jeszcze wszechobecną cyfryzacją, spędzające wakacyjny czas raczej na czytaniu, biwakowaniu, wycieczkach rowerowych, nie zaś przed ekranem (co prawda nie wiemy dokładnie, w jakich czasach dzieje się akcja, ale fajne jest to, że Ula zamiast smartfonem, robi zdjęcia lustrzanką). Miasteczko, w którym mieszkają, skrywa niekończące się tajemnice, a za strachami, z którymi przychodzi im się mierzyć, zawsze stoi jakaś ciekawa historia.

Nie inaczej było w Upiorach znad trzęsawiska — chyba najbardziej nieprzewidywalnej i ekscytującej części Strachocin (szalony pomysł i niesamowite zakończenie!). Momentami naprawdę miałam gęsią skórkę, choć wierzyłam, że dzielni bohaterowie kolejny raz sobie poradzą. Ach, jak ja chciałabym czytać więcej takich książek i mam nadzieję, że gdy mój synek podrośnie, będę miała dla niego już całą półkę zapełnioną podobnymi tytułami. Dlatego chętnie spotkałabym jeszcze nieraz Ulę, Patryka, Damiana i Antka — tym razem na szkolnych korytarzach, bo w Strachocinach kończą się wakacje, a jesień to przecież idealny czas na straszne opowieści.


***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Upiory znad trzęsawiska, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2023, s. 128.
13:24 No comments

"— I jakże to będzie, proszę ojca? Nigdy nie wierzyłem,
że takie coś stanie się u nas (...)
— W zło nie wierzyłeś?"

Chociaż Dominik Łuszczyński przyzwyczaił nas do nieco innego rodzaju literatury (nadal w pamięci mam wybitny Ogród konających dusz, czy niezwykłe Chorały z pogranicza czasu, jak i serię dla dzieci — Strachociny, której od niedawna można posłuchać również w formie audiobooka), to Puste mogiły wciąż mają w sobie wiele cech właściwych twórczości tego autora. Co ciekawe, po dość specyficznym, stylizowanym na starodawny, nieco archaicznym stylu, w jakim zostały napisane Ogród, czy Chorały, tym razem dostajemy bardzo współczesną pozycję, która ma szansę dotrzeć do zgoła większej liczby odbiorców — oczywiście wciąż rozmiłowanych w powieściach grozy, tylko może nieco... mniej wymagających. Puste mogiły bowiem to melanż mrocznego thrillera z rasowym horrorem. Nie stronią od dość mocnych, momentami brutalnych opisów (co może spodobać się amatorom takiej literatury, ale i odstraszyć wrażliwsze osoby), jak również oscylują wokół niepokojącego, tajemniczego tematu bliższego klasycznej grozie (czyli temu, z czym kojarzy mi się twórczość Łuszczyńskiego — przynajmniej ta przeznaczona dla dorosłego odbiorcy). Element zaskoczenia, sprytne stopniowanie grozy, niesamowite plot twisty. Poza tym szaleństwo i dawne strachy, które wciąż mrożą krew w żyłach. Jak wielkie zło mogą wyrządzić zwyczajne wiejskie zabobony, zwłaszcza jeśli kryje się za nimi szczypta prawdy...

Wieś Siedlany. To tam wiele lat temu, w czasie pewnej procesji w Boże Ciało zdarzyło się coś okropnego. Coś, co odbiło się piętnem na wszystkich mieszkańcach.
I właśnie do Siedlan postanawia przeprowadzić się Weronika Sobczak, młoda, poczytna pisarka, która pragnie w spokoju spędzić ostatni miesiąc ciąży. Weronice w przeprowadzce pomaga Adrian, jej agent literacki, z którym kobieta nieoczekiwanie zaczyna wiązać nadzieje na przyszłość. Jednak atmosferze Siedlan daleko do wiejskiej sielanki. Wrogie spojrzenia sąsiadów oraz nieprzyjemna wizyta miejscowego księdza budzą w Weronice coraz większe obawy. Tylko, czy niebezpieczeństwo, jakie na nią czyha, pochodzi jednie od nieprzyjaźnie nastawionych mieszkańców?

