facebook instagram Goodreads
Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Spis treści
  • Jeśli szukasz...
    • Przestrzeni faktu
      • kryminalistyka
        • Antropologia sądowa
        • Reportaż kryminalny
      • literatura faktu
      • Podróżnicze
      • Reportaż
      • Wyprawy & odkrycia
    • Przestrzeni grozy
      • Horror
      • Thriller
      • kryminał
    • Przestrzeni dla dzieci
      • Albo młodzieży
    • FANTASTYKI
      • Literatura fantasy
      • sci-fi
    • Klasyki
    • ♦ Magii na Przestrzeniach ♦
    • Pięknego wydania...
      • Komiksy
      • Picturebooki nie tylko dla dzieci
    • Wyjątkowej prozy
  • Na dokładkę
    • Audiobooki
    • * Mój dawny blog *
    • Starocie na Przestrzeniach
    • Wyzwania czytelnicze
      • Archiwalne
  • Serie
    • Dla dzieci i młodzieży
      • Strachociny
      • Szkoła przy cmentarzu
      • Wakacje z Koszmarkiem
    • Reporterskie / podróżnicze
      • Amerykańska
      • Orient Express
      • Reportaż Czarnego
      • Seria podróżnicza Wyd. Poznańskiego
      • Seria reporterska Wyd. Poznańskiego
    • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
    • Serie sci-fi i fantasy
      • Wehikuł czasu
      • Wiedźmin
  • O mnie
  • Kontakt

Przestrzenie tekstu

"Spal, Charlie. 
Spal wszystko."


Postanowienie czytania sztandarowych powieści Stephena Kinga w kolejności ich wydawania ma to do siebie, że nie zawsze udaje mi się trafić z książką w odpowiedni czas. Z Podpalaczką było tak, że oczywiście nie mogłam jej pominąć, choć nie do końca byłam przekonana do tego tytułu i zerkałam już tęsknie na Cujo, które bardzo chciałam przeczytać jeszcze tego lata. Nie żałuję, że poznałam historię Charlie i jej ojca Andy'ego McGee. Poza tym stare książki Kinga czyta się wyśmienicie. Jego pióro porywa na tyle, że wystarczy jeden zmyślny pomysł, wokół którego kręci się fabuła, by powstała z tego barwna, rozbudowana powieść grozy. Czy wobec tego Podpalaczka porwała mnie na tyle, bym nie czuła żalu, że spędziłam z nią sporą część wakacji, odkładając Cujo na nieokreślony czas? Niestety nie do końca. Nie jest to moja ulubiona historia. Co prawda posiada w sobie wszystkie kingowe smaczki, a i pod względem konstrukcji, czy stylu niczego jej nie brakuje. A jednak czytanie o nieustającej ucieczce ojca i córki, posiadających zdolności parapsychiczne, przed tajemniczymi pracownikami Sklepiku, w oczekiwaniu aż stanie się (bo zawsze się dzieje) to coś, czym zawsze King powala nas na łopatki — przyznam, że trochę mi się dłużyło. 

Ośmioletnia Charlie McGee ma szczególną zdolność. Potrafi samymi myślami rozniecić ogień, a nawet wywołać pożar. Jednak jej pirokineza nie jest jedyną anomalią w rodzinie. Również ojciec dziewczynki ma niespotykaną, choć uciążliwą umiejętność telepatycznego wywoływania wpływu na innych, nazywaną przez niego pchnięciem. Ich zdolności bynajmniej nie są wynikiem przypadku, a nimi samymi interesuje się pewna instytucja o wdzięcznej nazwie Sklepik. Być może jest kwestią czasu, aż uciekinierzy wpadną w ich ręce. 

Pirokineza. Kolejne z paranormalnych zjawisk, z których tak chętnie w swoich dziełach korzysta Stephen King. Nie można zarzucić Podpalaczce, że jest mniej rozpoznawalną powieścią mistrza grozy, choć tutaj nad horrorem przeważa raczej motyw science fiction. Coś jednak jest w tym tytule, że zostaje w tyle za Lśnieniem, a i popularnością nigdy nie doścignie kultowej Carrie. Jest w nim jednak też coś, co trzyma czytelnika przy sobie aż do samego końca. I raczej szybko nie wypadnie z głowy. 

