Spinalonga. Wyspa trędowatych | Małgorzata Gołota

"Ludzkie zoo XX wieku mieści się
na małej wysepce w pobliżu Krety.
Mieszkają tu istoty o twarzach pokrytych naroślami,
zgniłych, zdeformowanych..."


"A my zostaniemy tu i podpalimy wyspę, by spłonąć na niej żywcem". Nawet teraz przechodzą mnie dreszcze. Nie wiem, od czego zacząć. Chcę ostrożnie... Spinalonga. Niewielka grecka wyspa w pobliżu Krety, aktualnie cel turystycznych wycieczek. Z zabytkowymi weneckimi fortyfikacjami. Niezamieszkała. W latach 1903-1957 mieściła się na niej kolonia trędowatych. Jak pisze autorka reportażu Spinalonga. Wyspa trędowatych Małgorzata Gołota nazwa wyspy po grecku to "długi cierń". Spinalongę da się obejść w godzinę. Można zorganizować sobie wesele "z widokiem na Spinalongę", albo nawet imprezę na samej wyspie. Niektórzy turyści pytają, czy obecnie jest jeszcze ryzyko zarażenia trądem przez dotykanie skał, albo ścian domów. A potem jedzą sałatkę w pobliskim barze. Może niektórzy patrzą ze zgrozą w głąb, myśląc sobie, jak można było przeżyć w tym miejscu pełnym schodów i skał. Jak żyli tu trędowaci? Ale ta historia nie jest anegdotą, którą przywozi się jak pamiątkę z podróży. Ta historia jest krzykiem.


"A Spinalonga gorsza jest niż śmierć". Małgorzata Gołota w oparciu o skąpą dokumentację oraz wypowiedzi ostatnich żyjących świadków przedstawia niewiarygodne, przerażające (rodem z horroru!) i przeraźliwie smutne dzieje osób dotkniętych trądem (później określanym chorobą Hansena), zesłanych w 1903 roku na grecką wyspę Spinalongę (w celu utworzenia kolonii trędowatych, została ona opuszczona przez Turków), aby tam w izolacji spędzić resztę swoich dni. W teorii owo leprozorium miało być miejscem pomocy chorym, w praktyce okazało się zwyczajną umieralnią. Brakowało leków, a do końca II wojny światowej również bandaży (chorzy sami opatrywali sobie rany przy użyciu starej bielizny), solidnej kadry lekarskiej (leprologa), jedzenia, świeżej wody, elektryczności, nie wspominając o zachowaniu podstawowych warunków sanitarnych. Wyspa była brudna, a od gnijących ciał również cuchnąca. Zanim doktor Hansen odkrył, że trąd nie jest dziedziczny oraz zanim pojawiło się skuteczne lekarstwo, minęły lata. Ludzie umierali, a na ich miejsce zostawali przywożeni nowi. Na wyspie zawierano małżeństwa i rodzono dzieci (najczęściej zupełnie zdrowe). To właśnie one były nazywane cudownymi istotami. Jednak dzieci były odbierane rodzicom i wywożone z wyspy, aby chronić je przed trądem i przed... wstydem.

Bowiem trąd to nie tylko choroba, która mimo swojej archaiczności (jak i niekorzystnych skojarzeń biblijnych), nadal dotyka wielu ludzi na świecie. To również społeczne piętno, szczególnie w dawnych czasach. "Mówiło się, że jest zakaźny, śmiertelny, nieuleczalny". Leprozoria (to na Spinalondze oczywiście nie było jedyne) miały przede wszystkim odizolować chorych od reszty społeczeństwa, by nie narażać ogółu na widok zdeformowanych ciał. Leczenie było kwestią drugorzędną. Na szczęście i do pacjentów ze Spinalongi uśmiechnął się los. W 1957 roku mogli opuścić wyspę. Jak jednak zacząć żyć normalnie wśród tych wszystkich spojrzeń, w świecie, który wcześniej odwrócił się do nich plecami?

Małgorzata Gołota bardzo solidnie i z pełnym zaangażowaniem podeszła do tak trudnego, niekiedy i drażliwego tematu. Mimo reporterskiej powagi i dystansu, czułam jej empatię. Równocześnie w swoim reportażu przekazała kawał historii, która prawdopodobnie większości z nas jest zupełnie nieznana. Dlatego ja jestem pod ogromnym wrażeniem Spinalongi. To książka nie do zapomnienia. Przerażająca, ale i budząca nadzieję na to, że ludzie z chorobą Hansena mogą zachować swoją godność, a także odzyskać zdrowie. Na koniec podsunę Wam obrazek, który ciągle mam przed oczami. Chorzy ze Spinalongi. Ci, którzy stracili zupełnie nadzieję na normalność. Ci ze zdeformowanymi, czy utraconymi kończynami, z tak zwanymi twarzami "lwa". W którymś momencie chwytają za instrumenty i... "tańczą do znajomych melodii. Oni tańczą!". Rozbraja mnie to. Musicie przeczytać Spinalongę.

 ***
Gołota Małgorzata, Spinalonga. Wyspa trędowatych
, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021, s. 320.

Zajrzyj również tu:

0 komentarze

POLECAM SERIĘ KSIĄŻEK:


Strachociny