Choć przedstawiłam fabułę Pustych mogił jakoby opierała się głównie na przeżyciach Weroniki, to jednak cały ten thrillerowy, pozornie wiodący wątek wydaje się mieć poboczne znaczenie. Najbardziej urzekł mnie mroczny początek książki, tajemnicza historia z tła, która niezwykle oddziałuje na wyobraźnię. Ta klimatyczna horrorowa strona Pustych mogił sprawiła, że przymknęłam oko na pewne mankamenty powieści — dość szybko postępujące wydarzenia, drastyczność scen (co tam się na końcu działo, przechodzi ludzkie pojęcie!), nieszczególnie (przepraszam, jeśli to duży spoiler) szczęśliwe zakończenie, jak i bolesny brak korekty (tu akurat zawiniło wydawnictwo). Rozumiem jednak samą koncepcję, podziwiam umiejętność stworzenia niepowtarzalnej atmosfery — zapadła wieś, wyklęty cmentarz, zderzenie z prawdziwym obłędem i zaściankowym strachem. Ten moment, gdy już nie wiadomo, czy najbardziej przerażają zjawy i klątwy, czy może... zwykli ludzie. I nie szokujące opisy, albo bulwersujące sceny, lecz ludzkie zaślepienie oraz żądza zemsty są tymi najbardziej przerażającymi elementami całej powieści.

Puste mogiły
to przestroga. W pewnym momencie dotarła do mnie również groteskowość pewnych wydarzeń, zamierzone przerysowanie. Znając twórczość Dominika Łuszczyńskiego, można dostrzec w Pustych mogiłach próbę zderzenia powagi klasycznych dział literatury grozy z uwspółcześnioną wersją taniego thrillera dla mas. To taki lekki horrorowy pstryczek w nos. Do tego bardzo wciągający. Myślę, że czytanie Pustych mogił z tą świadomością — w ramach rozrywki — może przynieść wiele ekscytacji z lektury.  Jeśli zaś ktoś szuka prawdziwie poważnego, misternie skonstruowanego dzieła, któremu trzeba poświęcić dłuższą chwilę, z całego serca polecam Ogród konających dusz.


***
Łuszczyński Dominik, Puste mogiły, Wydawnictwo Dom Hororu, Wrocław 2023, s. 206.

20:05 No comments

"Mimo że wyglądali jak duchy,
kiedy się prostowali, ich kości trzeszczały głośno
niczym łamiące się gałęzie drzew."


Ogromnie tęskniłam za opowieściami ze Strachocin. W dwóch pierwszych częściach poznaliśmy czwórkę młodych bohaterów, którzy przeżywają ekscytujące przygody, odkrywając przy tym sekrety swojego miasteczka. Mrożące krew w żyłach zwroty akcji, straszliwe zjawy i potwory (wciąż mam przed oczami Straszydlaka), a przy tym wielka siła dziecięcej przyjaźni. Nie wiem, czy Widmowi motocykliści będą ostatnią częścią cyklu, jednak cieszę się, że mogłam (a kiedyś może zrobi to również mój syn) wraz z Ulą, Damianem, Patrykiem i Antkiem wkroczyć na ścieżkę kolejnej straszliwej tajemnicy. Ale teraz już milknę, bo... z oddali słychać chyba warkot motocyklowego silnika, w powietrzu unosi się smród spalin, a jakieś świdrujące żółte oczy wypatrują mnie spomiędzy stron. Czy tylko mi się wydaje, czy... po drugim oku tego widziadła chodzi pająk?