***
King Stephen, Podpalaczka, tłum. Krzysztof Sokołowski, Wydawnictwo Prószyńki i S-ka, Warszawa 2019 (pierwsze wydanie 1980 rok), s. 512. 

10:24 No comments

"Wszyscy robimy, co możemy, 
i to musi wystarczyć... a nawet jeśli nie wystarczy, 
i tak musi wystarczyć."

Kiedy dotyka jakiegoś człowieka, widzi jego przeszłość i przyszłość. Nie wszystko. Istotne, bądź mniej ważne szczegóły. To, czego nie udaje mu się dostrzec, skrywa się w martwej strefie. John Smith ma niezwykłą umiejętność, którą jego matka nazwałaby darem, on sam zaś — przekleństwem. Zresztą, wszystko, co przytrafiło się Johnny'emu Smithowi w pewien jesienny wieczór, można uznać za wynik działania złego fatum. Przed lekturą Martwej strefy Stephena Kinga nieszczególnie byłam przekonana do oparcia całej fabuły o motyw jasnowidztwa, chociaż nie stronię od wątków parapsychicznych w literaturze (u Kinga to w końcu nic nowego). Wiedziałam również, że to nie będzie horror w pełnej krasie i rzeczywiście dostałam coś na kształt mieszanki dramatu z thrillerem. Jednak nie można odmówić Martwej strefie sporej dawki grozy, zaś historia głównego bohatera nie tylko mnie wciągnęła, ale również mocno poruszyła. 

"Nigdy nic nie tracimy, Saro. Nic, czego nie można odzyskać". W małym miasteczku Cleaves Mills, lubiany przez uczniów młody nauczyciel angielskiego, Johnny Smith, wiedzie szczęśliwe, ułożone życie. Jest ostatni dzień października 1970 roku. Johnny wybiera się ze swoją dziewczyną Sarą na jarmark. Sam wieczór  nie wróży niczego złego, chociaż w pewnym momencie, gdy zakochani decydują się przystanąć przy kole fortuny, zaczynają dziać się dziwne i niepokojące rzeczy. Tego wieczoru Johnny ulega wypadkowi samochodowemu i zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po pięciu latach, odkrywa w sobie pewną szczególną zdolność. Nieoczekiwany dar jasnowidztwa raczej nie przyniesie mu niczego dobrego. 

Martwa strefa to prawdziwie smutna historia utraconej miłości, zmarnowanego życia, a może nawet... zaprzepaszczonego daru. Z drugiej strony fabuła książki naprawdę intryguje, a nastrój tajemnicy i niepokoju utrzymuje się od początku do końca. Mimo często niespiesznej akcji, wielu wątków obyczajowych, jak i... wzruszających momentów, Martwa strefa straszy w osobliwy sposób. To właśnie jest ta cudowna cecha powieści Kinga. Misternie wpleciona groza w z pozoru zupełnie zwyczajne wydarzenia. Martwa strefa roi się od kingowych smaczków i zdecydowanie zasługuje na równie mocne pochwały, jakie zbierają zwykle sztandarowe dzieła mistrza. Dla mnie to była naprawdę wyjątkowa powieść. 

***
King Stephen, Martwa strefa, tłum. Krzysztof Sokołowski, Wydawnictwo Prószyńki i S-ka, Warszawa 2021, s. 480.
10:59 No comments

"— Powód jest taki sam dla wszystkich (...) Chcemy umrzeć,
dlatego to robimy. Nie wiedziałeś tego, Garraty? 
Nie wiedziałeś?"


Wielki Marsz jest doskonałym przykładem na to, że Stephen King potrafi stworzyć złożoną i porywającą historię wokół niepozornego, prostego pomysłu. Wygrzebać grozę z miejsca, gdzie jej nie ma. Skonstruować żywe, plastyczne postaci, choćby miały istnieć tylko przez chwilę. Trudno zakwalifikować Wielki Marsz do jakiegoś konkretnego gatunku — trochę w nim dystopii, trochę dreszczowca, dramatu, a nawet i horroru, bo fabuła jest przecież bezwzględnie przerażająca. Przeczytałam gdzieś, że to najlepsza książka, jaką King napisał pod pseudonimem Richard Bachman. Warto wspomnieć, że została wydana w roku 1979, a wizja, jakąś zaserwował autor wydaje się niepokojąco współczesna. 

Stany Zjednoczone. Setka chłopców bierze udział w brutalnych zawodach — morderczym marszu, z którego zwycięsko wyjdzie tylko jeden z nich. Zasady są banalnie proste. Mają maszerować, zachowując prędkość pięciu kilometrów na godzinę. Za każdy postój, upadek lub zwolnienie kroku dostają upomnienie. Po trzecim upomnieniu... giną. Jednym z zawodników jest Ray Garraty i to z jego perspektywy przeżywamy cały marsz, jak i poznajemy innych bohaterów. Strach, potworne zmęczenie, przemoc i wrogość, a z drugiej strony zalążki sympatii, a może nawet przyjaźni sprawiają, że te nieludzkie warunki wydają się być do przyjęcia. Wszystko to w takt owacji mijanych po drodze kibicujących widzów całego show, dla których mordercza walka młodych uczestników jest zwyczajną rozrywką. Jakby nie słyszeli odgłosu strzałów i krzyku, nie widzieli płynącej po drodze krwi.

Z książki aż kipi młodzieńczymi, chłopięcymi emocjami. Zawodnicy mają różne motywacje, chociaż głównym wabikiem jest niebotyczna nagroda pieniężna, którą zdobędzie jeden z nich. Uderza powszechna zgoda na tego typu rozgrywki oraz prestiż całego wydarzenia. Jednak Stephen King wie, w jakie struny uderzyć, żeby zmrozić czytelnika choćby zwykłymi rozmowami, interakcjami bohaterów. Wielki Marsz to prosta lektura, która jest w stanie dostarczyć mocnych wrażeń. Zakończenie z kolei pozostawia pole do własnej interpretacji.

***
King Stephen, Wielki Marsz, tłum. Paweł Korombel, Wydawnictwo Prószyńki i S-ka, Warszawa 2011, s. 264.

10:52 2 comments

"Widzisz, Al, pomyślałem, że najlepiej byłoby
(ją zabić)."


Kultowe Lśnienie, które — jeśli oglądało się choć fragmenty ekranizacji w reżyserii Stanleya Kubricka — okazuje się zdradliwą pułapką. Nie sposób bowiem, podczas czytania, uwolnić się od filmowych postaci, scen, jak i całej charakterystycznej otoczki, jaka urosła wokół tej historii. Ci, którzy Lśnienia nie oglądali (przynajmniej przed pierwszą lekturą), mają szansę na dużo lepszą zabawę. Powieść Stephena Kinga jest w stanie przestraszyć nie na żarty. Jej klaustrofobiczny, zimowy klimat, stopniowanie napięcia przywołujące na myśl upiorne skradanie się, mieszające się zalążki szaleństwa i psychozy z realnym dramatem niewinnej rodziny, wkraczającej w sam środek czegoś nadnaturalnego. Zło zagnieżdżone od lat w miejscu niejednokrotnie splamionym krwią. Chłopiec, który widzi więcej niż inni. Już to wszystko robi niesamowite wrażenie, a napisane ręką mistrza horroru zapewnia wysokiego poziomu, niezapomnianą literacką przygodę.

Jack Torrance, były alkoholik, po dyscyplinarnym zwolnieniu z uczelni, otrzymuje stanowisko dozorcy w słynnym hotelu Panorama, którym trzeba zająć się po sezonie. Wraz z żoną Wendy oraz pięcioletnim synkiem Danny'm zjawia się na miejscu już w czasie opuszczania Panoramy przez ostatnich gości. Zaopatrzona w zapasy jedzenia oraz wszelkie wskazówki co do bezpieczeństwa, trzyosobowa rodzina zostaje sama na kilka miesięcy w tych imponujących rozmiarów przestrzeniach. Jack planuje skończyć pisanie sztuki, coraz bardziej interesuje się również niechlubną historią samego hotelu, wpadając przy tym w dziwne paranoje, zaś Wendy martwi się zdrowiem Danny'ego. Chłopiec ma niepokojące wizje, a jego stany wymagają opieki lekarza. Jednak z nadejściem zimy Panorama zostaje odcięta od świata, a na rodzinę czyha nieopisany, mrożący krew w żyłach koszmar. 