Strachociny. Wciąż trwa lato, a dla miejscowych dzieciaków — upragnione wakacje, podczas których zdążyli się już nieźle... wystraszyć. Ale to inna historia. Teraz Damian poleruje w spokoju jeden ze starych motocykli w warsztacie swojego taty. Ach, jak wspaniale byłoby wsiąść na taką pędzącą maszynę i pognać w siną dal! Nagle ciszę letniego popołudnia zakłócają jakieś huki i warkoty, jakby tuż przed warsztatem miała rozpętać się prawdziwa burza. Oczom Damiana ukazuje się zgraja upiornych motocyklistów i chłopak już wie, że to wróży nowe kłopoty. Liczy, że rozwiązanie zagadki widmowych jeźdźców znajdzie u Uli, która nawet w wakacje często przesiaduje w bibliotece, grzebiąc w co ciekawszych tytułach. Wkrótce również Patryk i Antek — aby pomóc przerażonemu koledze, zostaną wciągnięci w potworne wydarzenia.

Wspomnienie lata. Wszystkie trzy książki z serii Strachociny autorstwa Dominika Łuszczyńskiego są dla mnie jak wspomnienie dawnych wakacji, kiedy sama byłam dzieckiem i wiele bym dała za podobne niewiarygodne przygody — tylko zdecydowanie mniej straszne i mniej niebezpieczneツ To, co dzieje się w Widmowych motocyklistach jest po części oczywiście fikcją, jednak myślę, że dzieciom powinna spodobać się zarówno ta tajemnicza, horrorowa otoczka, jak i same relacje między młodymi bohaterami. Książka uczy odwagi, poświęcenia dla innych, koleżeńskości. Przy tym jest bardzo emocjonująca i chyba najbardziej... chłopięca ze wszystkich części Strachocin. Zaskakujące zakończenie to wisienka na torcie, chociaż każdy rozdział kończy się tak, by czytelnik poczuł przyjemny dreszczyk strachu oraz nieodpartą chęć dalszej lektury.

Warto podkreślić, że to literatura w ujmująco starym, oldschoolowym stylu (te urocze sformułowania typu: "jasny gwint!"). Gdzie nie używa się na każdym kroku smartfonów, a informacji szuka w bibliotece. Myliłam się z tą wisienką na torcie — jest jeszcze jedna! Prześwietne, zadziorne ilustracje Tomasza Kaczkowskiego znakomicie oddają klimat całej serii. Już same okładki książek przyciągają wzrok i powinny skusić każdego młodego miłośnika opowieści z dreszczykiem.


***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Widmowi motocykliści, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2022, s. 144.
12:09 No comments

"Właśnie wtedy, jednej z kolejnych nocy
spędzanych w Nicości, poznał osobę,
która stała się jego wspólnikiem na drodze
do poznania tajemnic świata."

"Jeżeli światłość była cudem stworzenia (...) Czymże jest ciemność, jako nie jej domem?" Przecieram oczy i zbieram myśli. Już teraz jestem pewna, że nie napiszę o Ogrodzie tego, co powinnam. Nie oddam należycie jego kunsztu, misterności, nie opiszę odpowiednio zdumienia i dreszczy, które pojawiły się, kiedy czytałam ostatnie strony. Ogród konających dusz to lektura naprawdę niezwykła, szczególnie zważywszy na czasy, w jakich powstała. To współczesna powieść grozy, utrzymana jednak w stylu gotyckiego horroru i opowieści niesamowitych, przywodząca na myśl dzieła takich klasyków jak Edgar Allan Poe, czy Algernon Blackwood. Literatura, w którą trzeba wsiąknąć, zgrać się z jej rytmem, może nawet... przyzwyczaić do specyficznego, nieco starodawnego stylu (w końcu rzecz dzieje się na przełomie XIX i XX wieku). Wtedy roztoczy przed Wami wszystkie swoje walory. Wyjątkowo niepokojąca, smutna, tragiczna, ale i na swój sposób piękna historia szaleńczego dążenia do realizacji marzeń, do przekroczenia granic poznania, odkrycia tajemnicy śmierci, ale i do znalezienia kogoś, kto podzieli mroczne pasje, stając się towarzyszem ziemskiej podróży. Zachwyca, przestrasza, czaruje barwnymi opisami, ale i angażuje czytelnika do samodzielnego sprawdzania szczegółów, bowiem wiele z miejsc i dzieł, o których wspomina Autor nie są czystą fikcją (na przykład paryskie kluby Cabaret du Néant oraz Cabaret l’Enfer rzeczywiście istniały), nawet jeśli wydają się wytworem pisarskiej wyobraźni.