Lśnienie to bezwzględnie niezapomniana i rewelacyjnie napisana (nieprzegadana, co istotne w przypadku twórczości Kinga) powieść grozy, zawierająca w sobie elementy nadprzyrodzone, motyw telepatii, psychozy, swojego rodzaju historię o duchach oraz stadium nawiedzenia. Byle tylko wyrzucić z głowy widok Jacka Nickolsona, Wendy i bliźniaczek. To dla mnie jedyny mankament, którego już nie mogę przeskoczyć. Czytając Lśnienie, nawet kolejny raz, nie potrafię uwolnić się od filmowej adaptacji. Cenię film Kubricka, jednak książka zdecydowanie zyskuje na jakości w oddzieleniu od narzuconego obrazu. Jest niepokojąca i przerażająca, nie tylko z uwagi na groźne nadprzyrodzone zjawiska, ale również na wstrząsające zachowanie, psychologię oraz ogólny tragizm postaci głównego bohatera.

***
King Stephen, Lśnienie,
tłum. Zofia Zinserling, Wydawnictwo Prószyńki i S-ka, Warszawa 1997, s. 520.

09:03 No comments

"Zrozumieć śmierć? Proszę bardzo.
Śmierć przychodzi wtedy, kiedy dopadnie cię
któryś z potworów."


Miasteczko Salem, wielokrotnie wymieniane jako jedno ze sztandarowych dzieł Stephena Kinga, będące równocześnie tym z najstarszych (to jego druga powieść, wydana rok po Carrie, w 1975 roku), doczekało się dwóch poważniejszych ekranizacji (mam słabość do pierwszej z 1979 roku). To niejako odświeżona opowieść o Drakuli, osadzona w realiach amerykańskiej prowincji lat siedemdziesiątych. W ujęciu Kinga to majstersztyk wampirzej literatury. Jest mroczna, niepokojąca, momentami naprawdę straszy, a przy tym unika dłużyzn, typowych dla późniejszej twórczości króla horroru. Napięcie, jakie tworzy King, żywa akcja, w której uczestniczy naprzemiennie wielu bohaterów, niesamowicie działające na wyobraźnię, plastyczne opisy, jak i niejako uniwersalny motyw wampira, który długo jeszcze nie wypadnie z łask (nawet jeśli skończyła się wydawnicza moda na wampiry) — wszystko to sprawia, że Miasteczko Salem wciąż potrafi ująć i zaskoczyć czytelnika.

Spokojne miasteczko Jerusalem w stanie Maine. Usytuowany na wzgórzu Dom Marstenów, od dawna wzbudzający niepokój wśród mieszkańców, zostaje sprzedany obcym nabywcom. Interesuje się nim również pisarz Ben Mears, który wraca po latach do Salem, by napisać tu kolejną powieść. Wkrótce zakochuje się w nowo poznanej miejscowej dziewczynie, jednak szczęście Bena i Susan nie trwa długo. Miasteczko bowiem nawiedza fala tajemniczych śmierci. Ben przeczuwa, że w Salem zagnieździło się nieludzkie zło. Wraz z nauczycielem Mattem oraz młodym chłopakiem Markiem będzie musiał stawić mu czoła.

"Jednocześnie wszędzie wokół budzą się do życia okropności nocy". Stephen King zbudował w Miasteczku Salem elektryzującą atmosferę pełną prawdziwej grozy. Czuć ją już w pierwszych enigmatycznych fragmentach powieści, czai się w poczynaniach bohaterów, gnieździ w ramach okien, przez które wpada surowe światło księżyca. Niepowtarzalny styl narracji, detale, które u Kinga nabierają mocy. Trudno też nie zauważyć tu jawnych nawiązań do Drakuli Brama Stokera, choć nie jest to w żadnym wypadku próba naśladownictwa, a raczej hołd dla klasycznej historii o wampirach. Ja sama, kiedyś dość niechętna tematyce tej powieści, obecnie jestem oczarowana Miasteczkiem Salem. Zajmuje ono jedno z pierwszych miejsc w moim kingowym rankingu.

***
King Stephen, Miasteczko Salem,
tłum. Arkadiusz Nakoniecznik, Wydawnictwo Prószyńki i S-ka, Warszawa 2012, s. 528.

09:45 No comments

 "Jak to możliwe, że gdzieś w człowieku drzemie taki zimny,
taki beznamiętny, jego własny wewnętrzny głos?
Taki zdrajca, niewierzący w  sprawę.
— Może być i tak, że nigdy nie wyjdziesz z tego lasu."

Nie spodziewałam się, albo nie chciałam dopuścić do siebie faktu, że jedna z krótszych książek Stephena Kinga — The Girl who Loved Tom Gordon, wydana po raz pierwszy w 1999 roku, będzie w istocie tak słaba, jak straszyły niektóre internetowe opinie. I tyle w kwestii straszenia. W Dziewczynie, która kochała Toma Gordona, w ładnej nowej oprawie graficznej od wydawnictwa Albatros, nie ma wiele horrorowych akcentów; nawet tych niedosłownych, tak typowych dla pióra mistrza grozy. Co prawda początkowa atmosfera, pomysł, styl, kilka motywów — to wszystko zagrało jak zwykle na korzyść, by potem zginąć powoli piękną śmiercią, nie zostawiwszy po sobie wiele przyjemności z całej lektury. Jednak, czy naprawdę tak bardzo nudziłam się podczas czytania? Czy nie znalazłam tam ani krztyny grozy? "Coś było w wodzie, skarbie".

"Lasy zawsze aż roją się od tego, czego nie lubisz, od wszystkiego, co napawa cię przerażeniem i czego nienawidzisz instynktownie, wszystkiego, co budzi w tobie jedno uczucie: ślepą, wszechogarniającą panikę". Podczas rodzinnej wycieczki przez Szlak Appalachów dziewięcioletnia Trisha, nie mogąc już znieść nieustannie kłócących się matki oraz brata Pete'a, zbacza ze szlaku i gubi drogę powrotną. Ma ze sobą skąpy prowiant oraz... walkmana łapiącego transmisje z meczy Red Soxów — drużyny, w której gra jej ukochany zawodnik Tom Gordon. Dziewczynka z początku stara się nie panikować, pewna, że niebawem znajdzie drogę na szlak. Jednak zamiast zbliżać się do bezpiecznej trasy, zapuszcza się coraz głębiej w las. Będzie musiała przetrwać noc. I kolejną, i... kolejną. Do tego ma wrażenie, że coś ją obserwuje.

Z początku to była naprawdę nieźle zapowiadająca się książka, a czytanie jej w pełni lata dawało ciekawą perspektywę. Ciemny las, chmary komarów i muszek, strumyki, a w środku dziewczynka, która w tej strasznej sytuacji radzi sobie całkiem nieźle. Zdarzyły się nawet typowo kingowe momenty, a styl autora zachęcał do... brnięcia dalej. Jednak, im dalej w las... tym akcja stawała się coraz bardziej monotonna, zaś horrorowych akcentów było jak na lekarstwo. Zmagania Trishy przestały mnie interesować, a jej zafiksowanie na punkcie Toma Gordona i halucynacje jedynie drażniły. I choć podziwiałam jej odwagę i zaradność (niewyobrażalną), nie opuszcza mnie myśl, że wszystkiego innego było trochę za mało — jak na Kinga, że mogło wyjść dużo lepiej. Osobiście jednak cieszę się, że w końcu poznałam tę historię (i mam ją za sobą ツ).

***
King Stephen, Dziewczyna, która kochała Toma Gordona,
tłum. Krzysztof Sokołowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2022, s. 256.