Jest rok 1903. Marold Zinzendorf, młody Austriak żywo zainteresowany tematyką funeralną i tanatologiczną, spotyka na swojej drodze równego sobie towarzysza nocnych rozmów na tematy, które innym mogłyby wydawać się zbyt makabryczne. Ów pasjonat, starszy od niego Anglik — Mordecai Hext, pewnego wieczoru proponuje Maroldowi uczestnictwo w tajemniczym eksperymencie, który mógłby rozwiać ich wątpliwości co do przekraczania granic świata fizycznego. Kilka lat wcześniej podczas wielkiej wystawy światowej Exposition Universelle berliński architekt Karsten Walkenhorst postanawia pomóc spotkanemu tam ekscentrycznemu naukowcowi przy doskonaleniu jego wynalazku — pewnej intrygującej maszyny o zupełnie niejasnym dla Karstena celu działania.

Niepowtarzalny klimat nocnych spotkań, stary antykwariat z urojeń sennych, angielskie domostwo spowite mrokiem. Zatrważające malarstwo i niepokojąca poezja, świdrujący kolor absyntu, groza maszyny, której wynalazca najpewniej postradał zmysły. Do przesyconej przestrachem i niepewnością atmosfery oraz kwiecistych opisów dochodzą charyzmatyczni bohaterowie, ich lęki, pragnienia, tragedie, jakie skrywają. Ogród konających dusz to dzieło godne mistrzów gatunku i aż trudno uwierzyć, że wyszło spod pióra współczesnego polskiego pisarza. Dominik Łuszczyński już w zbiorze opowiadań Chorały z pogranicza czasu pokazał, że nieobce są mu podobne formy, filozoficzne wynurzenia, barwna sceneria opowieści. Z kolei zakończenie Ogrodu pozostawiło mnie w zupełnym zachwycie, ale i rozdarciu (cóż, zakończenie, moim skromnym zdaniem, to mistrzostwo świata!). Nie żartowałam, pisząc, że przeszły mnie dreszcze. Straszne, poruszające, dające do myślenia. W tych czasach to naprawdę unikalna literatura.

***
Łuszczyński Dominik, Ogród konających dusz, Wydawnictwo Dom Hororu, Wrocław 2021, s. 369.

17:32 No comments

"Lunapark Szkieletorów.
Czy jest wesoło? Sami tego nie wiemy.
Czy strasznie? Gwarantujemy!"


Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo czekałam na powrót do Strachocin. Pierwsza część serii (Strzeż się stracha) narobiła mi niezłego smaku i jak dziecko cieszyłam się na drugi tom z przygodami Uli, Patryka, Antka i Damiana. Nutka grozy, jaka unosiła się w powietrzu tamtego lata w Strachocinach, upiorny Strach na wróble, tajemnice, które tylko czekały, żeby je rozszyfrować. Chyba każde dziecko w pewnym wieku czuje w sobie zew przygody, a dreszczyk emocji wywołany strachem tylko go podsyca. Podejrzewam, że wielu z Was oglądało kiedyś Scooby Doo, a nawet czytało Szkołę przy cmentarzu, albo Gęsią Skórkę (ja niestety nigdy nie wpadłam na te książkowe serie, ale mój Mąż je uwielbiał). Myślę, że Strachociny to taki powrót do korzeni w bardzo dobrym, a nawet ciut oldschoolowym stylu. Zbiór lekkich historii z dreszczykiem, które można czytać wieczorami pod kocem przy latarce 😉 Czuję ekscytację na myśl, że może kiedyś spodobają się Najmniejszemu i będzie układał na swojej półeczce kolejne tomy. Ale już chyba pora zajrzeć do środka, prawda?