10:53 No comments

"Teoretycznie robale nie mogły dostać się do środka,
a jednak jakoś to zrobiły."

Zdecydowanie warto było... nareszcie skończyć Outsidera. Czytałam go od kilku miesięcy, z różnym natężeniem, a że wybrałam formę ebooka, zawsze wygodniej było mi do niego zerknąć w wolnej chwili, zamiast przysiąść na dłużej do lektury. Jednak był jeszcze jeden powód tego rozwlekłego czytania. Po obiecującym początku, który stanowił zapowiedź naprawdę mocnych wrażeń, thrillerowy nastrój ustąpił miejsca horrorowi, i choć przepadam za horrorowym Kingiem, to w przypadku Outsidera miałam mu za złe, że do tak świetnie zapowiadającego się thrillera wprowadził wątek nadprzyrodzony. Być może stąd wynikało moje zniechęcenie. Wiedziałam jednak, że historia jest na tyle elektryzująca, że będę chciała poznać ją w całości.

Wszystko zaczyna się od szczególnie potwornej zbrodni. W miejscowym parku zostaje znalezione zmasakrowane ciało jedenastoletniego chłopca, a podejrzenia padają na cenionego nauczyciela i trenera sportowego, Terry'ego Maitlanda. Lokalny detektyw Ralph Anderson postanawia aresztować mężczyznę podczas szkolnego meczu, ujawniając winnego na oczach zaskoczonego tłumu. Ślady DNA potwierdzają jego winę, jednak jest coś jeszcze... Terry ma mnóstwo świadków, jak i nagranie z kamery, które pokazuje, że w czasie morderstwa przebywał w zupełnie innym miejscu.

To, co wydawało się z początku rasowym thrillerem, mrocznym i trzymającym w napięciu, pełnym niepokojącej atmosfery i tajemnicy, zmieniło się w powieść z elementem nadprzyrodzonym — nadal tajemniczą, ale już pod innym względem. Mimo że uwielbiam horrory, to trudno mi było przeskoczyć ten moment i pogodzić się z faktem, że ta ponura sprawa kryminalna przeradza się w... szukanie zjawy. Chyba zapomniałam przez chwilę, że to przecież King, który znakomicie miesza konwencje. Dlatego kiedy już wjechałam na odpowiednie tory, zupełnie inaczej zaczęłam przyglądać się postaciom i wydarzeniom. Człowiek z Tatuażami, El Cuco, a może Boogeyman. Kim jest tytułowy Outsider?

Wciąż mam wrażenie, że zdradzam za dużo, bo sama przed lekturą nie wiedziałam o niej zupełnie nic. Może nie do końca jestem zachwycona całym pomysłem, ale King tworzy naprawdę zgrabne, żywe obrazy, soczyste opisy, niepokojącą atmosferę, więc Outsider jest rzeczywiście bardzo w jego stylu. Mi, poza klimatem powieści, kryminalną fabułą, ale i sferą niematerialną, szczególnie podobała się postać Holly Gibney, dzięki której Outsider bardzo zapunktował. Nie wiedziałam, że Holly pojawiła się już wcześniej w trylogii kryminalnej o
Billu Hodgesie (przez co chętniej sięgnę wreszcie po Pana Mercedesa).

***
King Stephen, Outsider
,
tłum. Tomasz Wilus, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018, s. 640, u mnie ebook.

19:17 No comments
"Ziemia serca mężczyzny jest kamienista, Louis.
Tak jak ziemia na starym cmentarzu Micmaców...
Mężczyzna hoduje w niej to, co zdoła... i opiekuje się tym."