Widzicie to? Niebo nad Wrzosowymi Polami zakryły gęste chmury, choć jeszcze chwilę temu pogoda była iście wakacyjna. Tuż przed czwórką naszych młodych przyjaciół, którzy bez zgody rodziców pojechali na swoich rowerach na obrzeża Strachocin, wyrósł nagle niezwykły... Lunapark Szkieletorów. Sala Krzywych Luster, Gabinet Osobliwości, Tunel Okropności. Wszystko zapowiadało niesamowitą przygodę, jednak coś w tym wesołym miasteczku było nie tak. Mimo że najbardziej odczuje to chyba Antek, który pierwszy dowiedział się o przybyciu Lunaparku, to i pozostali bohaterowie ponownie będą musieli wykazać się odwagą i zmierzyć z nowymi strachami. A lato nawet jeszcze się nie skończyło!

Więcej, więcej, więcej! Po takiej historii chciałoby się od razu chwycić po kolejny tom (i pewnie będzie ku temu okazja), a jeśli nie czytaliście jeszcze Strzeż się stracha, to koniecznie warto nadrobić. Tekst Niewesołego miasteczka jest prosty, fabuła trzyma w napięciu, rysunki Tomasza Kaczkowskiego świetnie obrazują wydarzenia, a zakończenie aż wbija w fotel (niemal jak rasowy horror dla dorosłych!). Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie dzieci chętnie sięgają po opowieści z dreszczykiem, ale tych, którzy nie lubią się bać chcę zapewnić, że Strachociny Dominika Łuszczyńskiego nie tylko... straszą. Pokazują również prawdziwe koleżeńskie więzi, siłę dziecięcej przyjaźni. Uczą odwagi i zachęcają, by niezależnie od okoliczności podawać pomocną dłoń, nie zostawiać nikogo w opałach. Udowadniają, że nadal można bawić się poza domem (nie wpatrując w ekran komputera, czy TV), a przygody czekają na wyciągnięcie ręki. No, może tylko nie takie straszne jak te w Strachocinach! I całe szczęście 😊







***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Niewesołe miasteczko, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2021, s. 121.
20:08 No comments

"I wtedy poczuł, jak na jego karku
zaciskają się patykowate palce.
Straszydło go dorwało."

Baliście się kiedyś stracha na wróble? Takiego z prawdziwego zdarzenia, stojącego na środku pola pszenicy, w obdartej koszuli, z wielkim dziurawym kapeluszem. Jest coś niepokojącego w tym dziwacznym straszaku, a dziecięca wyobraźnia z pewnością potrafi przypisać mu sporo grozy. Chociaż... nie tylko dziecięca. To właśnie stracha na wróble Dominik Łuszczyński wybrał na bohatera swojej książki Strzeż się stracha, pierwszej części serii Strachociny. Jeśli ktoś uważa, że horrory (opowieści z dreszczykiem) nie powinny być przeznaczone dla dzieci, albo z drugiej strony — że takie historie w ogóle nie straszą, niech koniecznie sięgnie po tę książkę. Ze świecą szukać podobnej pozycji na polskim rynku wydawniczym. Niesamowicie trzyma w napięciu — przy końcu każdego rozdziału wstrzymywałam oddech, a równocześnie jest przyjemna i łatwa w odbiorze. Do tego bardzo wakacyjna (co ciekawe, dobrze czyta się ją nawet jesienią!).
 
Początek lata. Zboże mieniące się w zachodzącym słońcu. Dla Patryka zaczynały się wymarzone wakacje, podczas których mógł wypróbować swój nowy rower — urodzinowy prezent od rodziców. Niestety niefortunny wypadek w lesie szybko przekreśla plany chłopca. Nie to jednak jest w tym wszystkim najgorsze. W czasie powrotu do domu z zepsutym rowerem, Patryk zauważa nietypowego stracha na wróble na farmie starego Izydora. Co więcej, wydaje mu się, że strach patrzy mu prosto w oczy, szczerząc swoje przeraźliwe zębiska, aż w końcu... zaczyna go gonić! Oczywiście rodzice nie wierzą w opowieści syna, jednak Patryk zwierza się również przyjaciołom ze swojej klasy i to z nimi — Ulą, Antkiem i Damianem postanawia odkryć prawdę o straszydle, wplątując się w dużo straszniejszą historię niż początkowo mogło się wydawać.
 
Myślę, że i młodsze dzieci powinny mieć dedykowaną sobie literaturę z pogranicza horroru. Strachy w dziecięcym świecie nie są niczym niezwykłym. Często też przyjmują bardzo konkretne, choć wymyślone postaci — potwora spod łóżka, czy ducha z głębi szafy. Strach na wróble uosabia dość specyficzny lęk. Dziwadło ma ludzkie kształty, porusza się na wietrze, i choć z oddali można pomylić go z człowiekiem, gdy tylko podejdziemy bliżej, zobaczymy, że z rękawów jego koszuli wystają pęczki słomy. Nawet mi przechodzą po plecach ciarki, jak pomyślę, że mogłoby ożyć i rzucić się na mnie w szaleńczym pędzie (jak na przykład taki Straszydlak). Myślę, że ważna jest konfrontacja z niektórymi lękami. Tutaj mamy do czynienia nie tylko z samym elementem grozy (straszeniem dla straszenia), jaką wzbudza słomiany potwór, ale również z motywami przyjacielskich więzi, wspólnej walki z niebezpieczeństwem, solidarności, chęci niesienia pomocy i ekscytującego przeżywania przygód. Z jednej strony następuje zaburzenie beztroski dziecięcych wakacji, z drugiej pojawia się coś niezwykle emocjonującego — tajemnica. Nie wierzę, że dzieci przejdą obojętnie obok takiej wystrzałowej mieszanki.
 
Przynajmniej ja nie przeszłam ;) Chciałabym, aby to była książka mojego dzieciństwa. Nie przypominam sobie żadnych strasznych historii z najmłodszych lat (może poza bajkami braci Grimm i Muminkami) i zastanawiam się, skąd wzięło się moje późniejsze zainteresowanie literackim horrorem. Strzeż się stracha to świetnie napisana i znakomicie zilustrowana (przez Tomasza Kaczkowskiego) książka z tak zwanym dreszczykiem, przy której to książce nawet dorosły może mieć ciarki na plecach, jak i... dobrą zabawę. Słyszałam, że dzieciom też się podoba. Mój Najmniejszy musi do niej jeszcze dorosnąć, ale spokojnie, Strachociny cierpliwie poczekają. A ja już zacieram ręce na kolejną cześć cyklu!

***
Łuszczyński Dominik, Strachociny. Strzeż się stracha, il. Tomasz Kaczkowski, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2020, s. 128.

15:27 No comments
"Nie martw się, o Piękny,
Nadejdzie bowiem czas,
Gdy ród ludzki zapłacze,
Po wtóre widząc nas."

Czasem myślę, że prawdziwy urok opowiadań (którego to uroku długi czas nie dostrzegałam) tkwi w możliwości ułatwionego powrotu. Ewentualność przeczytania po raz drugi niedługich tekstów jest o wiele większa, niż ma to miejsce w przypadku pokaźnej powieści. Można zupełnie bez zobowiązań, zaledwie zerkając do środka, przeżyć coś raz jeszcze, albo dać szansę czemuś, wobec czego wcześniej byliśmy niechętni. I ja w ten sposób na nowo odkryłam Chorały z pogranicza czasu Dominika Łuszczyńskiego, zbiór opowiadań na pograniczu gotyckiego horroru i weird fiction. To było jak olśnienie. Pamiętam, że początkowo nie przypadła mi do gustu starodawna maniera, którą autor celowo ubogacił swoje narracje, a emfatyczna, filozoficzna otoczka trochę gryzła w oczy. Wystarczyło jednak trafić na odpowiedni moment (odpowiedni wieczór, porę roku, czas — nieistotne) i cały kunszt, cała konsystencja treści nagle nabrała barw i mocy. Styl okazał się doskonale dobrany do treści, pomysły żywe — i te krótkie momenty jawnej grozy, zupełnie niespodziewane i zaskakujące! To rasowe horrory pozbawione taniego efekciarstwa, horrory wymagające, które nie żerują na naiwności (czy raczej wygodnictwie) współczesnego czytelnika. Prowokują do myślenia, czarują rozbudowanym klimatem, by na końcu postawić tajemniczy znak zapytania. Ciemność, głuchotę, echo śpiewu maszkar. Niewyraźne odbicie w lustrze. 