Za każdym razem, gdy patrzę na tę hipnotyzującą okładkę Cmętarza w kolorze butelkowej zieleni, skąd bursztynowe oczy kota wpatrują się we mnie paranoicznie, mam uczucie pewnego déjà vu. Przecież ja już czytałam Cmętarz zwieżat. Nawet skreśliłam o nim kilka słów na starym blogu. Kiedy jednak przychodzi ten moment, w którym znów chcesz się znaleźć na ganku u starego Juda, albo wejść na ścieżkę prowadzącą do lasu i zachybotać na cienkiej granicy między snem a jawą, nic nie jest w stanie Cię powstrzymać. Kingowy Cmętarz przyciąga zupełnie jak ten fikcyjny. Małe miasteczko Ludlow, nowy dom, nowy początek, a może... nieunikniony koniec skradający się jak kot po ciemnym korytarzu. "Jezu! Jezu! Siedział na mnie! O Boże, siedział na mnie!". Nadal przechodzą mnie dreszcze, bo Stephen King jest mistrzem w swoim fachu i doskonale stopniuje grozę, igra z prostą konwencją, dodając jej odpowiednich kształtów i cieni. I nawet jeśli znasz tę historię na pamięć, wdepniesz w nią znowu po pas. A jeśli wkraczasz w nią po raz pierwszy, cóż... zwyczajnie Ci zazdroszczę. 

Louis Creed wraz z żoną Rachel, córką Ellie, synkiem Gage'm oraz kotem Churchem sprowadzają się na skraj małego miasteczka Ludlow w stanie Maine. Ich nowy dom, graniczący z jednej strony z łąką, z drugiej z lasem, mógłby być ostoją spokoju, gdyby nie ruchliwa szosa, przeszywana raz po raz przez wielkie ciężarówki. Droga niebezpieczna zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. Jednak to po jej drugiej stronie mieszka wraz z żoną przyszły przyjaciel Louisa — stary Jud, który w ciepłe wieczory poczęstuje na ganku zimnym piwem, opowie o historii pobliskich terenów, a może nawet zaprowadzi w miejsce, gdzie Louis będzie musiał zmierzyć się z tym, co uznaje (również jako lekarz) lub w co nie wierzy. Niewinny cmentarz zwierząt ukryty w środku lasu to dopiero początek.

Doskonale przedstawione studium mężczyzny jako głowy rodziny, który stara się robić wszystko dla dobra bliskich oraz dla zachowania domowej harmonii, nawet mimo własnych niedoskonałości, lęków i... niebezpiecznych konsekwencji. Louis, który nie wie jeszcze, że wąskie przejście między życiem a śmiercią może prowadzić w obie strony. Cmętarz zwieżąt to nie tylko klimatyczny horror o tajemnicy śmierci, ale również wyraz niezwykłej brawury wobec kwestii, których może nie powinno się poruszać. "Wydaje ci się, że krzyczysz, ale naprawdę to tylko głosy nurów na południu Wzgórza Widokowego". Mocny, sensualny, psychologiczny horror, po którym można z czystym sumieniem zostawić na noc włączone światło.

***
King Stephen, Cmętarz zwieżąt, przeł. Paulina Braiter, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2013, s. 424.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania czytelniczego 2019 
(kategoria: książka ze zwierzakiem na okładce)
14:36 No comments
Older Posts

Od autorki

About Me

Witaj na stronie Przestrzeni
i rozgość się.
Znajdziesz tu literaturę historyczno-podróżniczą, reportaże, klasykę grozy, tajemnicze powieści.
Często wracam również do książek dla dzieci, dobrego sci-fi, czy Stephena Kinga.

KSIĄŻKA NA DZIŚ

Moja kuzynka Rachela | Daphne du Maurier

2026 Reading Challenge

2026 Reading Challenge
Przestrzenie has read 0 books toward her goal of 30 books.
hide
0 of 30 (0%)
view books

RODZAJ

  • literatura amerykańska (72)
  • literatura angielska (48)
  • literatura australijska (3)
  • literatura francuska (3)
  • literatura hiszpańska (2)
  • literatura irlandzka (5)
  • literatura koreańska (1)
  • literatura niemiecka (8)
  • literatura norweska (7)
  • literatura polska (69)
  • literatura portugalska (2)
  • literatura szwedzka (14)
  • literatura słowacka (5)

Autor

  • Abbott Rachel (4)
  • Bradbury Ray (1)
  • Christie Agatha (1)
  • Clarke Arthur C. (1)
  • Dick Philip K. (2)
  • Forster Edward Morgan (1)
  • Gaiman Neil (1)
  • Greene Graham (2)
  • Herbert Frank (1)
  • Hesse Hermann (1)
  • Hill Susan (1)
  • Jackson Shirley (2)
  • Jacobsen Roy (3)
  • Jansson Tove (2)
  • Karika Jozef (4)
  • King Stephen (8)
  • Lem Stanisław (2)
  • Link Charlotte (2)
  • Paris B. A. (3)
  • Puzyńska Katarzyna (5)
  • Sapkowski Andrzej (2)
  • Stone Tom B. (2)
  • Theroux Paul (2)
  • Urbanowicz Artur (1)
  • Ware Ruth (2)
  • Wiśniewska Ilona (3)
  • du Maurier Daphne (3)
  • Łuszczyński Dominik (8)

Ilustrator

  • Aisato Lisa
  • Chmielewska Iwona
  • Dziubak Emilia
  • Jeram Anita
  • Klassen Jon
  • Martin Emily W.
  • Rutten Mélanie

Wydawnictwo

Akapit Press Albatros Amber Bum Projekt C&T Czarne Czuczu Czwarta Strona Dowody na Istnienie Dwie Siostry Dwukropek Egmont EneDueRabe Ezop Feeria Filia Format Gereon Grupa Wydawnicza Foksal Harper Collins Książkowe Klimaty Kultura Gniewu MAG Mamania Marginesy Media Rodzina Nasza Księgarnia Novae Res Otwarte Pascal Planeta Czytelnika Prószyński i s-ka Rebis Replika Sonia Draga Supernowa Słowne TADAM Tako Tekturka Vesper Videograf W.A.B. Wielka Litera Wilga Wydawnictwo AA Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Kropka Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Poznańskie Wydawnictwo Warstwy Wytwórnia Zakamarki Zielona Sowa Znak Zysk i S-ka audioteka Świat Książki

Zaglądam do:

  • Przeczytałam książkę
    "Piękno ludu" Merete Pryds Helle
  • Literackie skarby świata całego
    Heretyczki. O Angelusie dla Kateřiny Tučkovej i Julii Różewicz [komentarz]
  • unSerious
    Cykl: Kroniki Imperium Legendarnych Lachów # 1: Zło-to
  • To przeczytałam
    Christine Lindop - Ned Kelly
  • made by bibi
    Chmurka i Burza grają w piłkę/ubierają choinkę
  • K-czyta | Blog książkowy
    Dianne Freeman - Poradnik prawdziwej damy. Dobre maniery a morderstwo
  • Qbuś pożera książki
    Dynamiczne szachy geopolityczne, czyli „Cień Hegemona” Orsona Scotta Carda
  • Koczowniczka o książkach
    „Kocie kocyki” Kiyoshi Shigematsu
  • Świat fantasy
    Zapowiedzi październik 2026
  • Jeden akapit
    „Rozmyślania” Marek Aureliusz
  • ex libris Marty - blog o czytaniu, głaskaniu, wąchaniu oraz tuleniu książek i komiksów
    Post Świętego Michała Archanioła - ks. Mateusz Szerszeń CSMA
  • Dosiakowe Królestwo
    Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell
  • Książki na plaży
    Trzy włoskie kryminały
  • Books Far From The Crowd
    Jak nie przeczytałam stu książek w rok
  • Spacer wśród słów
    Sosuke Natsukawa "O kocie, który ratował bibliotekę" - recenzja
  • Varia czyta
    Karuzela z Mordercami - Alex Rogoziński
  • Wokół Faktu
    5 książek na Dzień Mamy idealnych na prezent. Te nowości wywołają uśmiech na twarzy mamy
  • Klasyka literatury popularnej
    Duchy nocy wigilijnej.
  • Czytam to i owo...
    PIKNIKI Z KLASYKĄ: O "Oliverze Twiście" rozmawiamy w 208. rocznicę urodzin Charlesa Dickensa
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Wszystkie treści zamieszczane na tym blogu (zarówno teksty, jak i fotografie) są mojego autorstwa i są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].

Wizyty

© Przestrzenie tekstu 2026

Created with by ThemeXpose