Każde z opowiadań wydaje się być szczególnie przemyślane i choć z początku wydawało mi się, że autor będzie pisał na jedną modłę, to bardzo szybko okazuje się, jak odmienne są nie tylko fabuły, ale i style wszystkich tekstów. Jak bardzo różni się trudna w odbiorze Niemoc, czy tytułowe Chorały  z pogranicza czasu (których intensywne opisy mogą nieco zniechęcić czytelnika) od całkiem prosto (ale jaki to dojrzały, godny XIX-wiecznych klasyków styl!) poprowadzonego Mariażu. Jednak pomimo tej ciekawej różnorodności, całość jest bardzo spójna. W każdej historii, poza solidnym budowanej atmosfery, kryje się jakiś mroczny punkt, którego nie wolno przegapić. To często on zmienia obraz sytuacji. Warto na niego poczekać na przykład w Niemocy (która pierwotnie była dla mnie męczarnią). Z kolei niektóre z opowiadań czarują już od pierwszego zdania. Doskonała Apoteoza ohydztwa, Mariaż, czy Portale.

Czytając debiutanckie teksty Dominika Łuszczyńskiego, miałam wrażenie, że wpadłam w sam środek klasycznej literatury grozy, z tym, że nie jest to jawne naśladownictwo pióra dawnych mistrzów, a unikat, zupełnie nowa jakość, rzadko spotykana we współczesnej literaturze. Pisarstwo, do którego trzeba przysiąść, albo wrócić (jak w moim przypadku), żeby zaczerpnąć z niego jak najwięcej. I dostrzec więcej. A także przyjrzeć się interesującym ilustracjom samego autora! Dwa mankamenty Chorałów z pogranicza czasu to brak dobrej korekty (za co według mnie winę ponosi wydawnictwo) oraz... wyczerpany nakład. Dlatego szczęście ma ten, komu udało się trafić na Chorały. Ciekawostką jest, że niebawem pojawić ma się seria opowieści z dreszczykiem dla dzieci autorstwa Łuszczyńskiego. Autor ukończył również pracę nad powieścią gotycką z elementami retro science-fiction, o czym pisze na swoim autorskim fanpage'u. 

***
Łuszczyński Dominik, Chorały z pogranicza czasu, Wydawnictwo Phantom Books Horror, Szczecinek 2018, s. 147.
10:03 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Slenderman. Internetowy demon, choroba psychiczna i zbrodnia dwunastolatek | Kathleen Hale

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (71)
  • literatura angielska (47)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (7)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (2)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • To przeczytałam
    Małgorzata Caprari - Wrzesień. Kuchnia polska na każdy dzień roku
  • Przeczytałam książkę
    "Alte Sorten" Ewald Arenz
  • Świat fantasy
    KANT sp. z o.o. - Philip K. Dick
  • Koczowniczka o książkach
    „Ostatnie życzenie Anny Teresy” Jerzy Edigey
  • unSerious
    Cykl: Necrovet # 5: Necrovet. Hodowla istot chimerycznych
  • Qbuś pożera książki
    Upomnienie (bez)silne, czyli „Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko” Omara El Akkada
  • K-czyta | Blog książkowy
    Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl
  • made by bibi
    Zwierzęce zbrodnie: Prawo drapieżcy/Pazury gniewu
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Jeden akapit
    Dwie książki o szkockim folklorze (Folklore of the Scottish Highlands, The Anthology of Scottish Folk Tales)
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    W ciemność - Anna Bolavá (recenzja)
  • Książki na plaży
    Lista najlepszych książek pierwszego półrocza 2026 roku.
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Literackie skarby świata całego
    Moja walka. Skarbowa opowieść o roku 2025 [podsumowanie]
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose